"Jak się bawić z dzieckiem" M. Rymaszewska

Dość często uważa się, że czas spędzony z dzieckiem lub przez dziecko na zabawie to czas mało produktywny, nieistotny lub wręcz starta czasu.  Przekonanie to objawia się wyraźnie w języku, gdy mówimy: „Nic nie robimy; tylko się bawimy” lub „Tylko siedzą i bawią się!” Również tendencja rodziców do kupowania dzieciom zabawek „edukacyjnych”, kształtujących określone funkcje czy umiejętności, wskazuje, że opinia ta nie jest wcale tak odległa naszym przekonaniom, jak może byśmy chcieli.  Jednak nawet gdy rodzice zdają sobie sprawę  z wagi samej zabawy, często nie widzą potrzeby, by sami się w nią angażowali; zakładają, że zabawa jest aktywnością instynktowną i czymś, co dzieci robią bez pomocy dorosłych. I to prawda - zabawa i eksploracja są instynktownymi zachowaniami dzieci, ale prawdą jest również to, że instynkt ten zanika, gdy nie jest stymulowany do rozwoju.  Już wiele lat temu psycholog Donald Winnicott zauważył, że zabawa rozwija się i nabiera znaczenia dopiero w relacji z drugą, dorosłą osobą.

Powodów, dla których warto bawić się z dzieckiem jest wiele. Te najbardziej oczywiste i ważne są to to, że zabawa buduje i wzmacnia więź miedzy dzieckiem i jego opiekunami. Buduje również „konto” wspólnych pozytywnych doświadczeń, do których można się odwołać w chwilach konfliktu czy kryzysu.  W zabawie możemy pokazać dziecku jak rozwiązywać problemy, testować pomysły, podążać za wyobraźnią. Zabawa z dorosłym pomaga dziecku rozwijać słownictwo, tak, by mogło komunikować swoje myśli, uczucia i potrzeby.  Zabawa pomaga też w nauce umiejętności społecznych, takich jak dzielenie się, czekanie na swoją kolejkę, bycie wrażliwym na uczucia innych. Przede wszystkim jednak, wspólna zabawa to najlepszy czas, w którym możemy przekazać dziecku, że jest kompetentne i wartościowe, co, jak wskazują liczne badania, chroni je przed pojawieniem się problemów emocjonalnych i zaburzeń zachowania w późniejszym wieku.

Mimo tych wszystkich obopólnych korzyści płynących z zabawy bardzo wiele rodziców nie robi tego, najczęściej tłumacząc się brakiem czasu lub brakiem umiejętności.  Jeśli chodzi o czas spędzany z dzieckiem na zabawie, to jestem przekonana, że lepsze 10-15 minut dziennie niż nic (lub –co gorsze - pięć godzin, w czasie których frustrujemy się nieudolnością, brakiem współpracy lub wdzięczności ze strony dziecka). Dla rodziców tłumaczących się: „nie umiem się bawić, zapomniałem, jak to się robi” - poniżej przedstawiam najważniejsze zasady zabawy z dzieckiem. Gdy ćwiczę je z rodzicami w gabinecie psychologicznym, okazują się dość łatwe i zdejmują z rodziców ciężar bycia motorem w zabawie oraz uwalniają ich od poczucie konieczności ciągłego zabawiania dziecka.

1. Podążaj w zabawie za dzieckiem i - nie proszony - powstrzymaj się przed dzieleniem się swoimi pomysłami i umiejętnościami.  Gdy pokażesz dziecku jeden, najlepszy sposób układania wieży z klocków, puzzli czy gospodarstwa, może ono być nawet wdzięczne za tę instrukcję, ale nigdy nie dowiesz się, że ludzik chciałby mieszkać w oborze, a wieża - gdy tak ją dziecku nazwiesz - już raczej nigdy nie stanie się rakietą. I nie dowie się o tym również twoje dziecko, ponieważ ono potrzebuje więcej czasu niż ty, na przetworzenie na słowa tego, co widzi, a planuje nie zawczasu, ale w działaniu (co w tym wieku nie jest wadą). Traktuj zabawę jak zabawę, a nie zadanie, którego celem jest nauczenie dziecka czegoś konkretnego. Nie musisz nic robić: po prostu obserwuj, naśladuj je w tonie głosu i postawie ciała. Głośno opisuj to, co dziecko robi (np. „postawiłaś świnkę koło zielonych klocków” – ale nie chlewika, jeśli nie został tak nazwany przez dziecko, bo zielone klocki mogą stać się za chwilę przedszkolem a nie chlewikiem) – to pokazuje dziecku, że uważnie i z zainteresowaniem obserwujesz to, co ono robi, a zatem, że ono jest ciekawą osobą.  I rób tylko to, o co cię dziecko prosi, nie rezygnując jednak z zachęcania dziecka do spróbowania zrobienia większości tego co potrafi samodzielnie (np. poprzez pytanie go, gdzie wg niego ten klocek pasowałby najlepiej). Zapewne po paru sesjach takiej zabawy zauważysz, że dziecko jest bardziej zaangażowane w zabawę, bardziej nią zainteresowane i kreatywne. Taka postawa rodzica wzmacnia zdolność dziecka do samodzielnej zabawy i samodzielnego myślenia.

2. Dostosuj tempo zabawy do tempa narzuconego przez dziecko. Pamiętaj, że dziecko to nie mały dorosły i jeśli ten nudzi się powtarzając coś parę razy, dziecko traktuje powtarzanie zabawy jako rodzaj ćwiczenia. Często rodzice chcą nieco przyspieszyć rozwój dziecka, gdy nie jest ono na to jeszcze gotowe. Kończy się to zwykle frustracją dla obu stron i poczuciem dziecka, że nie jest w stanie spełnić oczekiwań rodzica. Stale pamiętaj, że dzieci potrzebują więcej czasu niż dorośli, wolne tempo zabawy pomaga im w utrzymywaniu koncentracji uwagi na jednej aktywności przez dłuższy czas (czego większość z nas oczekuje po nich w wieku szkolnym). Bądźmy zatem wrażliwi na sygnały wysyłane przez dziecko w czasie zabawy. Jeśli nie jest zainteresowane lub znudzone - być może zbyt dużo oczekujesz. Zasugeruj możliwość przejścia do czegoś innego i czekaj na odpowiedź. Zawsze daj dziecku czas na zastanowienie się, odkrywanie i doświadczanie.

3. Nie wdawaj się z dzieckiem w rywalizację. Nawet jeśli lepiej od dziecka grasz w warcaby w czasie gry zauważaj jego dobre ruchy, proces myślenia, strategie. Pozwól mu wygrać, bo i tak jest na przegranej pozycji z racji swojego wieku; z czasem, w miarę jak dziecko doskonali swoje umiejętności,  możesz grać coraz bardziej poważnie. Jednak nawet wtedy wygrywanie z dzieckiem nie spełnia najważniejszego celu wspólnej zabawy - nie wzmacnia w nim poczucia kompetencji.  Jeśli koniecznie chcesz, by nauczył się doświadczać i radzić sobie z porażką posadź naprzeciw niego kuzyna w jego wieku, a po zabawie - pochwal lub pociesz w zależności od jej wyniku.  Jeśli chodzi o reguły gry, to zabawa jest jedną z niewielu dziedzin, gdzie bez większej szkody możemy pozwolić dziecku na ustanawianie własnych, nawet jeśli tylko dzięki nim może  wygrać – niech eksperymentuje. Dzieci chętnej akceptują reguły w ważnych sprawach, jeśli w błahych pozwala im się ustanawiać własne.

4.Chwal i wzmacniaj pomysły i twórcze działania dziecka. Kiedy w zabawie dziecko ciągle słyszy „To nie tu idzie”, „Tak to powinnaś zrobić” – jak łatwo się domyślić, może je to zniechęcić do eksperymentowania i uczenia się nowych rzeczy.  Uwagi takie wzmacniają poczucie bezradności wobec nowych sytuacji i mówią dziecku, że celem zabawy jest perfekcja. Nie oceniaj, nie poprawiaj, nie koryguj ani nie zaprzeczaj dziecku w zabawie. Zabawa to czas eksperymentowania; końcowy produkt jest mniej istotny. Wymyśl więc sposoby, by pokazać mu, że doceniasz jego pomysły, myślenie i zachowanie, np. nazywając i zwracając uwagę na takie umiejętności jak koncentracja, wytrwałość, próby rozwiązania problemu, pomysłowość, wyrażanie uczuć, współpraca, motywacja do działania, pewność siebie.

5.Pomóż dziecku dojrzewać emocjonalnie przez zachęcanie go do fantazjowania i zabawy w udawanie oraz nazywanie własnych i jego uczuć w zabawie.  Zabawa w udawanie to okazja do ćwiczenia wielu umiejętności poznawczych, społecznych i emocjonalnych.  To nie jakaś tam dziecinada, ale – w umyśle dziecka – szansa na bycie kimś innym: wyjątkowym (wróżką), radzącym sobie (Supermanem), dziwacznym (stołkiem), czy nieszczęśliwym (biednym dzieckiem z wioski zalanej powodzią). Jest też nieocenioną okazją do poradzenia sobie z trudnymi tematami: śmiercią, chorobą, alkoholizmem bliskich, pójściem do szkoły czy dentysty, byciem słabszym, wyśmiewanym i in.  Zatem nie deprecjonujmy jej znaczenia. Uczestnicząc wspólnie z dzieckiem w takiej (ale też każdej innej) zabawie mamy możliwość w bezpiecznych warunkach nazwać mu uczucia, które obserwujemy, pokazać i nazwać własne i pokazać, jak sobie z nimi radzić i wyrażać je w akceptowany i adaptacyjny sposób.

Serdecznie zachęcam do takiej zabawy z dzieckiem. Z moich doświadczeń wynika, że służy ona nie tylko dziecku i rodzicowi, ale przede wszystkim ich wzajemnej relacji.

Autor: Małgorzata Rymaszewska
Psycholog dzieci i młodzieży

Literatura:

Webster-Stratton, C. (2006). The Incredible Years. Incredible Years: Seattle

Powrót

"Jak wychować twórcze dziecko" M. Rymaszewska

Twórcze dzieci to plaster na smutki rodziców: zawsze potrafią zaskoczyć, rozśmieszyć i przepełniają nas dumą.  Zwykle też wymagają mniej zachodu i uwagi, bo same potrafią w dużej mierze znaleźć sobie zajęcie i nie snują się za nami wołając: „Co mam robić? Nudzę się!” Z drugiej jednak strony – co wiedzą wszyscy rodzice twórczych dzieci – ta właściwość jest zaletą tylko wtedy, gdy dzieci potrafią trzymać się pewnych ram i zasad.  Farba z tubki na ścianach „wystrzelona” pistoletem na wodę czy pocięte w piękne frędzle nowe zasłony budzą podziw i radość tylko tych najbardziej tolerancyjnych spośród nas.

Twórczość jako cecha jest silnie związana z ciekawością świata. W wieku od 2 do 6 lat dzieci są z natury bardzo ciekawskie, dużo i chętnie manipulują i sprawdzają otoczenie, a rozwój ich mózgu zależy w znacznej mierze od tego, co dostarcza im środowisko.  Dlatego wrażliwi i rozsądni rodzice okazują radość z dociekliwości dziecka i nie hamują jego naturalnej potrzeby do eksplorowania otoczenia w takim zakresie, w jakim nie narusza to dobra innych osób.  Więcej, rodzice ci „nakręcają” jeszcze ciekawość dziecka zadając mu pytania typu: „Ciekawe, skąd się bierze deszcz?” czy „Ciekawe dlaczego mleko jest białe?”.  Czasem nawet wolno i ostrożnie zbliżają rękę własną (stanowiąc model w postępowaniu z nowymi zjawiskami), a następnie rękę dziecka do żelazka (ale oczywiście nie dotykając go) i pokazują, dlaczego nie warto go dotykać. Rodzice twórczych dzieci często i głośno wykazują entuzjazm i ciekawość wobec otaczającego ich świata („O! Zobacz na to! Ciekawe skąd się tu wzięło?!”).  Działanie takie musi być jednak połączone z wychowaniem w poczuciu granic i w posłuszeństwie. Dziecko, które samo „zaciekawione” odchodzi daleko na plaży i nie wraca, gdy je zawołamy, nie będzie szczęśliwe w wyniku swojej ciekawości, gdy się zgubi, a jego rodzice pewnie jeszcze mniej.  Podobnie obserwowanie zmiany koloru herbaty po włożeniu do niej cytryny nie będzie tak miłym doświadczeniem, jeśli dziecko nie posłucha, że nie wolno zciągać na siebie kubka. 

Wielu psychologów zgadza się, że najlepszym sposobem na rozbudzenie twórczości w dzieciach w wieku przedszkolnym i szkoły podstawowej jest… zlikwidowanie w domu telewizora.   Ponieważ jednak zdają sobie sprawę, że najczęściej jest to niewykonalne dla  lubiących się relaksować przed telewizorem rodziców, proponują zwrócić uwagę na to, żeby dzieci spędzały więcej czasu w domu robiąc coś niż oglądając coś. 

Niektóre inne sposoby na rozbudzenie twórczego potencjału w kilkulatkach to:

  • Daj dziecku szafę lub dużą skrzynię, w której może trzymać „skarby”, na które składają się wymyślne stroje, materiały i zabawki kupowane nawet w sklepach z używaną odzieżą, stare zegarki, pocztówki, korale, karteczki, znaczki itp.
  • Przeznacz specjalne miejsce w domu na scenę; będzie to o wiele bardziej korzystne dla całej rodziny niż przeznaczenie miejsca na sprzęt do kina domowego.
  • Oprócz czytania dziecku, opowiadajcie sobie wzajemnie lub na przemian baśnie, historie, zmyślanki, budujcie światy fantazji.
  • Wprowadzajcie do każdego działania element zabaw (co wymaga od rodziców pewnej dozy twórczości).

Warto też pamiętać, że eksplorowanie, robienie nowych rzeczy z kimś kogo się kocha stanowi łatwy sposób, by zarazić się ciekawością kochanej osoby. Dlatego tak ważny jest nasz stosunek do tego, co robimy na co dzień.  Jeśli rodzice sami fascynują się i doświadczają radości w tym, co robią – nieważne, czy dotyczy to jedzenia, które próbują, pracy którą wykonują, artykułu, który czytają, czy nowych miejsc, które odwiedzają - dzieci – jak to dzieci – chętnie po nas „spapugują” ten stosunek do świata.  Mając taki przykład w domu, same zechcą próbować nowych rzeczy i działań; a to już kolejny, wyraźny znak, że wychowaliśmy ciekawe, twórcze i zmotywowane do działania dziecko.

