"Współczesny tata". M. Rymaszewska

Zwykle, mówiąc o przemianach społecznych ostatnich 50 lat, akcentuje się zmiany w pozycji i roli społecznej kobiet. Z uległych, godzących się na nierówności w relacjach z mężczyznami, często sfrustrowanych strażniczek domowego ogniska stały się w dużej mierze pełnoprawnymi partnerkami w relacjach z mężczyznami w pracy i w domu.  Zmiana taka nie mogła pozostać bez wpływu na zachowania mężczyzn, ich postrzeganie siebie, swojej roli i pozycji w tych środowiskach. Zmiany te objęły oczywiście również rolę ojca.

W 1965 r. mężczyzna amerykański spędzał średnio 2,6 godziny tygodniowo zajmując się swoimi dziećmi, w 2000 r. – już 6,5. W 1970 większość ojców nigdy nie kąpała ani nie przewijała swojego dziecka; dziś – wstyd byłoby się do czegoś takiego przyznać.  Ja sama, przebywając w szpitalu w 2000 roku z jednym ze swoich dzieci nie widziałam w nim ojców pozostających na noc w oddziale; gdy byłam w podobnej sytuacji w 2010 roku widziałam jak mężczyźni i kobiety zmieniali się w dzień i w nocy i pomagali sobie wzajemnie w opiece nad chorym dzieckiem.

Przez wiele lat ojcowie traktowani byli jako opiekunowie na wypadek, gdyby zabrakło matki. Winni są temu również wielcy psychologowie rozwojowi, którzy mówili nam głównie o więzi dziecka z matką (np. J. Bowlby w latach 50-ych „O naturze przywiązania dziecka do matki”), inne więzi dziecka traktując drugorzędnie. 

Badania prowadzone od lat 70-ych pokazały jednak, że ojcowie są równie kompetentni jak matki w sprawowaniu opieki nad dziećmi. Okazało się zatem m.in., że:

  • Ojcowie równie dobrze jak matki rozpoznają przyczynę płaczu niemowlęcia jako głód czy zmęczenie i adekwatnie reagują na ten płacz.
  • Podobnie jak u matek, również u ojców obserwuje się zwiększone bicie serca, przyspieszony oddech i wyższą temperaturę ciała jako reakcje na niepokój i płacz noworodka;
  • Ojcowie - tak jak matki - rozpoznają własne dziecko z zawiązanymi oczami dotykając jedynie jego główki;
  • W okresie ciąży partnerki ojcowie doświadczają wielu zmian fizjologicznych  znanych kobietom ciężarnym (np. wzrasta ich poziom prolaktyny, odpowiedzialnej m.in. za przywiąznie do dziecka i reagowanie na jego potrzeby; na parę tygodni po narodzinach dziecka o 1/3 spada u nich poziom testosteronu, a ok. 4 % doświadcza depresji poporodowej).

Inny rodzaj badań – badania nad rozwojem poznawczym, społecznym i emocjonalnym dzieci – wskazują jednoznacznie na pozytywny wpływ aktywnego i stałego udziału ojca na te obszary ich funkcjonowania.  Dzieci z uczestniczącym w ich życiu tatą są wyraźnie bardziej towarzyskie, pewne siebie, lepiej kontrolują własne emocje i zachowanie, rzadziej miewają problemy w szkole i rzadziej podejmują ryzykowne zachowania jako nastolatkowie.

Badania i praktyka pokazują też wyraźnie, że ojcowie zaangażowani w swoją rolę czerpią więcej przyjemności i satysfakcji z rodzicielstwa, mają bardziej pozytywne zdanie o swoich dzieciach, a ich partnerki są mniej zestresowane.

