"Współczesny tata". M. Rymaszewska

Zwykle, mówiąc o przemianach społecznych ostatnich 50 lat, akcentuje się zmiany w pozycji i roli społecznej kobiet. Z uległych, godzących się na nierówności w relacjach z mężczyznami, często sfrustrowanych strażniczek domowego ogniska stały się w dużej mierze pełnoprawnymi partnerkami w relacjach z mężczyznami w pracy i w domu.  Zmiana taka nie mogła pozostać bez wpływu na zachowania mężczyzn, ich postrzeganie siebie, swojej roli i pozycji w tych środowiskach. Zmiany te objęły oczywiście również rolę ojca.

W 1965 r. mężczyzna amerykański spędzał średnio 2,6 godziny tygodniowo zajmując się swoimi dziećmi, w 2000 r. – już 6,5. W 1970 większość ojców nigdy nie kąpała ani nie przewijała swojego dziecka; dziś – wstyd byłoby się do czegoś takiego przyznać.  Ja sama, przebywając w szpitalu w 2000 roku z jednym ze swoich dzieci nie widziałam w nim ojców pozostających na noc w oddziale; gdy byłam w podobnej sytuacji w 2010 roku widziałam jak mężczyźni i kobiety zmieniali się w dzień i w nocy i pomagali sobie wzajemnie w opiece nad chorym dzieckiem.

Przez wiele lat ojcowie traktowani byli jako opiekunowie na wypadek, gdyby zabrakło matki. Winni są temu również wielcy psychologowie rozwojowi, którzy mówili nam głównie o więzi dziecka z matką (np. J. Bowlby w latach 50-ych „O naturze przywiązania dziecka do matki”), inne więzi dziecka traktując drugorzędnie. 

Badania prowadzone od lat 70-ych pokazały jednak, że ojcowie są równie kompetentni jak matki w sprawowaniu opieki nad dziećmi. Okazało się zatem m.in., że:

  • Ojcowie równie dobrze jak matki rozpoznają przyczynę płaczu niemowlęcia jako głód czy zmęczenie i adekwatnie reagują na ten płacz.
  • Podobnie jak u matek, również u ojców obserwuje się zwiększone bicie serca, przyspieszony oddech i wyższą temperaturę ciała jako reakcje na niepokój i płacz noworodka;
  • Ojcowie - tak jak matki - rozpoznają własne dziecko z zawiązanymi oczami dotykając jedynie jego główki;
  • W okresie ciąży partnerki ojcowie doświadczają wielu zmian fizjologicznych  znanych kobietom ciężarnym (np. wzrasta ich poziom prolaktyny, odpowiedzialnej m.in. za przywiąznie do dziecka i reagowanie na jego potrzeby; na parę tygodni po narodzinach dziecka o 1/3 spada u nich poziom testosteronu, a ok. 4 % doświadcza depresji poporodowej).

Inny rodzaj badań – badania nad rozwojem poznawczym, społecznym i emocjonalnym dzieci – wskazują jednoznacznie na pozytywny wpływ aktywnego i stałego udziału ojca na te obszary ich funkcjonowania.  Dzieci z uczestniczącym w ich życiu tatą są wyraźnie bardziej towarzyskie, pewne siebie, lepiej kontrolują własne emocje i zachowanie, rzadziej miewają problemy w szkole i rzadziej podejmują ryzykowne zachowania jako nastolatkowie.

Badania i praktyka pokazują też wyraźnie, że ojcowie zaangażowani w swoją rolę czerpią więcej przyjemności i satysfakcji z rodzicielstwa, mają bardziej pozytywne zdanie o swoich dzieciach, a ich partnerki są mniej zestresowane.

Współcześni psychologowie są przekonani, że za udział ojców w wychowywaniu dzieci odpowiadają oni sami, ale często jeszcze bardziej – ich partnerki.  Gdy w 2008 r. Ruth Gaunt przebadała 209 par okazało się, że kobiety o niskim poczuciu własnej wartości, częściej niż kobiety pewne siebie i swoich możliwości i umiejętności, przyjmowały postawę obronną wobec męża typu:„Ja jestem strażniczką domu, ty się nie wtrącaj – nie znasz się“. Wykazano również, że matki swoją postawą i zachowaniem wpływają w pozytywnym i negatywnym kierunku na udział ojca w wychowywaniu dzieci. Gdy wywracają oczy, poprawiają, podśmiewają się - zniechęcają partnerów do współpracy i pomocy. Z kolei matki radzące się ojców w sprawach dzieci, mówiące im, że dzięki nim dzieci są szczęśliwsze, że są dobrymi ojcami – mają dużo częściej i chętniej angażujących się w wychowywanie partnerów.

Wiele badań od lat 80-ych pokazuje też, że ojcowie zaangażowani w opiekę nad noworodkiem są bardziej aktywnymi rodzicami również w ich późniejszym rozwoju. 

Dlatego zachęcam wszystkie mamy: pozwólmy ojcom być ojcami na miarę naszych czasów, wspierajmy ich w tym i pozwólmy im wspierać nas w macierzyństwie, a nasze dzieci tylko na tym skorzystają.

Małgorzata Rymaszewska, psycholog

Gabinet Rodzice i Dzieci

 

Dane o badaniach z: E. Anthes „Family Guy“ w: Scientific American Mind, Maj-Czerwiec 2010

Powrót