 

Autor:  Małgorzata Rymaszewska
Psycholog dzieci i młodzieży,
Gabinet „Rodzice i Dzieci”

Literatura:
Cline, F.  i Fay, J. (2006). Parenting with Love and Logic. Pinon Press: Colorado Springs.

Powrót

"Jak to jest być rodzicem dziecka zażywającego narkotyki" M. Osipczuk

Małgorzata Osipczuk, psycholog, psychoterapeuta
Psychotekst, 28/06/2006

Moje dziecko ćpa narkotyki - jak to się mogło stać?!

Ujawnienia faktu używania przez dziecko narkotyków to moment szczególny. Co może przeżywać rodzic?

Przede wszystkim załamaniu ulega dotychczasowy obraz swojego dziecka. Towarzyszy temu rozczarowanie, frustracja, strach, poczucie winy i wstyd.

Rodzice są zazwyczaj głęboko dotknięci faktem odurzania się dziecka. Zadają sobie pytania: "dlaczego tak się stało?". Przerzucają się z postawy oskarżania dziecka do postawy oskarżania samego siebie lub małżonka. Koncentrują się na znalezieniu winnych - a to w środowisku szkolnym a to w "złym towarzystwie" syna/córki. Przeżywają przy tym sami głębokie poczucie winy, które zazwyczaj zamyka ich w pułapce bezradności, uniemożliwiając konstruktywne działanie w kierunku rozwiązania. Ukrywają też zaistniałe fakty przed dalszą rodziną, przyjaciółmi, sąsiadami, wstydząc się. W ten sposób pozbawiają się też możliwego wsparcia i otuchy, tak potrzebnych w kryzysie.

Rodzice, którzy odkryli narkotyki w życiu swojej latorośli, wchodzą często w ostrą bezwzględną walkę ze swoim dzieckiem, które stara się ukrywać, minimalizować lub zaprzeczać odurzaniu się substancjami psychoaktywnymi. Dorośli wtedy sięgają nierzadko po przemoc psychiczną a nawet fizyczną. Krzyczą, wyzywają, oskarżają, zamykają w mieszkaniu, zaczynają śledzić, przeszukiwać ubrania, pokój, zawartość komputera, komórki, natarczywie wypytują. Czują się często skrzywdzeni postawą obronną swoich dzieci, które reagują na powyższe agresją i dystansowaniem się. To jeszcze bardziej nasila niekonstruktywne zachowania ze strony rodziców. Przepaść między wszystkimi członkami rodziny pogłębia się, każdy z rodziców oddala się od drugiego, odczuwając coraz większą samotność i bezradność. Poziom napięcia i konfliktów w rodzinie wzrasta, powodując niechęć i zmęczenie u jej członków.

Niektórzy rodzice wybierają zaprzeczanie faktom lub bagatelizowanie poszlak tak, aby nie musieć stanąć naprzeciw problemu. Uznanie, że ich dziecko bierze narkotyki wydaje im się zbyt zagrażające, nieświadomie uruchamiają psychologiczne obrony. Zdarza się więc, że jeden ze współmałżonków widzi narkotyki w życiu dziecka a drugi nie dostrzega. Szanse na pomoc młodemu człowiekowi przy takim układzie maleją, a rodzic świadomy jest skazany na dźwiganie ciężaru odpowiedzialności i wszystkich trudnych uczuć z tym związanych samotnie, często nawet narażając się na ataki małżonka.

Nawet jeśli oboje rodzice uznają fakt zażywania narkotyków przez ich dziecko - najczęściej trudno im ustalić jeden wspólny front postępowania wobec syna czy córki. Dlaczego tak się dzieje? Bowiem informacja o narkotykach wywołuje potężny kryzys w całej rodzinie, w parze małżonków pobudza to mniej lub bardziej zapomniane wzajemne żale i pretensje męża do żony i odwrotnie.

Na przykład, ona wcześniej miewała zastrzeżenia, że on za dużo pracuje i za mało czasu poświęca dzieciom, albo że jest zbyt nerwowy i niewłaściwie, jej zdaniem, strofuje syna. On wielokrotnie zwracał jej uwagę, że nie powinna być taka uległa wobec nalegań dzieci, musi przestać tak je rozpieszczać. Bywało, że kłócili się o decyzje rodzicielskie, o szereg nawyków, zasad i przekonań, które każde wyniosło ze swojego domu rodzinnego. Bywa też, że para ma za sobą wcale niemałe dramaty, wydawałoby się już zażegnane, jak np. zdrada, romans pozamałżeński, zawiedzenie zaufania, kłopoty z nadużywaniem alkoholu, bliska perspektywa rozwodu, emocjonalne opuszczenie partnera.

A teraz: narkotyki dziecka, to jakby ktoś podłożył granat. Dawne urazy, niewybaczone do końca krzywdy, silne nieprzyjemne uczucia zepchnięte w podświadomość wygrzebują się z ukrycia. Mechanizmy obronne, które dotąd je chroniły puszczają jak tama pod naporem powodzi. Małżonek - zamiast być partnerem w problemie - może zacząć być postrzegany jako przeciwnik. Nierzadko, zamiast starań o współpracę - co podpowiadałby zdrowy rozsądek - rozpoczyna się walka na racje. Walka, w której przegrać może każdy - najbardziej ich dziecko. Bo kto tu ma rację? Każdy i nikt. Na pewno, narastający wzajemny konflikt rodziców przyczyni się tylko do tego, że ich dziecko jeszcze bardziej będzie chciało uciec od rzeczywistości - w wiadomy sposób: sięgając po kolejną i kolejną dawkę ulubionego narkotyku. A zrozpaczeni rodzice pozostaną każdy w poczuciu krzywdy i winy jednocześnie, bezradnie miotając się w panicznych, coraz mniej rozsądnych, działaniach.

Po co terapia?

Na tym pierwszym etapie - ujawnienia problemu - rodzice dostaną od terapeuty kilka podstawowych ogólnych informacji i wskazówek co do zasad postępowania. Będą mogli się upewnić co do wielu rozterek, które nimi targają, dowiedzieć się jak diagnozować narkotyzowanie się dziecka, jakie znamy narkotyki, na czym polega leczenie.

Inni rodzice z grupy wsparcia będą w tym czasie pomocni do przełamania bariery wstydu, poczucia po raz pierwszy prawdziwej ulgi ("innych też to spotkało", "można coś z tym wszystkim zrobić", "więc to nie koniec świata"). Najważniejsze, co w tym czasie terapeuta i grupa mają do zaoferowania to życzliwe zrozumienie, przyjęcie wszystkich łez i natłoku przykrych uczuć, z którymi do tej pory przerażony rodzic starał się uporać samotnie. Od tej pory nie musi już czuć się "najgorszą matką na świecie", "najbardziej naiwnym i oszukanym ojcem", ani też nie musi już myśleć o swoim dziecku, że jest "najgłupsze i najbardziej niewdzięczne".

Przyznać należy, że pierwsze spotkanie z terapią nie musi być wcale łatwe. Oto przychodzi mówić o wstydliwym problemie, rodzi się obawa przed oceną, targają ledwo powstrzymywane emocje, mimo starań niekiedy lecą łzy lub padają ciężkie słowa. Innym razem głos więźnie w gardle. Możliwe jest, że usłyszy się kilka rzeczy i sformułowań, które nie będą łatwe do przyjęcia. Bo to właśnie inni rodzice widzą problem szerzej, nie zakrywają bezwiednie oczu na niektóre sprawy jak sam zainteresowany, tkwiący w środku chaosu rodzic. To oni zadadzą pytanie, które jemu nawet nie przyszło do głowy, podzielą się tym, jak sami na początku nie ogarniali wszystkiego i ile w związku z tym robili fałszywych posunięć. To nieraz niełatwe, ale konieczne jest obejrzenie sytuacji swojej rodziny w szerszym spektrum, życie problemem na co dzień zawęża pole widzenia. A jeśli nie widać całości - jak znaleźć właściwe rozwiązanie?

Poza tym, większość rodziców, którzy zwracają się po pomoc, ma jasno sprecyzowane oczekiwania, że dostanie od terapeuty garść "złotych", sprawdzonych wskazówek na temat: "co mam teraz zrobić, żeby on/ona przestał/a ćpać?" I tu nadchodzi moment pierwszego rozczarowania. Tyle, że jest ono konieczne i jest wręcz częścią rozwiązania.

Wizyta w Poradni, terapeuta, psycholog, grupa wsparcia nie dadzą takich gotowych recept. Nigdzie na świecie nie istnieje gotowe rozwiązanie. Nigdzie, poza samym rodzicem i jego rodziną. Terapia ma - tylko i aż - ułatwić dotarcie do rozwiązań, które są w samym rodzicu lub dają się znaleźć przez współpracę dwojga rodziców. Często przypominam moim pacjentom, że gdybym nawet uznała, że mam prawo mówić im, co powinni zrobić i zaczęłabym częstować ich takimi "zdecydowanymi zaleceniami" - to mogło by się okazać, że na próżno. Nawet w najbardziej rozpaczliwych sytuacjach, nie potrafimy się często przełamać do zastosowania rozwiązań, na które sami nie wpadliśmy. I słusznie. Bowiem największa mądrość pochodzi z nas samych, trzeba sobie tylko pomóc utorować do niej drogę. I w tym, m.in., ma pomóc terapia. W znalezieniu najbardziej adekwatnych do sytuacji rodziny rozwiązań.

Tak, jak nie ma gotowych rozwiązań, tylko takie, które trzeba wypracować, tak i należy sobie zdawać sprawę z tego, że nie ma też szybkich rozwiązań. Praca nad wyprowadzeniem dziecka ze ścieżki pogrążania się w nałogu i praca nad staniem się dla niego jak najlepszym, mądrym wsparciem - to praca rozpisana często na długie miesiące. Czasem lata. Trudno się pogodzić na starcie z taką perspektywą, ułatwić może to świadomość, że od tej pory nie jest się już samemu z problemem, i że pod wpływem terapii poczucie bezradności będzie ustępować.

Idealnym rozwiązaniem jest, gdy na terapię zgłasza się para dorosłych opiekunów, nawet wtedy, gdy jeden z nich nie jest biologicznym rodzicem, ale czuje się matką czy ojcem. Wspólne rozmowy z terapeutą i bycie ramię w ramię na grupie często jest niesamowitym doświadczeniem dla obojga. Stopniowo pomaga im się to do siebie zbliżyć, poczuć szacunek, empatię, chęć wsparcia dla partnera, lepiej zrozumieć jego uczucia i dotychczasowe decyzje. Pozwala też uzgodnić postępowanie, bo rodzice odkrywają, że w przypadku dziecka wpadającego w nałóg nie stać ich na luksus "różnicy zdań" - w tych zasadniczych kwestiach. Niekiedy rodzice przeżywają wzajemne "odkrycia" - dowiadują się więcej o sobie nawzajem, o swojej niekiedy trudnej przeszłości, zaczynają wyrażać uczucia, o których wcześniej nie mieli śmiałości mówić. W tym sensie terapia dla rodziców może też być życiową przygodą dla małżonków, którym zależy na ich związku, to taki niespodziewany bonus :-)

Samotni rodzice w grupie innych rodziców znajdują siłę, tak potrzebną by samemu dźwigać ciężar wychowywania dziecka. Wreszcie mogą z kimś uzgadniać swoje pomysły, rozwiewać swoje wątpliwości a jednocześnie mają komu zwierzyć się w tych momentach, gdy wydaje im się, że już nie dadzą rady. Poznają inne samotne matki i ojców, znajdują zrozumienie, współczucie a często i podziw u tych "sparowanych". Podobnie, rodzice, których partnerzy nie podjęli terapii, z racji własnego uzależnienia, nieobecności w domu rodzinnym czy niezgody na uznanie problemu.

Na zakończenie, chcę przekonać, że wsparcie terapeutyczne przydaje się rodzicom, niezależnie od tego, jak zaawansowane jest dziecko w swojej miłości do narkotyków. Członkowie rodziny są jak naczynia połączone, tak więc zmiana w sferze emocji i zachowań u rodzica wpływa na zmianę w postępowaniu dziecka.

Wielu rodziców, tzw. "trudnych nastolatków" marzy, że odda swoje dziecko do psychologa, tak jak oddaje się zepsuty samochód do warsztatu na naprawę. I są przekonani, że to wystarczy. Jednak życie wewnętrzne człowieka jest o wiele bardziej skomplikowane niż układ części pod maską auta. Oczekiwanie, że wystarczy zaprowadzić opornego potomka do psychologa na rozmowę by ten "przemówił mu do rozumu" jest równie częste, co i nieuzasadnione. Żaden specjalista nie ma takiej magicznej mocy, czarodziejskiej różdżki, która załatwiłaby problem bez prawdziwego zaangażowania się rodziców i podjęcia przez nich decyzji o zmienianiu siebie i swojej rodziny.

Małgorzata Osipczuk,
psycholog, psychoterapeuta
Psychotekst, 28/06/2006
www.psychotekst.com

Powrót

"Molestowanie seksualne dzieci. Jak sprawca manipuluje psychiką dziecka" J.Wyżyńska

Niniejszy artykuł jest oparty na jednym z rozdziałów książki Janiny Wyżyńskiej "Jak chronić dzieci przed molestowaniem seksualnym? Poradnik nie tylko dla rodziców", wydanej w 2007 roku przez wydawnictwo Media Rodzina, i jest przedrukiem z witryny edukacyjnej Grupa Synapsis Online, poświęconej psychiatrii i pomocy psychologicznej (http://online.synapsis.pl/Molestowanie-seksualne-Jak-sprawca-manipuluje-psychika-dziecka/).

Informacje o książce Janiny Wyżyńskiej są dostępne na stronach wydawnictwa Media Rodzina (http://www.mediarodzina.com.pl/ksiazka/377/jak_chroni%C4%87_dzieci_przed_molestowaniem_seksualnym.html).

Molestowanie seksualne przez osoby znane dziecku, czyli około 90% przypadków molestowania (amerykańskie statystyki przestępczości mówią nawet o ok. 93%), najczęściej rozpoczyna się od długotrwałego okresu „przygotowania” dziecka, by dorosły mógł bezpiecznie nawiązać z nim kontakty erotyczne. W tym okresie, mogącym trwać kilka miesięcy lub nawet kilka lat, sprawca testuje reakcje dziecka: chce się przekonać, jak daleko może się posunąć i czy dziecko zachowa molestowanie w tajemnicy. Jednocześnie stara się jak najsilniej związać dziecko ze sobą pod względem emocjonalnym, stać się dla niego osobą bliską i ważną. Próbuje podważyć autorytet rodziców i przyzwyczaić dziecko do kontaktu fizycznego ze sobą, przekonać je, że kontakt ten jest czymś naturalnym. Działania te, oparte na podstępnym manipulowaniu psychiką dziecka, nazywane są przez specjalistów „urabianiem” (ang. grooming). Z punktu widzenia sprawcy „urobienie” dziecka jest konieczne, bo bez takiego przygotowania dziecko prawdopodobnie opowiedziałoby komuś o molestowaniu. Często sprawca w dość podobny sposób „urabia” także rodziców dziecka, starając się zdobyć ich zaufanie. Podstawowym celem dorosłego jest zawsze utrzymanie sprawy w tajemnicy, bo inaczej trafiłby do więzienia.