Współcześni psychologowie są przekonani, że za udział ojców w wychowywaniu dzieci odpowiadają oni sami, ale często jeszcze bardziej – ich partnerki.  Gdy w 2008 r. Ruth Gaunt przebadała 209 par okazało się, że kobiety o niskim poczuciu własnej wartości, częściej niż kobiety pewne siebie i swoich możliwości i umiejętności, przyjmowały postawę obronną wobec męża typu:„Ja jestem strażniczką domu, ty się nie wtrącaj – nie znasz się“. Wykazano również, że matki swoją postawą i zachowaniem wpływają w pozytywnym i negatywnym kierunku na udział ojca w wychowywaniu dzieci. Gdy wywracają oczy, poprawiają, podśmiewają się - zniechęcają partnerów do współpracy i pomocy. Z kolei matki radzące się ojców w sprawach dzieci, mówiące im, że dzięki nim dzieci są szczęśliwsze, że są dobrymi ojcami – mają dużo częściej i chętniej angażujących się w wychowywanie partnerów.

Wiele badań od lat 80-ych pokazuje też, że ojcowie zaangażowani w opiekę nad noworodkiem są bardziej aktywnymi rodzicami również w ich późniejszym rozwoju. 

Dlatego zachęcam wszystkie mamy: pozwólmy ojcom być ojcami na miarę naszych czasów, wspierajmy ich w tym i pozwólmy im wspierać nas w macierzyństwie, a nasze dzieci tylko na tym skorzystają.

Małgorzata Rymaszewska, psycholog

Gabinet Rodzice i Dzieci

 

Dane o badaniach z: E. Anthes „Family Guy“ w: Scientific American Mind, Maj-Czerwiec 2010

Powrót

"Dziecko na wojnie (rozwodowej)" M. Rymaszewska

 autorka: Małgorzata Rymaszewska, psycholog dzieci i rodzin

Od kiedy ponad dekadę temu podjęłam pracę jako psychoterapeutka w prywatnej poradni psychologicznej zderzyłam się z nieznanym mi do tego czasu zagadnieniem sytuacji dziecka w czasie rozwodu.  Prawie każda sesja w sprawie rozwodu pokazywała mi, że prawdę mówili Holmes i Rahe – twórcy tzw. skali stresu, gdy dowodzili, że rozwód jest drugim po śmierci współmałżonka najbardziej stresogennym doświadczeniem w życiu człowieka. Ponieważ wcześniej pracowałam głównie z chorymi lub porzuconymi dziećmi niewiele widziałam takich zachowań osób dorosłych, które wskazywałyby na tak ogromny brak kontaktu z rzeczywistością, jak zachowania rodziców walczących o dziecko.  Lęk zdaje się zupełnie upośledzać ich zdolność logicznego rozumowania, pragnienia stają się należnymi prawami, jakieś zbitki informacji dowodami sądowymi, a dotychczas nawet najlepszy rodzic staje się w oczach osoby zaślepionej chęcią zemsty niewartym kszty zaufania, niemoralnym agresorem. I kalumnie te nie mają końca.

Sytuacja psychiczna dziecka uwikłanego w konflikt rozwodowy

Wyobraźmy sobie teraz, że nie przez godzinę czy dwie na sesji u psychologa, ale przez wiele godzin tygodniowo z taką osobą mieszka w domu dziecko lub wiecej dzieci. Czasem tylko spotyka się z rodzicem przez jeden dzień w weekend, ale to naprawdę wystarczy, by - w najlepszym przypadku - zepsuć kilkulatkowi humor, a w najgorszym  - zupełnie zachwiać jego poczuciem bezpieczeństwa na wiele następnych dni.

Dla osób zajmujących się pracą z rozwodzącymi się rodzicami jeden fakt nie podlega dyskusji: nic nie wpływa tak negatywnie na możliwość poradzenia sobie przez dziecko z rozwodem rodziców jak trwający między nimi konflikt. Dziecko wpada w pułapkę, z której - jako zależne od rodziców - samo nie może się wydostać. Szuka więc pomocy u tego rodzica, który zadaje się mieć większą siłę i władzę, bo ten daje nadzieję na przetrwanie.

Czy napewno ten rodzic, który zdaje sie być silniejszy, jest tym najlepszym dla dziecka, jest owym „dobrem dziecka”, do którego odwołujemy się zawsze w tego rodzaju sporach? 