Można przypuszczać, że manipulowanie psychiką dziecka i stopniowe zdobywanie coraz większej władzy nad ofiarą dostarcza wielu pedofilom szczególnej przyjemności; według niektórych autorów część przyjemności płynącej z molestowania seksualnego polega właśnie na zdobyciu władzy i panowania nad dzieckiem. Z czasem proces „urabiania” przekształca się w rodzaj sekretnego związku między sprawcą a ofiarą. Dorosły przez sugestię, coraz bliższy kontakt fizyczny i coraz wyraźniejsze okazywanie dziecku czułości stopniowo przekształca ten związek w związek nasycony erotyzmem. Często wykorzystuje przy tym naturalną ciekawość dziecka w sprawach związanych z ludzkim ciałem i seksem; niekiedy posługuje się przy tym pornografią, alkoholem lub narkotykami. Wreszcie, gdy ma już pewność, że dziecko jest „gotowe”, zaczyna je molestować seksualnie: rozbiera je, dotyka okolic genitaliów, uprawia z dzieckiem seks oralny itp. Jednocześnie coraz natarczywiej żąda, by dziecko zachowało wszystko w tajemnicy. Może szantażować dziecko, mówiąc, że jeśli ktoś się dowie, dziecko zostanie ukarane lub zabrane od rodziców (np. do domu dziecka), że rodzice będą się gniewać, że rodziców spotka coś złego, że rodzina się rozpadnie; niekiedy sprawca grozi dziecku, że przestanie je kochać. Czasem grozi, że zabije dziecko albo jego rodziców. Ojciec molestujący własne dzieci może mówić, że gdyby poszedł do więzienia, rodzina nie będzie miała z czego żyć. Groźbom tym mogą towarzyszyć zapewnienia, że nawet gdyby dziecko o wszystkim opowiedziało, i tak nikt mu nie uwierzy. Niektórzy sprawcy szantażują dzieci wykonanymi przez siebie fotografiami pornograficznymi z ich udziałem. Wszyscy pedofile zdają sobie sprawę, że opowiedzenie o molestowaniu to najpotężniejsza broń dziecka, która może ich w jednej chwili zdemaskować.

Jak reaguje dziecko, które padło ofiarą molestowania?Dziecko, przez wiele miesięcy podstępnie uwodzone przez zaufaną osobą dorosłą, którą darzy szacunkiem i sympatią, samo nie wie, jak zaczęło uprawiać seks z tą osobą. Często czuje się w jakiś sposób winne, że doszło do molestowania, i odczuwa z tego powodu głęboki wstyd, który sprawca stara się podsycać. Sprawcy celowo próbują wmawiać dzieciom, że to one są winne – chcą, by dzieci nie czuły się ofiarami, lecz współuczestnikami aktów seksualnych, „partnerami seksualnymi” lub inicjatorami molestowania. Ofiara, uwikłana w sekretny związek, z którego nie może się uwolnić, przeżywa głęboki konflikt wewnętrzny: konflikt lojalności między miłością i szacunkiem dla sprawcy a poczuciem, że uprawianie z nim seksu jest czymś bardzo złym. Konflikt ten przejawia się często w zaburzeniach emocjonalnych, zaburzeniach zachowania, problemach wychowawczych, pogorszeniu wyników w nauce, wagarowaniu i różnego typu zaburzeniach psychosomatycznych nie mających widocznych powodów (np. bólach głowy, bólach brzucha, nudnościach).

Niepokojące zachowania dorosłych. Na co zwracać uwagę?Jednym z podstawowych celów rodziców chcących chronić swoje dziecko przed molestowaniem seksualnym powinna być próba identyfikacji zagrożeń ze strony znajomych dorosłych w trakcie procesu „urabiania” dziecka, gdy do molestowania seksualnego jeszcze nie doszło. Na tym etapie przerwanie kontaktów dorosłego z dzieckiem może być stosunkowo proste, a dziecko nie odniesie większych szkód. Aby to osiągnąć, rodzice powinni zwracać szczególną uwagę na niepokojące zachowania dorosłych wobec dzieci i nastolatków, które mogą świadczyć, że dorosły, np. krewny, znajomy lub sąsiad, stara się „urabiać” dziecko. Zachowania te mogą być na przykład następujące:

 

  • dorosły traktuje dziecko inaczej niż pozostałe dzieci, szczególnie się z nim zaprzyjaźnia, faworyzuje dziecko, stara się zdobyć jego sympatię i wdzięczność, daje mu prezenty lub pieniądze
  • dorosły chętnie i często opiekuje się dzieckiem za darmo, dąży do tego, by zostawać z dzieckiem sam na sam, bawi się z dzieckiem, chodzi z nim na spacery, zabiera na wycieczki, uprawia sporty, proponuje, że popilnuje dziecka pod nieobecność rodziców, pomaga w odrabianiu lekcji, sugeruje innym, by nie przeszkadzali i zostawiali go samego z dzieckiem (szczególny niepokój powinny budzić osoby, które zaprzyjaźniły się z dzieckiem do tego stopnia, że w efekcie spędzają z nim więcej czasu niż rodzice)
  • dorosły prosi, aby dziecko nie mówiło matce, ojcu lub innym osobom o tym, o czym rozmawiali i co robili, namawia dziecko, by miało z nim wspólne tajemnice
  • dorosły w jakikolwiek sposób podważa autorytet rodziców dziecka
  • dorosły na różne sposoby stara się nawiązywać kontakt fizyczny z dzieckiem, przyzwyczaja je do tego, że jest dotykane, np. uporczywie przytula, dotyka, całuje, łaskocze lub obejmuje dziecko, przyjacielsko kładzie rękę na ramieniu dziecka, bierze dziecko za rękę, prosi, by dziecko masowało mu plecy, prosi o pomoc w myciu pleców lub sam proponuje dziecku, że w tym pomoże, proponuje dziecku zabawy lub sporty wiążące się z bliskim kontaktem fizycznym (np. zapasy)
  • dorosły niby przypadkiem pokazuje się dziecku w niekompletnym stroju (np. w luźnym szlafroku, spod którego widać nagie ciało), chodzi przy dziecku w negliżu lub bez ubrania
  • dorosły sugeruje dziecku, że nagość jest rzeczą pozytywną, pokazuje dziecku obrazy przedstawiające nagie osoby (np. reprodukcje dzieł sztuki), proponuje dziecku wspólne pływanie nago, namawia dziecko lub jego rodzinę do uprawiania naturyzmu
  • dorosły smaruje dziecko maściami lub kremami, gdy w pobliżu nie ma matki, ojca lub innych osób i gdy nie ma takiej potrzeby
  • dorosły niby-przypadkowo wchodzi do pokoju dziecka, gdy dziecko się rozbiera, albo wchodzi do łazienki, gdy dziecko się myje
  • dorosły nie respektuje intymności dziecka, np. nie pozwala zamykać drzwi do łazienki lub toalety lub wchodzi nocą bez potrzeby do sypialni dziecka; dorosły mężczyzna namawia nieletniego chłopca do wspólnego siusiania podczas wycieczek
  • dorosły wypytuje dziecko o prawdziwe lub rzekome stosunki intymne z kolegami lub koleżankami albo wysuwa oskarżenia na ten temat, jest nadmiernie zainteresowany życiem intymnym nastolatka i próbuje w nie ingerować, np. zabrania chodzenia na randki z rówieśnikami
  • dorosły robi seksualne komentarze na temat ciała lub ubioru dziecka, żartuje z intymnych części ciała dziecka, wypytuje dziecko o czynności fizjologiczne i wygłasza komentarze na ten temat, przejawia niezwykle zainteresowanie rozwojem fizycznym dziecka
  • dorosły opowiada dziecku o swoich doświadczeniach seksualnych, relacjonuje intymne szczegóły ze swojego życia lub zwierza się na temat swojego partnera (żony, męża, narzeczonej itp.)
  • dorosły skarży się dziecku, że jest samotny, że nikt go nie rozumie itp.; zwierza się dziecku ze swoich problemów intymnych, traktując je jak dorosłą osobę

Co robić?

W przypadku zauważenia powyższych niepokojących zachowań dorosłego rodzice często stają wobec bardzo trudnego problemu. Wymienione zachowania nie są molestowaniem seksualnym i stanowią jedynie niepokojący sygnał. Obserwując takie zachowania, rodzice nigdy nie mogą mieć pewności, że dany dorosły rzeczywiście stara się „urabiać” dziecko w celu nawiązania z nim kontaktów erotycznych. Niektóre z tych zachowań mogą się pojawić w jakiejś formie u normalnych ludzi i na ich podstawie nie można nikogo oskarżyć o molestowanie lub skłonności pedofilne. Co zatem robić? Reagować czy nie reagować? Porozmawiać z dorosłym lub z dzieckiem czy nie wspominać o sprawie? Może po prostu czekać, co będzie dalej, zachowując szczególną czujność? Decyzje te są zawsze bardzo trudne i trzeba się nimi uporać w konkretnej sytuacji, biorąc pod uwagę różne czynniki. Podejmując takie decyzje, rodzice powinni pamiętać, że bezpieczeństwo dziecka jest zawsze najważniejsze. Ryzyko molestowania seksualnego jest zbyt wielkie, by można było lekceważyć niepokojące sygnały. Dorosły, którego zachowania mogą budzić niepokój, zawsze powinien się liczyć z konsekwencjami tych zachowań, gdyż w pełni odpowiada za siebie i wie, co robi. Dlatego w przypadku zauważenia niepokojących zachowań dorosłego wobec dziecka rodzice powinni starać się ograniczyć kontakty dziecka z tą osobą (może to być np. lubiany członek rodziny lub osoba ciesząca się powszechnym szacunkiem w miejscowej społeczności). Szczególnie ważne jest zadbanie, aby dziecko nigdy nie zostawało z taką osobą sam na sam. Warto także szczerze porozmawiać z dzieckiem na temat konkretnych zachowań dorosłego i powiedzieć dziecku wyraźnie, że takie zachowania mogą niekiedy stanowić wstęp do molestowania.

 

Autorka powyższego tekstu, Janina Wyżyńska, jest psychoterapeutką należącą do zespołu Grupy Synapsis w Warszawie (http://www.synapsis.pl/) i specjalizuje się w terapii osób dorosłych.

Powrót

"Przewodnik rozwodowy rodzica" M. Rymaszewska

Małgorzata Rymaszewska, psycholog, Gabinet "Rodzice i Dzieci"

Okres rozwodu to zazwyczaj bardzo trudny okres, pełen silnych emocji. W takiej sytuacji bywa, że rodzice nie zawsze w odpowiedni sposób postępują wobec swoich dzieci. Zawarte w tym przewodniku informacje pomogą Ci uchronić dziecko przed krzywdą, jaka może je spotkać w trakcie rodzicielskiego konfliktu.

1. Nie stawiaj swojego dziecka w środku konfliktu. Komunikuj się ze swoim eksmałżonkiem bezpośrednio; nie proś dzieci, aby przekazywały mu Twoje wiadomości. Nie zmuszaj dzieci do mszczenia się i manipulowania eks. Nie wyciągaj informacji od dzieci o eksmałżonku.

2. Nie proś dziecka, by wybrało rodzica. To może odbywać się dość dosłownie, kiedy rodzic pyta dziecko: „Powiedz, bardziej kochasz swojego tatusia niż mamusię, prawda?”. Może też następować bardziej okrężną drogą, kiedy jedno z rodziców zniechęca dziecko do interesowania się religią eksmałżonka. Dziecko powinno czuć, że może kochać oboje rodziców.

3. Nie obwiniaj ani siebie ani twojego eks za rozwód. Czy nam się to podoba, czy nie - małżeństwo składa się z dwojga ludzi, którzy przyczyniają się do powstania problemu. Jeśli potrzebujesz dać upust swoim emocjom spotkaj się z przyjacielem, księdzem czy profesjonalnym doradcą, ale pamiętaj, że Twoje dziecko nie powinno wiedzieć, że uważasz swojego eksmałżonka za drania. Nade wszystko nie mów dziecku rzeczy, o których nie powinno wiedzieć, które mogłyby je zranić lub zakłócić relację z drugim rodzicem tzn. dzielenie się z dzieckiem rewelacjami dot. romansu eksmałżonka lub tym, że nie chce płacić alimentów, lub nie chce się z dzieckiem spotykać.

4. Nie mów negatywnie o byłym małżonku. Nie ze względu na siebie czy eks – małżonka, ale szczególnie dla dobra dziecka nie mów przy nim negatywnie o byłym małżonku. Dzieci wiedzą, że są częścią was obojga, dlatego, gdy słyszą złe rzeczy o jednym z was wydaje im się, że także odnosi się to do nich.  Nawet stosunkowo drobne komentarze typu: „Rozwiedliśmy się ponieważ tata się zmienił.. kiedyś był inny.” Obarczają winą za to Twojego byłego małżonka. To oznacza, iż musisz ostrożnie poruszać się po cienkiej linii granicy między mówieniem prawdy a brakiem okazywania szacunku. Negatywne mówienie o eks – małżonku jest bardzo kuszące, szczególnie w początkowej fazie rozwodu. Jeśli jednak nie potrafisz się powstrzymać, zwróć się o pomoc do specjalisty.

5. Utrzymaj odpowiednie granice ze swoimi dziećmi. Nie pozwól, aby Twoje dziecko przejęło rolę rodzica bądź stało się powiernikiem Twoich uczuć dotyczących rozwodu lub jakichkolwiek trudności z nim związanych. Twoje dziecko w związku z rozwodem jest w bardzo wrażliwym stanie i potrzebuje być dzieckiem - nie powinno musieć dojrzewać za wcześnie. Niewykluczone, że dziecku podoba się ta dodatkowa siła, ale nie wszystko, co dziecko lubi jest dla niego odpowiednie. Nie dopuść, aby dziecko widziało podstawy to spania z Tobą. Dziecko musi wiedzieć, że troszczysz się o nie i jesteś w stanie zapewnić mu bezpieczeństwo, ale potrzebują także pogłębiać swoją niezależność, ponieważ stają się coraz starsze. Bywa, że rodzice śpią ze swoim dzieckiem, gdy ono jest chore, tylko po to, aby opóźnić odsyłanie dziecka do jego łóżka po powrocie do zdrowia. I kuszące jest myślenie, że to jest dobre dla dziecka, szczególnie, gdy czujesz się samotny lub samotna.

6. Ogranicz zmiany do minimum. Przeprowadzka, pójście do nowej szkoły czy  ponowne szybkie małżeństwo nie pomaga dziecku (co nie oznacza, że po . Dziecko potrzebuje stałych i znanych rzeczy w obu domach.  Małym dzieciom możesz dać coś, co będzie tzw. „obiektem przejściowym” (może to być np. pluszowy miś), który dziecko może przenosić z jednego domu do drugiego; w oczach dziecka jest jednak obiektem jest stałym i przynosi ukojenie w chwilach smutku czy tęsknoty.

7. Pozostań w życiu swojego dziecka. Niektórzy ludzie z powodu bolesnego rozwodu mogą stracić więź nie tylko ze swoim byłym małżonkiem, ale także z dziećmi.  Krótkotrwale może to przynieść ulgę, jednak na dłuższą metę takie działanie może spowodować problemy w rozwoju dziecka i w twojej relacji z dzieckiem. Dziecko nie ma wpływu na rozwód i twoim obowiązkiem jest zminimalizować ból dziecka z powodu tej sytuacji. Dziecko może czuć się porzucone – spróbuj tego nie pogorszyć.

8. Nie angażuj się w konflikt ze swoim byłym małżonkiem w obecności dzieci. Jeśli nie potrafisz mówić w sposób uprzejmy do swojego byłego małżonka to lepiej będzie jeśli się powstrzymasz. Spotkanie w miejscu publicznym, aby przekazać opiekę na dzieckiem jest czasami dobrym rozwiązaniem. Kiedy musisz porozmawiać ze swoim byłym małżonkiem, a wiesz, że może wyprowadzić Cię to z równowagi, napisz wówczas do niego list lub e-mail. Spróbuj potraktować dawne małżeństwo jako partnerstwo handlowe. Teraz masz partnera w wychowywaniu dzieci, chociaż nie jesteście już  małżeństwem. Jeśli nie potrafisz zapanować nad swoimi emocjami zwróć się po pomoc do profesjonalisty. Kontynuacja i narastanie konfliktu może być bardzo szkodliwe dla Twoich dzieci.

9. Koniecznie powiedz dzieciom, że rozwód nie jest z ich winy. Dzieci często przypuszczają, że ich rodzice rozchodzą się ponieważ one były niegrzeczne, szczególnie te w młodszym wieku szkolnym. Tym niemniej należy to powtarzać i przypominać dzieciom w każdym wieku, ponieważ dzieci na każdym etapie rozwoju inaczej przetwarzają informacje.

10.  Zadbaj o siebie i - na tyle na ile potrafisz - pozwól, by twoje życie toczyło się dalej.  Adaptacja dzieci do rozwodu pozostaje w bezpośrednim związku ze zdolnością do adaptacji rodziców do tej nowej sytuacji.  Zrób co w twojej mocy, by poradzić sobie ze stresem, konfliktem, depresją, złością, żałobą itd., tak, byś mogła zostawić te wszystkie negatywne emocje za sobą i rozpoczęła nowe życie.  Rozwód bywa często okazją do tego, byś w końcu zaczęła żyć tak, jak chcesz i być tym, kim chcesz być.  Nikt raczej nie planuje rozwodu, ale dla wielu bywa on ucieczką do lepszego życia.

11.  Pozwól dzieciom na wyrażanie uczuć.  Nawet jeśli jest to dla ciebie bolesne, znajdź sposób, by twoje dziecko mogło swobodnie wyrażać swoje uczucia i siebie.  Mówienie, rysowanie lub rozpoznawania (np. w oglądanym filmie)  przeżywanych emocji bez  konieczności przeżywania jednocześnie poczucia winy lub wywoływania w słuchającym rodzicu chęci obwiniania drugie rodzica  jest ogromnie pomocne dla dzieci rozwiedzionych rodziców.  Dziecko powinno mieć możliwość powiedzenia w życzliwej mu atmosferze nawet tego, że tęskni za drugim rodzicem lub, że u ciebie mu się nudzi (co nie oznacza, że słuchanie i przyjęcie tego jest łatwe!).  Postaraj się nie zadawać też pytań, na które odpowiedź brzmi „tak”  lub „nie”. Znaczy to, że zamiast pytać: „Czy dobrze się bawiłeś u mamy/taty w ten weekend?” możesz spytać: „Co robiliście u mamy/taty?”.

12.  Okresy przejściowe.  Okresy przejściowe, tj. tuż przed wyjściem do drugiego rodzica lub tuż po przyjściu od niego, mogą i mają prawo być dla dziecka trudne.  Rodzice często mylnie uznają to za oznakę złych relacji dziecka z drugim rodzicem. Jednak większość dzieci przejawia takie trudności.  Często w takich sytuacjach pomagają rytuały (np. wspólny obiad, rozmowa o meczu w tym tygodniu), które pomagają się dziecku „zakotwiczyć”; które mówią mu: teraz jesteś u mamy/taty. Z drugiej strony, jeśli dziecko jest wściekłe, niegrzecznie się odnosi do brata lub ciebie, klnie – nie wahaj się zastosować normalnych w takiej sytuacji metod wychowawczych.  Równolegle stwórz mu warunki, by mógł porozmawiać o tych uczuciach. Jeśli np. dziecko jest agresywne możesz mu powiedzieć, że nie ma nic złego w tym, że jest wściekłe, że jest to wręcz zrozumiałe, ale nie oznacza, że może niszczyć meble czy bić rodzeństwo. Pomóż mu też znaleźć sposób na fizyczne wyładowanie złości (uderzanie pięścią w sofę powinno być akceptowalne, ale w siostrę już nie…).

13. Zadbaj o to, by dziecko miało jak najszerszy dostęp do obojga rodziców (na tyle, na ile jest to dla niego zdrowe. I pamiętaj, że to, że twoja relacja z eks nie była zdrowa nie oznacza automatycznie, że jego relacja z dzieckiem nie będzie zdrowa. Skonsultuj się z profesjonalistą, jeśli masz wątpliwości w tej sprawie). Rodzice powinni tak zaaranżować opiekę nad dzieckiem, by uwzględniała ona jego potrzeby.  Oznacza to np., że jeżeli możesz zmienić godziny pracy, byś mógł spędzać z dzieckiem więcej czasu – powinieneś to zrobić.  Jeżeli nie możecie się zgodzić w jakiejś sprawie udajcie się do profesjonalnego mediatora (nie może nim być twój lub jego przyjaciel lub rodzic), ale za wszelką cenę unikajcie rozwiązywania konfliktów na drodze sądowej.  NIE ograniczaj  kontaktów dziecka z eksmałżonkiem z powodu nie płacenia przez niego alimentów.  Jest to zupełnie odrębne uzgodnienie pomiędzy tobą i twoim eks, dlatego  czas i uczucia dziecka żadną miarą nie mogą być mieszane z waszymi uzgodnieniami finansowymi.

14. Słuchaj swojego dziecka.  Nie staraj się łagodzić złości i bólu swojego dziecka, ale po prostu wysłuchaj go.  Ponadto, rozwód może przynieść różne dobre rzeczy i twoje dziecko może też chcieć porozmawiać o nich.  Dzieci mają tendencję do widzenia pozytywów w rozwodzie (np. dwie imprezy urodzinowe), które nam, dorosłym mogą nie przyjść nawet do głowy (nie może być to jednak wymuszone).

15. Kiedy dziecko pyta, dlaczego się rozwiedliście, spróbuj odpowiedzieć w sposób dostosowany do jego wieku.  Na przykład, w przypadku małych dzieci możesz spytać, czy dziecko lubi kakao i czy lubi sok jabłkowy.  Oba smakują dobrze, gdy pijemy je osobno. Potem możesz spytać, czy nadal smakowałyby dobrze, gdyby je połączyć razem. Zwykle dziecko wykrzywi się i wtedy możesz powiedzieć, że podobnie jest z mamą i tatą  - osobno oboje są fajni i dobrzy, ale jak są razem – smakują jak kakałko z sokiem jabłkowym. Starszym dzieciom należy się bardziej bezpośrednia, ale nie obwiniająca odpowiedź, np. „Mama i tata oddalili się od siebie”.  Spróbuj wyjaśnić zjawisko oddalania się od siebie dwojga ludzi na przykładzie innym niż wasz. Koniecznie zaznacz, że rodzice mogą wziąć rozwód ze sobą, ale nigdy ze swoimi dziećmi.  Wyjaśnij, że zawsze będziesz ich mama/tatą – niezależnie od tego co się może dziać teraz czy w przyszłości.  Warto też dodać, że po rozwodzie ludzie zwykle nie stają się ponownie małżeństwem. 

16. Kup różne książki na temat adaptacji do rozwodu dostosowane do wieku dziecka. W księgarniach pojawiają się różne opowiadania, które pokazują dzieciom, że rozwód jest sprawą dość powszechną (inaczej: „normalizują” rozwód).  Książki dla starszych dzieci odwołują się często do uczuć dzieci pokazując im, co mogą czuć w sytuacji rozwodu i dlaczego.  Nie zmuszaj dzieci do czytania tych książek, a raczej spraw, by miały do nich dostęp, gdyby miały na to ochotę.

17. Pozwól dzieciom cieszyć się z wizyt u drugiego rodzica.  Spróbuj zachować pozytywną postawę, gdy wychodzą z domu i zainteresuj się (ale bez sprawdzania swojego eks!), co robili w czasie weekendu czy wspólnego wyjścia.  Wykaż pewne pozytywne zainteresowanie życiem eks-małżonka, nawet jeśli go nie lubisz.  Dzieci powinny mieć możliwość rozwijania relacji z obojgiem rodziców, bez obawy o to, że zranią uczucia jednego z nich.  Potraktuj czas, który spędzasz bez dzieci jako okazję do odpoczynku i doładowania swoich baterii.

Opracowanie:  M. Rymaszewska i M. Jakubowska “Rodzice i Dzieci”
na podstawie: C.Ford Sori, L.L. Hecker et al. (2003)
 
The Therapist’s Notebook for Children and Adolescents, The Haworth Clinical Practice Press, NY

Powrót

"Złość i mali złośnicy" J. Stępińska

 

 

 

 

Przez wielu z nas złość jest traktowana, jako uczucie trudne, niewygodne. Nie potrafimy sobie z nią radzić u siebie, ani u innych. Zdarza się również, że traktujemy ją jak intruza, który niszczy i destabilizuje nasz świat. W efekcie tłumimy ją, albo, co gorsza, szukamy osób, okoliczności, zdarzeń, które są odpowiedzialne za to, że ją odczuwamy. Na wskazaną percepcję złości wpływ miało zapewne wiele czynników o charakterze historycznym, społecznym czy kulturowym. Jednakże w kontekście zmian, jakie dokonują się w naszym otoczeniu w zakresie świadomości siebie, jako człowieka, jako rodzica, przyjaciela, partnera, warto bliżej jej się przyjrzeć.

Przedstawiony wywód nie wyczerpuje problematyki złości, ani rozwoju dziecka, zależy mi jednak na tym, by zasygnalizować pewne problemy, które mogą pojawić się w czasie wychowania potomstwa.

Rozwój emocjonalny dziecka rozpoczyna się od momentu jego przyjścia na świat. Mały człowiek chłonie atmosferę domu, w którym wzrasta. Doświadcza emocji nawet wówczas, gdy nie potrafi jeszcze ich nazwać. Rodzice opisują i nazywają jego stan, uczucia, zachowanie, są pierwszymi nauczycielami, którzy pomagają odnaleźć się w świecie.

Uważa się, że w przybliżeniu od 2 roku zaznacza się wyraźny wzrost zdolności mówienia o emocjach i refleksji nad nimi. Dziecko zaczyna dostrzegać i nazywać emocje u siebie i innych. Uświadamia sobie, że pokazywanie określonych uczuć wywiera wpływ na zachowanie rodziców. W domu pojawiają się również pierwsze „poważne” rozmowy o uczuciach, które pogłębiają świadomość dziecka. W efekcie pojawiają się eksperymenty i pytania, np. dlaczego dziewczynka na obrazku jest smutna? dlaczego chłopczyk krzyczy? Dla dziecka bardzo ważne i niesamowicie interesujące są również doświadczenia typu: jak rodzic zareaguje, gdy zacznę wrzeszczeć lub płakać, co się stanie, gdy narysuję smutnego misia? Innymi słowy, dziecko w sposób aktywny zdobywa wiedzę na temat tego, jak powstają emocje, jakie są reakcje różnych osób na zdarzenia, uczy się również przewidywać i wpływać na zachowania i uczucia innych osób.

Pojawia się pytanie, jak mądrze, czyli z korzyścią dla dziecka, jednocześnie zachowując szacunek dla siebie wprowadzić dziecko w świat uczyć powszechnie uznawanych za „trudne”, czyli jak zapoznać je ze złością.

Radzenie sobie ze złością

Jak już wspomniałam, złość jest jedną z podstawowych emocji. W dużym uproszczeniu można przyjąć, że pojawia się w sytuacji, którą ocenimy, jako zagrażającą dla naszego „ja”.  Chodzi o to, że pojawia się, gdy zauważymy, że naruszone są nasze potrzeby zarówno na poziomie obiektywnym jak i subiektywnym, czyli związanym z naszym doświadczeniami, temperamentem i osobowością.  Złość jest emocją gorącą, o dużej sile, nieodpowiednio wyrażana może być destrukcyjna zarówno dla nas samych, jak i otoczenia.

Nauczenie dziecka jak radzić sobie ze złością, nie raniąc innych, a jednocześnie chroniąc siebie jest dla wielu rodziców wyzywaniem. Moim zdaniem, jest to trudne, z tego powodu, że przez chwilę musimy wejść w świat dziecka, który nie zawsze jest dla nas łatwy do zrozumienia. Przykłady nasuwają się same: nie wiemy, np. dlaczego dzieci kłócą się o to, że któreś weszło pierwsze do wanny, bo przecież i tak wszystkie się wykąpią. Nie rozumiemy, dlaczego stara zakurzona zabawka staje się powodem wielogodzinnej wojny, gdy nieopatrznie znalazła się rękach tylko jednego dziecka. Albo, czemu zdaniem dziecka stajemy się najgorszymi rodzicami na świecie, gdy zwrócimy mu uwagę najdelikatniej jak potrafimy? Chyba nie trzeba mówić jest wiele wymaga to cierpliwości, wyrozumiałości dla dziecka, ale i siebie. Podsumowując, w sytuacji, gdy widzimy złość, najważniejsze jest to, żeby zrozumieć, że jest ona sygnałem, że coś ważnego dzieje się z człowiekiem.