W sytuacji rozwodu ludzie, gdy czują się skrzywdzeni przez partnera najczęściej pragną zemsty.  Najłatwiejszą jej formą jest zabranie partnerowi tego, co dla niego najdroższe. Tym najdroższym zwykle jest dziecko. Rodzice często wprost mówią: „Skoro on mi zabrał nadzieję/miłość/najlepsze lata, dlaczego miałabym teraz dać mu to, czego on chce, tzn. tyle kontaktu z dzieckiem ile sobie zażyczy? To niesprawiedliwe!!” Nigdzie jednak w tym wołaniu nie słychać troski o dziecko. I nawet jest to zrozumiałe, bo w szoku, traumie ludzie są sparalizowani intelektualnie i emocjonalnie, odzywają się w nich najprostsze instynkty.

Najczęściej jednak, po upływie fazy szoku, rodzice są w stanie dostrzec dziecko i ograniczają swoje zapędy zemsty.  Niestety nie wszyscy. I zdaje się, że ze względu na ewidente w Polce preferowanie przez sądy przyznawiania opieki na dzieckiem matce, kobiety właśnie pozostają w stanie nienawiści, szoku, braku kontaktu z rzeczywistością typowych dla stanu traumy niepotrzebnie długo. Pamiętajmy jednak, ze zachowanie takie nie jest typowe dla kobiet, ale dla wszystkich osób, które czują się silniejsze: czy to ze względu na uwarunkowania prawne, czy przewagę materialną. W krajach muzułmańskich, gdzie mężczyni mają większe prawa do dzieci obserwujemy podobną do polskiej sytuację, tylko płeć jest inna. Również w sytuacjach, gdy żona nie ma żadnego majątku i zawsze była bardzo zależna od bogatego i wpływowego męża mężczyźni mają tendencję do dalszego „niszczenia” partnerki przez pokazywanie dzieciom, że przy matce nie będą miały zaspokojonych podstawowych potrzeb.  Ekstremalne zachowania rodziców ograniczające dziecku możliwość bycia w relacji z drugim rodzicem (zwane w psychologi alienacją rodzica) są o wiele rzadsze w krajach, w których prawo do opieki nad dzieckiem przyznawane jest na podstawie rzeczywistych predyspozycji  osobowościowych i umiejętności rodzicielskich, w więc mających na uwadze rzeczywiste dobro dziecka.

Co się dzieje, gdy ostry konflikt okołorozwodowy trwa dłużej?

Jak wspomniałam wcześniej, uwikłane w rozwód dziecko szuka silnego wybawcy. Na podstawie werbalnych i niewerbalnych zachowań rodziców łatwo dostrzega tego, przy którym będzie narażone za mniejsze rozdarcie i konflikt lojalności. Ten konflikt lojalności można jednak w relacji z alienującym rodzicem rozwiązać tylko przez zaparcie się i wyrzeczenie drugiego rodzica. Dziecko zatem przywiera do silniejszego i razem z nim buduje obraz „złego” drugiego rodzica. Rozwija wtedy zespół objawów i zachowań, które psychologowie i prawnicy nazywają zespołem alienacji rodzica lub PAS (od ang. Parental Alienation Syndrom). 

Czym jest PAS?

Po raz pierwszy zdefiniował PAS Richard Gardner w latach osiemdziesiątych XX w. Były to czasy, kiedy w USA kobiety nadal korzystały przywilejów wynikających z wcześniejszych teorii psychologicznych o znaczeniu relacji z matką dla rozwoju dziecka. Z drugiej strony - dzięki zmianom ekonomicznym i rosnącemu znaczeniu ruchu feministycznego - kobiety stały się bardziej niezależne finsanowo i rozwody stały się bardziej powszechne. Jednocześnie, w toku tych procesów, mężczyźni bardziej zaangazowali się w opiekę nad dziecmi i rozwinęli z nimi relacje zarezerwowane wcześniej dla kobiet.  Zatem miała miejsce sytuacja, która zainstniała w Polsce w latach 90-tych i na początku obecnego wieku.  Dlatego też, podnobnie jak Gardner w Stanach Zjednoczonych, my psychologowie w Polsce obserwujemy gwałtownie wzrost konfliktów o dzieci w trakcie rozwodów.