Kolejnym, moim zdaniem, ogromnie trudnym krokiem jest wzbudzenie w dziecku motywacji, żeby chciało nauczyć się kontrolować, a ostatecznie radzić sobie z własną złością. Sprostanie temu zadaniu wymaga czasem reorganizacji całego sprawnie funkcjonującego systemu rodzinnego. Trzeba zawsze pamiętać, że mały człowiek jest świetnym obserwatorem i czasem uczy się dużo szybciej niż byśmy tego chcieli. Mam na myśli to, że jeśli wybuch złości wielokrotnie ochronił go przed z jego perspektywy niekorzystną sytuacją (np. nielubianymi zajęciami), albo, że posłużę się wyświechtanym przykładem, pozwolił coś uzyskać, trudno będzie nauczyć go, że są bardziej cywilizowane sposoby rozwiązania wspomnianych problemów. Jednym rozwiązaniem takiej sytuacji jest, tzw. „cofnięcie wskazówek zegara”, czyli musimy postarać się zmienić złe nawyki dziecka, a przy okazji przemycić mu trochę wiedzy o swojej złości.

Powstaje pytanie, jak wprowadzić dziecko w świat uczuć, w tym przypadku ze szczególnym uwzględnieniem złości. Wielu psychologów (nie tylko rozwojowych), radzi, żeby przyjrzeć się emocji na poziomie fizycznym, poznawczym i behawioralnym. Chodzi o to, żeby nauczyć dziecka tego, jak przejawia się jego złość, jakie doznania jej towarzyszą, tj. co się dzieje z ciałem? Jakie myśli się mogą pojawiać? Jakie zachowania? Wszystkie te pytania stawiamy jednak w spokojnej, przyjaznej atmosferze, gdy dziecko jest spokojne i atak złości minął. Bardzo ważne jest by pomóc dziecku odpowiedzieć na postawione pytania, opisując i nazywając różne przejawy złości tj. tupanie, krzyczenie, czy nawet płacz. Ułatwi to dziecku zrozumienie powiązań między jego ciałem, myślami a uczuciami. Celem tego ćwiczenia jest uniknięcie kolejnego wybuchu złości. Trzeba również pamiętać, że nie uda się to za pierwszym razem. To, co jako rodzice możemy zrobić, to chwalić najmniejszy choćby przejaw bardziej dojrzałego zachowania. To wzbudza motywację do zmiany, wywołuje w dziecku poczucie sprawstwa, sukcesu.

Musimy pamiętać, że za wybuchem złości, kryją się ukryte, naruszone potrzeby. Inaczej mówiąc, żeby dobrze zrozumieć to, co wywołało u dziecka reakcję złości nie należy koncentrować się wyłącznie na jej przejawach, ale równie dokładnie przeanalizować sytuację, która ją wywołała. W tym celu bardzo pomocne są rozmaite zabawy z dzieckiem, lalkami, kukiełkami, pacynkami a także prace plastyczne. Można ulepić złość, ba całą historyjkę o złości, w trakcie, której można dowiedzieć się od dziecka, jakie zdarzenie wywołało opisywane uczucie u bohatera. Ważna może być także lektura książki czy bajka, w której bohaterowie doświadczają złości i potrafią sobie z nią poradzić. Można, i dzieci to bardzo lubią, przywołać również „prawdziwe historie”, z cyklu: kiedy byłem mały, to zdarzyła mi się podobna sytuacja, co Tobie i wtedy też wybuchnąłem złością, albo znałem taką dziewczynkę, która miała podobny kłopot. Możemy wtedy wspólnie z dzieckiem, wówczas ekspertem od spraw złości, wymyślić inne rozwiązania dla wspomnianych osób, można też, i to ma szczególną wartość, doszukać się podstaw takich zachowań. Dla przykładu: można omówić historię dziewczynki, która zniszczyła pracę brata, ponieważ mama go pochwaliła. W takiej sytuacji warto unikać oceny zachowania danej osoby, zamiast tego opisując ją nakierować dziecko na poszukiwanie odpowiedzi na pytania:, co wywołało zachowanie dziewczynki, co myślała o sobie i co mogła zrobić innego.

Starałam się pokazać, że warto wsłuchiwać się i obserwować swoje dziecko, żeby zrozumieć i je w sytuacji przeżywania złości. Chciałam podkreślić jak wielką sztuką jest nauczenie dziecka prawidłowgo wyrażania swojego uczucia, tak, by nie przerodziło się w wybuch, ani nie zostało stłumione. Powstaje, więc pytanie, a co dokładnie robić, gdy mamy do czynienia z samym wybuchem złości.

W literaturze wspominane są następujące rozwiązania:

 Przerwij sytuację i zadbać o bezpieczeństwo, tj. oddzielić dziecko od innych. Jeśli dziecko nie jest w stanie powstrzymać wybuchu złości, należy oddzielić je od osoby, którą mogłoby skrzywdzić, a także od innych osób, które jako świadkowie zdarzenia mogliby je skrzywdzić, np. etykietując, obrażając.

Zapewnij, że czuwasz nad bezpieczeństwem i w sytuacji zagrożenia może zwrócić się do Ciebie z prośbą o pomoc, zarówno, gdy widzę złość u kogoś, jak i pierwsze jej symptomy u siebie.

Pokaż konsekwencje wybuchu złości dla niego i drugiej osoby. Naucz również tego, jak przepraszać i wybaczać.

W ten sposób pokazujemy dziecku to, że złe zachowanie nie jest równoznaczne z tym, że ono samo jest złe, oraz to, że zawsze można się poprawić. Tym samym warto podkreślić, że ufa się swojemu dziecku, że będzie potrafiło następnym razem inaczej poradzić sobie z trudną sytuacją. Zazwyczaj po sytuacji złości pada magiczne zdanie: „więcej już tego nie zrobię, obiecuję”, kiedy dziecko widzi, co złego zrobiło, odczuwa lęk i wstyd, wydaje mi się, że dobrze wówczas wesprzeć go, wymyślić dokładnie, co innego zrobi w tej sytuacji i pomóc naprawić szkody.

Ostatnia kwestia, o jakiej należy wspomnieć to, trudne zachowania dziecka, które mimo naszego wysiłku, zrozumienia i pracy nadal się utrzymują i uniemożliwiają mu nawiązywanie bliższych relacji czy naturalny rozwój. Mam tu na myśli takie dzieci, które łatwo wpadają w złość, są drażliwe, niespokojne, gotowe do ataku, przy czym stan ten utrzymuje się dłuższy czas i nie jest związany z jakimiś zmianami w życiu dziecka. Dobrze jest wówczas zwrócić się o pomoc do psychologa, czy lekarza, aby wykluczyć poważniejsze problemy związane zarówno z jego rozwojem, jak i rodziną.

Podsumowując, warto zacytować wyniki badań, które podkreślają, że te dzieci, które konstruktywnie i adekwatnie kierują swoimi emocjami oraz potrafią trafnie interpretować stany emocjonalne innych osób są bardziej lubiane, popularne w gronie rówieśników (Schaffer, 2005).  Nie wolno również zapominać o tym, że dzieci uczą się od nas sposobów wyrażania złości i radzenia sobie ze złością. Przy czym nie traktujmy, jako porażki sytuacji, kiedy nie udało nam się nad nią zapanować, ale jako materiał do nauki i wychowania dziecka

Autorka: Joanna Stępińska, psycholog, Gabinet Rodzice i Dzieci

Artykuł opracowano na podstawie następujących książek i artykułów:

Harwas – Napierała, B., Trempała, J.(2003). Psychologia rozwoju człowieka. Charakterystyka okresów życia człowieka. T.2. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Obuchowska, I. (2003). Kochać i rozumieć. Część 3. Poznań: Media i Rodzina, str.129 – 157.
Schaffer, H. R. (2004). Psychologia dziecka. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Sparrow, J. D. (2005)."I'm So Mad...!" ,  Scholastic Parent & Child, Vol. 12, 6, USA.
Vasta, R., Haith, M. M., Miller, S. A. (1995). Psychologia dziecka. Warszawa: WSiP.

 

 

 

 

 

Powrót

"Rozwijanie samodzielności dziecka" Joanna Stępińska

Kiedyś miałam zaszczyt towarzyszyć wspaniałej Pani psycholog, która prowadziła warsztaty dla rodziców. Myślałam, że przekazywana wiedza będzie dla mnie oczywista, w rzeczywistości  siedziałam zasłuchana i przejęta mądrością mam, ich wnikliwością i doświadczeniem. Po raz kolejny nauczyłam się, że rzadko kiedy na proste możemy znaleźć równie oczywistą odpowiedź. Chętnie wracam do tych wspomnień, a zwłaszcza do momentu, kiedy po wysłuchaniu problemów matek Pani psycholog zadała następujące pytania: „na jakiego człowieka chcecie wychować swoje dziecko? kim chcecie, żeby było kiedy dorośnie?”. Okazało się, że większość z matek w trakcie codziennej „pracy” z dzieckiem realizuje postawiony przez siebie cel, a napotykane trudności są konsekwencją ich wytrwałości w tym dążeniu. Pamiętam, że jednym z często wymienianych pragnień było osiągnięcie samodzielności i niezależności dziecka. Samodzielność przedstawiana była jako drzwi do magicznego świata dorosłych, przez niektóre z matek była wyczekiwana, wśród innych budziła niepokój.

Zaciekawiło mnie zaangażowanie matek oraz wspominane przez nie trudności z którymi się borykają , kiedy uczą dziecka samodzielności.  Myślę, że opisując rozwój samodzielności dziecka należy podkreślić rolę dorosłego w tym procesie. Inaczej mówiąc, w poniższym tekście postaram się odpowiedzieć na pytanie o to, w jaki sposób można wspierać rozwój dziecka, rozwijając jego samodzielność.

 Aby nauczyć dziecka samodzielności, trzeba założyć, iż jest ono oddzielną, wolną osobą. Niezależność od nas związana jest nie tylko z treningiem czystości, samodzielnego ubierania czy jedzenia, objawia się przede wszystkim niezależnością w myśleniu w formułowaniu celów, wyciąganiu wniosków. Ucząc dziecko samodzielności warto mieć na uwadze, że jest to bardzo skomplikowany proces. Można przyrównać samodzielność do mechanizmu, którego kolejne elementy łączą się i raz wprawione w ruch poruszają kolejne elementy.

1. Współpraca z dzieckiem, czyli dziecko, rodzic i zadanie

Punktem wyjścia do rozumienia i wychowywania  dziecka zawsze powinien być rzetelny opis jego aktualnego stanu poznawczego, emocjonalnego oraz możliwości. Inaczej mówiąc, musimy zastanowić się nad tym, co nasze dziecko już potrafi, czego chcielibyśmy je nauczyć oraz jaki ma potencjał by sprostać nowemu zadaniu.  W ten sposób określamy, jak wzbudzić motywację dziecka do zmian, a także sprawdzamy jego zasoby, które pomogą mu pokonać porażki. Wiadomo, że znakomitym źródłem motywacji są porównania do rówieśników dziecka, dzieci w przedszkolu, znajomych, rodzeństwa. Należy jednak pamiętać, że każde z nich jest wielką indywidualnością i czasami porównania mogą naszemu dziecku zwyczajnie mu szkodzić. Dodatkowo trzeba podkreślić to, że nauczenie każdej nowej rzeczy wymaga czasu i cierpliwości, a sukces budowany jest małymi kroczkami.

Kolejnym bardzo ważnym czynnikiem ułatwiającym rozwój samodzielności jest wybranie problemu, czy zadania, którego chcielibyśmy nauczyć rozwiązywać dziecko. Nie ma znaczenia, czy będzie to wiązanie sznurowadła, czy tabliczka mnożenia, ważne jest by dostosować to zadanie do możliwości dziecka, tak, żeby zaangażowało się w nie i odczuło radość i dumę, gdy je rozwiąże. A w sytuacji porażki, żeby miało ochotę spróbować po raz kolejny. Oznacza to, żeby sformułować zadanie w taki sposób, aby zawsze mieć możliwość pochwalenia dziecka. Aby to zobrazować warto wrócić do przytoczonych przykładów, tj. dziecko nie zawiązało kokardki, ale zrobiło cudowny supełek, aby zachęcić je do pracy można wspomnieć mu, że wcześniej tego nie potrafiło zrobić, ponadto pokazać różne zastosowania tegoż supełka. Ucząc tabliczki mnożenia, warto wykorzystać różne przedmioty koraliki, patyczki, stworzyć w domu pocztę, czy sklep, dziecko będzie wówczas zdobywało wiedzę, lecz w trakcie niczym nie zagrażającej samoocenie zabawy.

 Podsumowując, rolą dorosłego jest zaciekawienie dziecka zadaniem oraz dopasowanie go do wrażliwości i sposobu pracy dziecka. Dzięki temu, że dziecko będzie mogło odnieść sukces, w przyszłości nie będzie obawiało się  wykorzystać swoich zdolności w nowej, stresującej sytuacji. Oznacza to, że samodzielność dziecka rozwija się, gdy dorosły współtworzy wraz z dzieckiem świat nowych rozwiązań wydobywając z dziecka jego zasoby i odpowiednio dopasowując zadanie do jego możliwości.

Z technicznego punktu widzenia, w trakcie współpracy z dzieckiem warto zwrócić uwagę na następujące jej elementy(za: Faber i Malich, 2002; Schaffer, 2005,). Podam je na oczywistym dla większości rodziców przykładzie nauki lepienia ślimaka z plasteliny. A zatem:

  1. zbudowanie wspólnego pola uwagi – dzisiaj lepimy ślimaka, w tym celu przygotowałam dla Ciebie plastelinę,
  2. systematyzowanie pracy i dzielenie na poszczególne etapy – najpierw wyrobimy plastelinę, następnie zrobimy z niej wałeczek,
  3. uwzględnianie różnych detali, które nie należą do głównych cech przedmiotu – zrobiliśmy ślimakowi piękną skorupkę, a teraz zróbmy czułki,
  4. wspieranie w pokonywaniu trudności poprzez pokazywanie efektów  pracy, przypominanie, a także wracanie do poprzednich etapów zadania – zobacz, w ten sposób zrobiłam skorupkę, jeśli chcesz rozwinę ją i powoli przypomnę Ci, jak to zrobiłam,
  5. wspieranie i motywowanie – bardzo ładnie to zrobiłeś, kosztowało Cię to wiele wysiłku, niebawem cały ślimak będzie gotowy i będziemy mogli się razem bawić.

Współpracując z dzieckiem, nie możemy zapominać o tym, żeby na każdym etapie tej pracy zagwarantować dziecku możliwość dokonywania wyborów. Samodzielne podejmowanie decyzji uczy dziecko świadomości jego potrzeb. W sytuacji gdy narzucamy dziecku naszą wolę nie ma ono szansy na zastanowienie się, ponieważ może tylko przyjąć lub odrzucić, to co mu zaproponowaliśmy. Inaczej mówiąc ważne jest to, żeby w czasie współpracy z dzieckiem pytać o jego preferencje, tak aby miało świadomość, że robi coś innego niż my, coś własnego. Warto zadbać o to, by uwzględnić i docenić wyobraźnię i pomysłowość dziecka. Dzięki temu uczy się rozważać rozmaite alternatywy i wybierać to, co dla niego najlepsze. Wracając do naszego ślimaka, można zapytać o kolor, wielkość, kształt skorupki, a także o personalia stworzenia, tj. czy to będzie mama czy tata ślimak.

Celem współpracy jest uświadomienie dziecku własnej sprawczości (zdolności, umiejętności, wytrwałości) przy wsparciu i pomocy osoby dorosłej.  Pomoc oferowana dziecku nie oznacza wyręczenia go w zadaniu, które być może przerasta jego możliwości, ani też nie świadczy o tym, że jest ono gorsze, czy słabsze. W tym znaczeniu pomoc oznacza wsparcie dla trudów dziecka, wzbudzenie jego motywacji oraz opiekę w sytuacji porażki. W czasie spokojnej nauki umacnia się nasza więź z dzieckiem, poszerzamy wiedzę o nim, rośnie w nas duma oraz pewność, że dobrze je przygotowaliśmy do wykonywania podobnych prac w przyszłości - mówiąc kolokwialnie: da sobie radę.

Wydaje się, że nie potrzeba dowodów, by podkreślić jak wielkie znaczenie dla dziecka ma osiąganie sukcesów w trakcie nauki samodzielności, dlatego podam tylko parę z nich. Psychologowie wspominają o korzyściach jakie płyną z samodzielnie wykonanego zadania dla dziecka, tj. poczucie sprawstwa, myślenie przyczynowo – skutkowe, dodatkowo wzrasta poczucie jego własnej wartości, a także motywacja do pracy, oraz ufność w stosunku do świata (Schaffer, 2005). Okazuje się również, że współpraca z dziećmi owocuje tym, że czynią one większe postępy, łatwiej i lepiej rozwiązują stawiane przed nimi zadania, a także są bardziej samodzielne w przyszłości (Schaffer, 2005).

Wspominając o przyszłości pojawia się kolejne zagadnienie, jakim jest niezależność i samodzielność dokonywanych przez dziecko wyborów. Dobrze wiemy, że czym innym jest ulepienie wspólnie ślimaka, niż zgodna na to, by dziecko samodzielnie wybrało sobie ubranie, jedzenie, zajęcia na które chce chodzić, czy przyjaciół. Inaczej mówiąc, jest to pytanie o stawianie granice i uczenie odpowiedzialności dziecka.

2. Stawianie dziecku granic i uczenie odpowiedzialności

Rozwój dziecka pokazuje nam, że jest ono odrębną niezależną osobą, na którą mamy ograniczony wpływ, który to dodatkowo zmniejsza się wraz z upływem lat i wzrostem jego samodzielności. Rozwijając samodzielność dziecka musimy bardzo uważać, żeby dziecko było świadome własnej wolności, ale nie naruszało jednocześnie dobrostanu innych osób, zarówno fizycznego jak i komfortu psychicznego (Obuchowska, 1995). Z tego powodu warto zadbać o to, żeby w domu były jasne i czytelne dla wszystkich zasady, normy,  granice. Inaczej mówiąc, aby dziecko mogło świadomie i bez lęku poznawać świat i innych ludzi musimy stworzyć mu bezpieczną bazę w domu.

Najlepszym sposobem, aby nauczyć dziecko tego, że każdy wybór pociąga za sobą kolejne wybory oraz uświadomić mu ich konsekwencje jest rozmowa z nim o odpowiedzialności. Partnerska rozmowa pozwoli zrozumieć dziecku, że ma wpływ na rzeczywistość i może ją kształtować. Warto w tym celu posłużyć się następującymi sformułowaniami: co by było gdyby”, „a co będzie, gdy”. Warto również omawiać z dzieckiem jego zachowania podpowiadając mu „jest tak, ponieważ przedtem…” (Obuchowska, 1995). Jeżeli dziecko jest młodsze wszystkie tematy można przenieść na grunt zabawy, lektury. Dla przykładu: można wymyślać początek historyjki i zachęcić dziecko do stworzenia różnych zakończeń, warto również wrócić do zdarzeń z życia naszego potomka, spróbować je narysować i np. w wyobraźni zmienić ich przebieg. Dzięki rozmowie, oprócz uczenia samodzielnego myślenia i wyborów, mamy również możliwość poznać preferencje dziecka i podyskutować z nim, kiedy obawiamy się, że wybór nie jest najlepszy. Partnerska rozmowa uczy dziecko tego,  może decydować o sobie, przez to, że jest w stanie  skonstruować i wykorzystać różne scenariusze swojego postępowania. Z drugiej strony pozwala nam zaufać, że pozbawione naszej kontroli i obecności dziecko jest bezpieczne, bo wie, jak należy się zachować, potrafi przewidzieć konsekwencje, a w ostateczności zwrócić się o pomoc (Obuchowska, 1996).

3. Podsumowanie

Przygotowując dziecko do samodzielnego życia ofiarujemy u możliwość decydowania o sobie i pewność siebie w sytuacji różnych zawirowań losu. Wszystkie wartości,  które mu przekazujemy, takie jak wolność wyboru, szacunek, motywacja i nadzieja są zasobami do których dziecko, a później dorosły człowiek, będzie mogło sięgnąć, gdy będzie poznawało świat i ludzi. I, co jest równie istotne, budując więź z dzieckiem, wiemy, że w sytuacjach krytycznych  bez lęku i wstydu zwróci się do nas z prośbą o pomoc czy wsparcie niezależnie od wieku, doświadczeń i zadań, które przyjdzie mu rozwiązywać.

Autorka: mgr Joanna Stępińska, psycholog, Gabinet "Rodzice i Dzieci"

Bibliografia:

Mazlish E,  Faber A. (2002). Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. Poznań: Wydawnictwo Media, Rodzina.
Obuchowska, I. (1996). Kochać i rozumieć. Część pierwsza. Poznań: Wydawnictwo Media Rodzina.
Schaffer, H. R. (2005). Psychologia dziecka. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Vasta, R, Haith, M. M., Miller, S. C. (1995). Psychologia dziecka. Warszawa: Wydawnictwa  Szkolne i Pedagogiczne.

 

Powrót

"Początki w przedszkolu" M. Rymaszewska

Można śmiało powiedzieć, że pójście dziecka do przedszkola stanowi pewnego rodzaju obrządek wtajemniczenia na drodze ku dorosłości. Często wtedy, po raz pierwszy, rodzice zdają sobie sprawę, że ich Pępek Świata nie będzie z nimi zawsze i wszędzie, a dziecko – że rodzic nie zawsze będzie dostępny. 

Podstawowe warunki określające gotowość dziecka do pójścia do przedszkola to:

1. Wiek dziecka – 3 lata; wcześniej dziecko może ewentualnie bywać w przedszkolu 2-3 razy w tyg. na max 2-3 godziny.

2. Dojrzałość emocjonalna, a tu przede wszystkim emocjonalna gotowość do rozstania z rodzicem.

Lęk przed rozstaniem z rodzicem jest naturalnym doświadczeniem, pojawiającym się w rozwoju wszystkich zdrowych dzieci. Najbardziej typowymi okresami, w których taki lęk jest obserwowany są: ok. 8-go miesiąca życia, 12 miesięcy, a następnie między 18 a 36 miesiącem. Dlatego też, szczególnie w przypadku dzieci i rodziców stale dotychczas przybywających razem, pewien stopień lęku związanego z separacja jest zrozumiały i nie powinien budzić niepokoju. Od początku 4. roku życia (tzn. gdy dziecko skończy trzy lata) naturalna potrzeba separacji bierze górę nad lękiem. Aby to jednak nastąpiło warto już nawet od 6 miesiąca życia dostarczać dziecku doświadczeń, w wyniku których nauczy się tolerować krótkie chwile z dala od rodzica oraz przekona się, że inni dorośli (tata, babcia, opiekunka itp.) też mogą zapewnić mu opiekę i poczucie bezpieczeństwa.

3. Dojrzałość społeczna

• Samodzielność. Naprawdę warto nauczyć dziecko zgłaszania potrzeb, proszenia o pomoc czy dokładkę, ale nie stanie się to, gdy będziemy stale wypytywać dziecko, czy nie jest głodne, czy nie chce przypadkiem siusiu czy też bez jego zgody dokładać mu jedzenie.  Dziecko samodzielne w tym zakresie, jak również potrafiące się samo ubrać, jeść i regulować większość stanów emocjonalnych będzie pewniejsze siebie w przedszkolu, będzie przeżywało mniej lęków, bo nie będzie tak zależne od wychowawczyni zajmującej się jednocześnie 15-giem dzieci.

• Kontakty z innymi dziećmi. Jeśli to tylko możliwe warto zapewniać dziecku stopniowo kontakty z rówieśnikami (i „odchorowanie” ich) już od 12 m.ż. Pozwolą one dziecku na obserwowanie i uczenie się podstawowych umiejętności społecznych, takich jak włączanie się do zabawy, dzielenie zabawkami, używanie „magicznych słów”, uśmiechanie się do innych, powściągliwość i nie reagowanie agresją na przeciwności.

4. Sprawność fizyczna.  Jeśli uważanie Państwo, że wasze dziecko jest mało sprawne ruchowo  koniecznie barwcie się z nim w zabawy rozwijające świadomość ciała, usprawniające tzw. motorykę dużą (całe ciało) jak i małą (precyzja ruchów dłoni i innych części ciała). Jeśli nie jesteście pewni, jak sprawne fizycznie jest wasze dziecko warto udać się na diagnozę integracji sensorycznej dziecka.

Jeśli obserwujecie Państwo u dziecka wyraźny lęk przed rozstaniem możecie mu pomóc w następujący sposób:

1. Zapewnijcie dziecku  pozytywne doświadczenia pod opieką innych dorosłych (na początku na krótko);
2. Zapoznajcie córeczkę lub synka z nowym otoczeniem, zanim ich tam zostawicie. W przedszkolu dzieci często przeżywają stres, gdy nie wiedzą gdzie jest toaleta, kto im pomoże zjeść, kto je odbierze. Warto, by wszystko to wiedziały zawczasu, bo to znacznie zmniejsza ich lęk.
3. Nauczcie dziecko wykonywania jak najwięcej rzeczy samodzielnie tzn. na przykład samodzielnego jedzenia, zakładania bucików, spodni, kurteczki, informowania innych o swoich potrzebach. Bardziej samodzielne dzieci zwykle przeżywają mniej lęków, bo nie są tak zależne od innych oraz widzą, że sobie radzą w sytuacjach, gdy inne dzieci muszą prosić o pomoc.
4. Na parę tygodni przed pójściem do przedszkola dostosujcie rutynę dnia do potrzeb przyszłego przedszkolaka tak, by po rozpoczęciu roku szkolnego liczba zmian nie przerosła dziecko.  Gdy maluch jest już w przedszkolu zadbajcie o utrzymanie rutyny, szczególnie wieczorem i rano. Nagłe i częste zmiany oraz pośpiech zwiększają poziom lęku u dzieci.
5. Przekażcie dziecku w zrozumiały dlań sposób, że wiecie, jak trudne jest rozstawanie się z bliskimi. Zróbcie to jednak w taki sposób, by wyrazić zrozumienie i akceptację dla jego uczuć, ale nie przesadne współczucie!
6. Jeżeli jest taka możliwość, zaaranżujcie spotkania w parku lub zaproście do domu inne dziecko, które będzie chodziło do tego samego przedszkola lub takie, które już chodzi do tego przedszkola. W ten sposób wasz maluch może poczuć się mniej samotny, gdy pozostanie bez was.
7. Czytajcie z nim książeczki dla dzieci o pójściu do przedszkola, bawcie się w udawane wycieczki przedszkolne, spożywanie posiłku w przedszkolu, zwracajcie się do niego jako do przedszkolaka (to nie znaczy dużego chłopca czy dziewczynki, bo trzyletni przedszkolak raczej nie jest duży...). 
8. Pomocne bywa też udanie się też dzieckiem na zakupy, gdy kupujecie nowe rzeczy do przedszkola (strój do gimnastyki, nowe spodenki czy sukienkę) i zróbcie z tego święto. To wszystko buduje jego tożsamość przedszkolaka i może mu pomóc później w trudnych chwilach (a takie na pewno się pojawią)
9. Przygotujcie się na to, że dziecko będzie bardziej zmęczone i rozdrażnione przez parę pierwszych tygodniu po pójściu do przedszkola. Nie oznacza to, że jest mu tam źle, tylko że nie przyzwyczaiło się jeszcze do nowej rutyny.
10. Pozwólcie dziecku na zabranie ulubionej zabawki (jeżeli przedszkolanki nie mają nic przeciwko temu) lub innego przedmiotu, który będzie mu o was przypominał;
11. Nie uginajcie się pod presją płaczu i krzyku dziecka. Raczej zapewniajcie je stale, że jesteś przekonani, że niedługo wszystko będzie dobrze.
12. Skupcie się na pozytywach, które mogą je spotkać w przedszkolu (np. mówiąc „Słyszałam, że w tym tygodniu będziecie pomagać dekorować swoją salę/ idziecie na wycieczkę do parku szukać jesieni!), a nie negatywach („Nikt cię tam nie będzie bił!” czy „Może wcale nie będziesz tak tęsknił”). Nie pozwólcie, by zbyt długo zamartwiało się możliwymi nieszczęściami, które mogą je tam spotkać.
13. Zaprowadzając widocznie zaniepokojone dziecko do przedszkola nie pytajcie: „Czy wszystko w porządku? Czy nic ci nie jest?”. Zamiast tego, krótko i radośnie zapewnijcie je, że wiecie, że w szkole będzie mu dobrze, że są tam osoby, które w razie potrzeby pomogą mu, a to, że teraz się trochę martwi to zupełnie normalne i lada dzień zapomni, że tak się bał.
14. Przypomnijcie dziecku sytuacje, w których okazało się dzielne. Możecie też spytać, co w takiej sytuacji zrobiłaby odważna postać ze znanych mu bajek.
15. Kiedy wychodzicie z przedszkola pocałujcie swoje słoneczko szybko, przytulcie na moment i radośnie powiedzcie: do zobaczenia!
16. Nie przedłużajcie rozstania i nie wracaj parę razy - to bardzo utrudnia dziecku rozstanie.
17. Nie znikajcie bez pożegnania – to ułatwia sprawę tylko wam, nie dziecku.
18. Nawet jeśli myślicie, że surowa nauczycielka lub agresywne dziecko są przyczyną lęków dziecka związanych z chodzeniem do przedszkola nie zabierajcie go stamtąd na czas wyjaśniania sprawy z nauczycielami.
19. Jeśli mimo wszystko zdecydujecie się zabrać dziecko do domu lub nie posłać go do przedszkola z powodu przeżywanych przez nie obaw, niech to nie będzie dla niego najprzyjemniejszy dzień w życiu, w którym pójdziecie do wesołego miasteczka, na lody, a potem będzie mógł przez dwie godziny oglądać ulubione kreskówki.
20. Nigdy nie wyśmiewajcie się z lęków dziecka przed rozstaniem; nie gańcie też ani nie karajcie dziecka za nie.

Często rodzice, nie mając zaufania, co do jakości nauczania w przedszkolu czy przygotowania personelu przekazują dziecku swoje obawy, co znacznie utrudnia mu adaptację.  Sprawdzanie nauczycieli przez okno, dopytywanie o każdą kromkę niezjedzoną przez dziecko, czy też ciągłe instruowanie opiekunów w przedszkolu zaburza relację rodzic – wychowawca, która następnie, zwykle zupełnie niechcący, przenoszona jest na dziecko.  Jeśli uważacie, że przedszkole jest nieodpowiednie – nie zapisujcie tam waszej pociechy lub zmieńcie je. Jeśli natomiast zależy wam, żeby wasze dziecko chodziło do określonego przedszkola, zaufajcie nauczycielom tam pracującym i:
• Pamiętajcie, że na początku najważniejsze jest budowanie dobrej relacji pomiędzy dzieckiem i wychowawczynią, dlatego nie psujcie jej przez wymaganie od nauczyciela, by cały czas zwracał uwagę na to, czy dziecko nie trzyma palca w buzi, czy poprawnie siedzi lub czy ma kapciuszki na nogach.  Trudno mu będzie polubić panią, która ciągle je beszta!
• Przywyknijcie do tego, że przedszkole to nie dom i pani naprawdę ma minimum piątkę dzieci do zaopiekowania i nie może zwracać na waszą pociechę uwagi cały czas (nawet w prywatnej placówce). Zresztą jest to dla dziecka bardzo niewskazane, bo w takich warunkach nigdy nie nauczy się sobie radzić.
• Przyjmijcie, że jak wasze dziecko się zsiusiało w majtki to pewnie dlatego, że nie umie sygnalizować obcym swoich potrzeb, a nie dlatego, że przedszkolanka nie odczytała w porę jego niewerbalnych sygnałów, oczywistych dla wszystkich członków rodziny.

Inne sugestie dotyczące budowania ciepłej i przyjaznej relacji z wychowawcami to:
• Traktujcie wychowawcę jak przyjaciela. Kiedy dziecko zobaczy, że macie serdeczną relację, będzie się czuło bezpiecznie. Spytajcie na przykład jak wychowawczyni minął weekend. Zróbcie zdjęcie naszej trójki-czwórki i powieście je w domu.
• Ubierajcie dzieci w ubrania do zabawy. Nie ubierajcie ich w najlepszą koszulkę jeśli ma swobodnie się bawić, a jeśli to zrobicie - nie bądźcie później sfrustrowani, że jest pobrudzona.
• Zaufajcie wychowawczyni. Ona naprawdę zwykle wie, co robi i chce, aby Wasze dziecko było z nią szczęśliwe.  Jej jest wtedy też przyjemniej i weselej. 
• Uśmiechnijcie się, kiedy żegnacie się z dzieckiem. Jeśli będziecie wyglądali tak, jakbyście mieli zaraz się rozpłakać, kiedy wyjdziecie, wychowawczyni będzie nam trudniej przekonać dziecko, że przed nimi fajny i pełen zabawy dzień, a ono będzie bardziej smutne..
• Baczcie uważnie na zegar. Jeśli wychowawczyni mówi, że kończymy o 5:30 - to nie przyjeżdżajcie o 5:25 (pod koniec dnia i bez waszej obecności jest i tak duże zamieszanie) ani nie spóźniajcie się 10 minut. Ona też chce jechać do domu do swojej rodziny.
• Bądźcie konsekwentni ustalając zasady panujące w domu i poza nim. Na przykład jeśli oczekujecie od dziecka, że nie będzie niszczyło i rozrzucało zabawek w przedszkolu, w domu też na to nie pozwalajcie. W przeciwnym razie wysyłacie dziecku trudne do zrozumienia podwójne komunikaty.
• Po okresie adaptacji zostawcie w domu domowe zabawki. Dzieci nie lubią się dzielić swoimi kocykami i przytulankami i zwykle wywołują one konflikty.
• Dajcie sobie nieco więcej czasu na przyprowadzenie dziecka rano do przedszkola. Jeśli jesteście spóźnieni do pracy i śpieszycie się z dzieckiem do przedszkola każdego ranka – wasze dziecko będzie zestresowane. Miejcie zawsze parę minut  na to, by pomóc dziecku się uspokoić i pożegnać zanim je zostawicie.
• Mówcie wychowawczyni o zmianach w życiu waszego dziecka. Jeśli rozstajecie się z partnerem, w rodzinie ktoś jest chory, albo jedno z rodziców jest w podróży – poinformujcie ją o tym. Dzięki temu będzie mogła zrozumieć niecodzienne zachowanie waszego dziecka. Jeśli coś ważnego dzieje się w domu, nie mówcie dziecku, by trzymało to w tajemnicy – to dla niego zbyt obciążające. Ono spędza w przedszkolu dużo czasu i potrzebuje wiedzieć, że może być tu sobą i być szczere.
• Czytajcie notatki, które wychowawczyni wysyła. Jeśli jest coś w nich do podpisania -nie czekajcie z tym do ostatniej  chwili.
• Wasze dziecko nie zawsze będzie szczęśliwe. Miewa dni, kiedy ma gorszy nastrój w domu, więc w przedszkolu też będzie je miewać. Jeśli Wasze dziecko wydaje się zrzędliwe cały ranek, nie zostawiajcie go z zwykłym pożegnaniem;  powiedzcie: „Wiem że masz ciężki dzień dziś, ale ja muszę iść do pracy, i wiem, że Pani [Ania] zaopiekuje się tobą bardzo dobrze”. To pomoże wam wszystkim!
• Jesteście najważniejszymi nauczycielami waszego dziecka. Nie bądźcie więc źli na wychowawcę że, dziecko nie korzysta z nocnika lub nadal nie umie zawiązać sobie butów. Powinniście nad tymi rzeczami pracować przede wszystkim w domu.
• Nie proście wychowawcy, aby naginał reguły z powodu waszych zaniechań - to stawia go w bardzo niezręcznej sytuacji.
• Regulujcie płatności czas. Jeśli macie problemy finansowe i potrzebujecie specjalnego planu, poinformujcie o tym dyrekcję; na pewno wspólnie uda się ustalić plan działania, który będzie najbardziej korzystny dla dziecka.
• Jeśli coś się Wam nie podoba, poinformujcie przede wszystkim wychowawcę o tym , zamiast skarżyć się innym rodzicom.  Tylko wtedy będziecie mieli szansę wspólnie o tym porozmawiać i ewentualnie poprawić co trzeba.
• Nie przyprowadzajcie chorych dzieci do przedszkola. To nie fair  wobec nich (wtedy was bardziej potrzebują), zdrowych dzieci i ich rodziców i wychowawczyń, które - ze względu na obowiązki wobec zdrowych dzieci - nie mogą zająć się nimi tak dobrze jak wymaga tego ich stan.  Zanim przyprowadzicie swoje dziecko do przedszkola po przebytej chorobie, musi nie mieć gorączki przez co najmniej 24 godziny bez leków.
• Powiedzcie czasem „Dziękuję”. Wychowawcy – jak wszyscy ludzie – lubią czuć się doceniani za to, co robią dla Waszego dziecka.

 

Nauczyciele z kolei, by pomóc dzieciom, nadmiernie przestraszonym rodzicom i sobie przetrwać momenty rozstania powinni:
• Przedstawić się rodzicom i dziecku, a następnie zaprosić dziecko do zabawy (np. pokazując zabawki, zaprosić do trwającej zabawy lub wskazać jakieś bezpieczne i ciekawe miejsce w przedszkolu);
• Pozwolić rodzicowi zostać przez chwilę, jeśli i dziecko i rodzic tego chcą, zostawić ich na chwilę samych, a następnie wrócić, zachęcając ponownie dziecko do wejścia do sali.
• Można zasugerować rodzicom, by ćwiczyli w domu rozstania, przyjmując na zmianę rolę rodzica i dziecka, by pokazać dziecku, jak to może spokojnie wyglądać.
• Warto, by nauczyciele mieli ustaloną procedurę, w jaki sposób dziecko ma się żegnać z rodzicami, tak by mogli ją zawczasu przekazać rodzicom (w bardzo przyjazny i uspokajający ich sposób);
• Pozwolić dziecku przez jakiś czas przynosić do przedszkola wybraną zabawkę, która daje mu ukojenie w chwilach smutku i tęsknoty. Jest to niektórym dzieciom niezbędne do prawidłowego przejścia przez okres separacji z mamą.  Jeżeli macie wątpliwości, że w ten sposób zachęcicie dzieci do przynoszenia z domu ciągle nowych zabawek, pamiętajcie, że taki „obiekt przejściowy” to nie jest zwykle najnowszy model samochodziku czy najnowsza Polly Pocket, a raczej stary, wyświechtany miś czy lekko szara pieluszka, które nie zmieniają wyglądu z dnia na dzień, zależnie od obowiązującej mody. Przedmioty te zwykle nie wzbudzają zazdrości w innych dzieciach, a trzymane w szafce malucha mogą przynieść wiele pożytku jemu i wam.
• Jeśli dziecko jest absolutnie przerażone, poprosić rodzica, by został, by uspokoić dziecko w stanowczy, ale pełen miłości sposób.
• Nigdy nie krytykować dziecka za to, że czuje się smutne lub się boi.  Warto raczej, z pozycji znawcy przedszkola, powiedzieć, że te uczucia są normalne, wszystkie dzieci tak się czują na początku, ale po niedługim czasie to mija.

Kiedy można zacząć się niepokoić lękiem dziecka?

  • Gdy dziecko nie daje się ukoić przez okres dłuższy niż 2 tygodnie
  • Gdy skarży się codziennie rano na różne dolegliwości fizyczne
  • Gdy lęk przed rozstaniem przeciąga się na okres szkoły podstawowej;
  • Gdy starsze dziecko lub adolescent odmawiają pójścia do szkoły
  • Gdy nigdy nie obserwujemy lęku separacyjnego.

 

Źródła:
1. Murray, Bridget. (1997, September). School phobias hold many children back. APA Monitor, pp. 38-39.
2. Watkins,C.,  Brynes, G., Preller, R.  (2004) Separation Anxiety, Northern County Psychiatric Associates

Małgorzata Rymaszewska
Psycholog
„Rodzice i Dzieci” Gabinet Psychologiczno-Pedagogiczny

Powrót

Co robić, gdy dziecko obgryza paznokcie?

Obgryzanie paznokci pozwala dzieciom (i dorosłym) uwolnić stres, którego doświadczają. Pojawia się w sytuacjach stresowych (np. straszny film, oczekiwanie na wizytę u lekarza, trudności w odnalezieniu się w nowej grupie rówieśniczej i in.), jak również w wyniku napięcia związanego z nudą.

Dzieci zaczynają obgryzać paznokcie zwykle ok. 5 roku życia, ale niektóre nawet w wieku 2-3 lat. Badania w USA wykazały, że ok. 60% 10-latków mniej lub bardziej uporczywie obgryza paznokcie, ale z czasem odsetek obgryzających zmniejsza się - najczęściej samoistnie - do ok. 10% wśród 30-latków.

Jak wskazuje praktyka, najlepsze co można zrobić w stosunku do dzieci obgryzających paznokcie to… absolutnie NIC. Ponieważ obgryzanie paznokci pojawia się zwykle w sytuacjach stresujących dla dziecka zwracanie mu wówczas uwagi (proszenie, krzyczenie, straszenie itp) może tylko napięcie i stres zwiększyć, a zatem przynieść odwrotny od oczekiwanego efekt. Równolegle z ignorowaniem samego nawyku dziecka można pokazywać mu bardziej adaptacyjne sposoby rozładowywania napięcia (rozmowa, rysunki, dowolna zabawa, szukanie bliskiego kontaktu z osobą dającą poczucie bezpieczeństwa itp). Można też zadbać o stworzenie mu mniej stresogennego środowiska, gdy widzimy, że takie jest niezbędne. Nie oznacza to jednak konieczności eliminowania wszelkich sytuacji wywołujących napięcie - w takich warunkach dziecko nigdy nie nauczy się radzić sobie ze stresem.
 
W przypadku dzieci starszych (w wieku szkolnym) można również próbować stosować lakiery do paznokci, ale działają one najlepiej u silnie zmotywowanych dzieci (nie rodziców). Można też kupić przedmioty (różne gniotki itp.), którymi dzieci mogą zająć ręce i/lub usta.
 
Na koniec warto pamiętać, że spośród wszystkich obserwowanych objawów problemów u dzieci obgryzanie paznokci zdaje się być jednym z mniej szkodliwych dla ogólnego stanu dziecka. Jest też objawem często przemijającym z wiekiem. Akceptacja tej "niedoskonałości" u dziecka może zatem być świetną okazją do pokazania mu, że akceptujemy je mimo drobnych wad, które ma.

Małgorzata Rymaszewska
Psycholog
Gabinet „Rodzice i Dzieci

Powrót

Jak pomóc nieśmiałemu dziecku?

„O nieśmiałości i nieśmiałych – dużych i małych”

 

1. Czym jest nieśmiałość i jakie są jej objawy?

Nieśmiałość jest definiowana przez teoretyków jako doświadczanie skrępowania i/lub zahamowań w sytuacjach interpersonalnych w stopniu utrudniającym dążenie do osobistych i zawodowych celów. Psychologowie i psychiatrzy pracujący z osobami nieśmiałymi ze względów praktycznych definiują nieśmiałość nieco prościej i węziej: jako trudność w byciu w kontakcie z osobami, które człowiek spotyka. 

Nieśmiałość można obserwować lub doświadczać w różnym stopniu we wszystkich lub niektórych sfer funkcjonowania. 

W zachowaniu obserwujemy zatem m.in. unikanie sytuacji wywołujących lęk, ciche mówienie, bardzo ograniczoną mowę ciała lub nadmierne przytakiwanie i uśmiechanie się, nerwowe ruchy (np. dotykanie włosów lub twarzy) oraz brak zachowań ułatwiających wchodzenie w relację z drugą osobą, jak dobry kontakt wzrokowy, łatwość uśmiechania się, zrelaksowana postawa ciała.

Objawami fizjologicznymi doświadczanymi przez osobę nieśmiałą są najczęściej: przyspieszone bicie serca, czerwienienie się, suchość w ustach, drżenie rąk lub innych części ciała, pocenie się, zawroty głowy, nudności oraz tzw. „motylki” w brzuchu.

Myślenie i funkcjonowanie intelektualne osoby nieśmiałej charakteryzują często negatywne myśli lub przekonania o sobie, zamartwianie się, samooskarżanie się, brak pewności siebie, problemy z wymyśleniem, co powiedzieć w towarzystwie; jak odpowiedzieć na czyjąś uwagę, komentarz oraz niemożność opanowania oczekiwanych sposobów zachowania się w różnych sytuacjach społecznych.

W emocjach osób nieśmiałych pojawia się z kolei wstyd, zażenowanie, smutek, depresja, lęk i samotność.

Według różnych badań najtrudniejszym do pokonania problemem w przezwyciężeniu nieśmiałości jest to, że większość jej objawów (np. kontakt wzrokowy, postawa ciała, zachowania wskazujące na pewność siebie lub jej brak, lęk, motylki w brzuchu itp.) jest kontrolowana głównie przez układ nerwowy, a tylko w niewielkim stopniu przez świadomość. Ponieważ w każdej chwili wysyłamy do innych tysiące sygnałów o naszym stanie wewnętrznym i prawie wszystkie te sygnały są nieświadome - niezmiernie trudno jest zmienić coś, co nawet nie wiemy, że robimy. Warto o tym pamiętać, gdy mamy ochotę znowu wytknąć dziecku nieśmiałość.

2. Czy nieśmiałość jest wrodzona czy też wyuczona?

Badania J. Kagan'a z Harvardu wyraźnie wskazują na istnienie czynnika genetycznego w nieśmiałości.  Już 2 miesięczne dzieci można podzielić na nieśmiałe i towarzyskie. Około 15-20 % noworodków to dzieci ciche, czujne i nieswoje w nowych sytuacjach. Z drugiej strony kontinuum – także ok. 15-20 % - to dzieci towarzyskie i spontaniczne, niezależnie od tego czy są w znanej sobie czy obcej sytuacji. Badania tych dzieci po latach wykazały, że ok. 75% dzieci wcześniej określonych jako nieśmiałe lub jako towarzyskie w wieku 8 lat nadal prezentowało obserwowane u nich wcześniej style zachowania (np. wybieranie zabawy samotnej a nie w grupach), a większość z nich – nawet do 14 roku życia. 

Inne badania wykazują, że fizjologia mózgu (a konkretnie jego prawej strony, a w niej ośrodka odpowiedzialnego za lęk) predysponuje pewne osoby do nieśmiałości.

Warto jednak pamiętać, że tylko u ok. 1/3 bardzo nieśmiałych dzieci dopatrzono się predyspozycji genetycznej. Jednak nawet u nich nieśmiałość nie jest wyrokiem i zmiana funkcjonowania tych dzieci jest możliwa: mogą się one nauczyć się umiejętności społecznych, tak jak można bez wielkiego talentu nauczyć się grać na instrumencie i rysować. Biologia to nie przeznaczenie.

3. Czy nieśmiałość to coś złego?

Nie da się ukryć, że nieśmiałość jest frustrująca dla samych nieśmiałych.

Drugi problem z nieśmiałością to ten, jak nieśmiałych widzą inni. Philips, na podstawie swoich badań uważa, że nieśmiali postrzegani są jako niekompetentni, nudni, zarozumiali, bez poczucia humoru, dziwni, nieprzystępni oraz chcący być zostawieni w spokoju.  Z tego powodu nawet nieśmiali wolą przebywać w towarzystwie śmiałych! 

Trzeci „mankament” nieśmiałości to jej zaraźliwość. Badania wskazują, że przebywanie w otoczeniu nieśmiałych wywołuje nieśmiałość nawet u osób śmiałych i reakcja ta jest całkowicie nieświadoma i bardzo szybka. A jak wiadomo (ponieważ wszyscy od czasu do czasu odczuwamy nieśmiałość) poczucie nieśmiałości jest frustrujące, więc pojawia się reakcja unikania nieśmiałych.

Nieśmiałość sama w sobie może nie jest taka zła, pod warunkiem, że nie uniemożliwia człowiekowi spotykania ludzi, których chce spotykać ani robienia rzeczy, które chce robić (tylko że wtedy, wg. definicji, przestaje być nieśmiałością).

Badania wskazują, że nieśmiali:

  • Mają większe trudności ze zdobywaniem przyjaciół;
  • Rzadziej chodzą i rzadziej są zapraszani na przyjęcia np. urodzinowe, a później randki, itp.
  • Nie korzystają z pojawiających się w sytuacjach społecznych korzyści;
  • Dużo trudniej im znaleźć dobrą pracę;
  • W pracy często zarabiają mniej i zajmują niższe stanowiska;
  • Mają częściej problemy zdrowotne (z powodu braku wsparcia w otoczeniu i nie informowania bliskich i profesjonalistów o swoich problemach zdrowotnych);

Według mnie wszystkie wyżej przytoczone powody sugerują, że nie warto traktować nieśmiałości u swojego dziecka jak każdej innej cechy, którą należy po prostu polubić i żyć z nią dalej. Warto podjąć wysiłek i spróbować przeciwstawić się jej. 

 4. Jak rodzice mogą pomóc nieśmiałemu dziecku?

Pewnie niektórzy rodzice powiedzą, że nieśmiałość ich dziecka nie jest taka straszna, nie przeszkadza im za bardzo, kochają je takim, jakie ono jest itd. Myślę, że taka postawa rodziców jest bardzo potrzebna dzieciom.  Warto tylko jeszcze zwrócić uwagę na to, czy nieśmiałość nie okrada dziecka z możliwości życiowych. I chociaż wiele dzieci wyrasta z nieśmiałości, te które stają się nieśmiałymi dorosłymi tracą chyba zbyt wiele. Co zatem mogą zrobić rodzice? 

Przyjrzyj się specyfice nieśmiałości swojego dziecka:
Zwróć uwagę, czy twoje dziecko jest nieśmiałe w kontakcie z  jedną osobą czy w grupie; czy tylko w nowych, nieznanych czy wszystkich sytuacjach społecznych; czy dziecko ma zahamowania tylko w bardzo określonych sytuacjach (np. telefonowanie, jedzenie w miejscu publicznym, zabawa) czy we wszystkich. Zbadanie specyfiki trudności społecznych dziecka pozwoli określić, jakich umiejętności powinno ćwiczyć.

Modeluj pewność siebie w sytuacjach społecznych
Modelowanie to najbardziej naturalny sposób uczenia się u dzieci. Zatem:
1) Pierwszy mów: „Dzień dobry” znajomym i przedstawiaj się;
2) Bądź przyjazny do ludzi;
3) Praw innym komplementy;
4) Pomagaj innym, gdy widzisz taką potrzebę;
5) Podejmuj ryzyko i komentuj, jak to ważne (np. „Myślałam, że będzie trudniej”, „Myślałem, że pójdzie mi lepiej, ale przynajmniej wiem co robić następnym razem”); Wszystko to jest trudniejsze, gdy rodzice są nieśmiali (szanse 50%);

Ćwicz w domu sytuacje społeczne trudne dla dziecka (uścisk ręki, patrzenie w oczy, rozmowy z innymi dziećmi i dorosłymi, przedstawianie się itp.)

Unikaj
1) Publicznego ośmieszania dziecka;
2) Publicznego krytykowania ludzi;
3) Poniżania siebie, gdy ci coś nie wyjdzie;
4) Poniżania dziecka, gdy mu coś nie wyjdzie;

Ucz umiejętności społecznych jak najwcześniej;
1) Organizuj spotkania z innymi dziećmi w domach;
2) Ucz, jak wchodzić w grupę i jak z niej wychodzić;
3) Tłumacz, na czy polega przyjaźń;
4) Całą rodziną ćwiczcie bycie w dobrym kontakcie (uśmiechanie się, komplementowanie wzajemne, uściski rąk);
5) Proponuj zabawy w ćwiczenie zachowań społecznych poza domem, np w proszenie o pomoc w sklepie, pytanie o drogę, zakupy w lokalnym sklepie, uśmiechanie się do ludzi, mówienie „dzień dobry” itp. 
Warto zwrócić uwagę, jaką zmianę może przynieść dziecku nauczenie go tak prostego zachowania jak uśmiechanie się!

Ucz, że istnieje więcej niż jeden sposób patrzenia na sprawy, więcej niż jedno rozwiązanie problemu;
1) Porażka uczy, czego mamy nie robić, by osiągnąć to, co chcemy. 
2) Ucz dziecko poszukiwania rozwiązań, aż znajdzie właściwe (ćwicz w sytuacjach życia codziennego).

Zachęcaj do zmian małymi kroczkami;
Duże kroki mogą bardzo zniechęcić nieśmiałych. Metoda głębokiej wody (np. wysłanie dziecka na obóz) jest dobra tylko wtedy, gdy jesteś pewny pozytywnego rezultatu.  Gdy nie – pozwól dziecku wchodzić wolno!
Najpewniejszym sposobem pokonania nieśmiałości u dzieci jest pozwolenie im na robienie tak małych kroczków, by częściej doświadczały sukcesu niż porażki, a jest to najbardziej prawdopodobne w zadaniach, w których są dobre.

Pomóż dziecku odkryć zdolności i umiejętności, które czynią go wyjątkowym;
Rozpoznaj zdolności dziecka – najpierw te, które może realizować w samotności. Następnie, stopniowo, pozwól mu się wykazać najpierw w gronie wspierających dorosłych, a potem wśród rówieśników;

Pomóż dziecku nauczyć się radzić sobie z emocjami;
Oczywiście, że należy okazać wsparcie dziecku, gdy mu ciężko, ale warto pamiętać, że im więcej uwagi poświęcamy zachowaniu, tym bardziej je wzmacniamy. Ucz zatem również, że trudne uczucia, jak porażki – to źródło naszej edukacji.

Ucz tolerancji i szacunku dla innych;
Nieśmiałe dzieci są zwykle bardzo krytyczne wobec siebie i innych. Dlatego pokazuj, że ludzie nie muszą być idealni, by być wartościowymi. Im więcej okazujesz wyrozumiałości w stosunku do innych, tym bardziej dzieci będą wyrozumiałe wobec siebie... (i ciebie).

Rozumie używaj etykietki „nieśmiały”
1) Zawsze łącz nieśmiałość z czymś pozytywnym („Jesteś nieśmiałym dzieckiem, jak wielu wybitnych ludzi – Einstein, Kidman, Hanks, J. Roberts);
2) Nie używaj nieśmiałości, jako wymówki dla dziecka, by nie musiało próbować;
3) Podkreślaj inne ważne cechy dziecka, w które naprawdę wierzysz
4) Nie używaj etykietki, gdy nie jesteś absolutnie przekonany, że będzie to miało pozytywny efekt;

Zwróć się po profesjonalną pomoc, gdy uznasz, że jest to konieczne  lub gdy w rodzinie były przypadki zaburzeń lękowych, depresji czy uzależnień.  Warto też pamiętać, że unikanie kontaktów z innymi jest charakterystyczne dla niektórych poważnych problemów psychicznych dzieci jak zespół Aspergera (całościowe zaburzenie rozwoju, przejawiające się m.in. brakiem zdolności do nawiązywania relacji społecznych, głównie z rówieśnikami), mutyzm wybiórczy (nie odzywanie się do nikogo najczęściej w szkole lub przedszkolu) czy dystymia (łagodniejsza, ale chroniczna forma depresji)

5. Jak nauczyciele mogą pomóc?

• Traktuj nieśmiałość jako dość powszechną cechę ludzi i wyrażaj się o niej tylko w pozytywnym kontekście;
• Nie zapominaj o istnieniu nieśmiałych dzieci w klasie, ale i nie wyróżniaj ich z uwagi na tę cechę;
• Daj nieśmiałemu dziecku zadania do wykonania, do których samo by się nie zgłosiło (np. wytarcie tablicy, zamknięcie klasy po lekcjach, rozdanie klasówek, zebranie informacji od innych uczniów w klasie na jakiś temat – stopniując w ten właśnie sposób, by umożliwić mu doświadczanie coraz większego poczucia kompetencji)
• Komentuj ich sukcesy i wywieś ich osiągnięcia;
• Pomóż dzieciom nauczyć się, jak inicjować kontakt z drugą osobą;
• Ucz rodziców, jak postępować z nieśmiałym dzieckiem;
• Nagradzaj nawet małe postępy;
• Zwracaj uwagę na dokuczanie nieśmiałym w grupie czy w klasie i natychmiast interweniuj.

 

6. Inne często zadawane pytania

A) Czy nieśmiałość to wyraz niskiego poczucia własnej wartości?
Nie wszyscy nieśmiali mają niskie poczucie własnej wartości. Nieśmiałość to specyficzny sposób reagowania w określonych sytuacjach i nieśmiali mogą w końcu rozwinąć w sobie poczucie bycia gorszym w dziedzinie kontaktów międzyludzkich, ale wtedy poczucie niskiej wartości jest rezultatem nieśmiałości, a nie jej przyczyną. Nie oznacza to jednak, że wśród nieśmiałych nie ma cierpiących na poczucie bycia gorszym, ale nie jest ona ekskluzywną domeną nieśmiałych!

B) Czym różni się nieśmiałość od fobii społecznej?
W fobii społecznej lęk jest o wiele silniejszy niż w nieśmiałości. Ponadto, ludzie z fobią społeczną mogą czuć się dobrze i wydawać się towarzyscy w niektórych sytuacjach społecznych, a czuć silny lęk  i zupełnie unikać innych (np. publicznych wystąpień, rozmów z nauczycielem/szefem).

C) Jak się ma nieśmiałość do introwertyzmu?
Introwertycy dobrze się czują w swojej samotności i są szczęśliwi nie musząc angażować się w kontakty z innymi i wchodzenie w nowe związki. Natomiast  osoby nieśmiałe często desperacko pragną być bliżej innych, ale się boją lub nie wiedzą, jak to zrobić. Nieśmiałość, w przeciwieństwie do introwertyzmu, nigdy nie jest preferowanym sposobem na życie. W introwersji samotność jest wyborem, w nieśmiałości – koniecznością.  Może jednak być tak, że introwertyk ma pewne cechy nieśmiałości, a nieśmiały – introwertyzmu. (ale wg podobnego mechanizmu ekstrawertyk też bywa nieśmiały).

autorka: M. Rymaszewska, psycholog, Rodzice i Dzieci

  (Korzystałam z : Henderson, L. & Zimbardo, P. „Encyclopedia of Mental Health: Shyness” oraz   Arends, T.  (1998 )„Understanding Shyness”)

Powrót

Strony