Żeby można było mówić o PAS muszą być spełnione pewne warunki. Po pierwsze: dziecko powinno było mieć przez rozwodem względnie prawidłowe relacje z alienowanym rodzicem i w miarę trwania konfliktu relacja ta stopniowo, ale w oczywisty sposób pogasza się. Po drugie, nie mówimy o PAS, gdy dziecko rzeczywiście było ofiarą i jest nadal przemocy ze strony alienowango rodzica. Po trzecie w końcu, PAS to nie tylko nakłanianie dziecka do wyrażania negatywnej postawy wobec alienowanego rodzica i „pranie mu mózgu” nieprawdziwymi informacjami, ale również jednoczesna aktywna postawa dziecka w wyrażaniu takiej postawy.

Dziecko, u którego obserwujemy PAS zachowuje się więc w następujący sposób:

  1. deprecjonuje alienowanego rodzica używając brzydkich słów i prezentuje wobec niego postawę silnie opozycyjną;
  2. podaje słabe, niewiarygodne, często niewyobrażalne powody uzasadniające jego niechęć i złość;
  3. dziecko jest absolutnie pewne swojego zdania i nie pokazuje jakiejkolwiek ambiwalencji:  zwykle bezwzględnie nienawidzi alienowanego rodzica i bezwzględnie aprobuje i podziwia rodzica alienującego;
  4. zapewnia, że jego postawa wynika tylko i wyłącznie z jego doświadczeń i przemyśleń, i że nikt go do tego nie nakłaniał (fenomen „niezależnego myśliciela”);
  5. wspiera i czuje potrzebę chronienia rodzica alienującego;
  6. nie czuje się winne z powodu okrutnego traktowania alienowanego rodzica;
  7. w jego wypowiedziach pojawiają się scenariusze sytuacji, których dziecko nie mogło doświadczać;
  8. wrogość dziecka z czasem rozszerza się na dalszą rodzinę i przyjaciół alienowanego rodzica.

W mojej praktyce widziałam i słyszałam niejednokrotnie takie dzieci i zawsze mam wrażenie, że gdy w jakikolwiek sposób wspomniany jest alienowany rodzic dziecko staje się jakby inną osobą. Znika dziecko, z którym bawię się lub rozmawiam w gabinecie, a pojawia się nad wyraz dojrzały obrońca z jednej strony i zaciekły agresor z drugiej – oczywiście wszystko w jednej małej osóbce.  Wiem też o, a czasem znam dzieci, które na wspomnienia słowa „ojciec” bezwiednie oddawały mocz; takie, które nie mogły chodzić i poruszły się na wózku inwalidzkim, bo nie były w stanie udźwignąć roli, którą im przypisano w konflikcie; inne, które traciły przytomność, gdy spędzały miły weekend z matką (z którego później musiały się „wykłamać” alienującemu ojcu.  Państwo widzieliście takiego czterolatka w telewizji, gdy płakał przerażony zanim jeszcze dojrzał czekającego nań przy furtce ojca, i trzymającego się kurczowo próbującej go wypchnąć do ojca matki. Dziecko doświadczające rzeczywistej przemocy od rodzica nie zachowuje się w ten sposób. Dziecko systematycznie zastraszane, które zinternalizowało przekazany mu obraz złego, nieprzewidywalnego ojca – tak. Dlatego za żadne skarby nie puści matki; czuje się ponadto przez nią zdradzone, bo każe mu iść do tego potwora.  Zatem i ta ostatnia więź, która mu pozostała nie jest bezpieczna. I życie przestaje być bezpieczne.

Badania wskazują, że gdy proces alienacji nie zostanie przerwany na samym początku jego skutki są zwykle nieodwracalne.  Dzieci takie przeważnie nie tylko tracą na zawsze więź z alienowanym rodzicem. Większość, żyje w ciągłym poczuciu zagubienia, frustracji, braku zrozumienia rzeczywistości, mają trudności w rozwinięciem swojego potencjału intelektualnego, nawiązniem prawidłowych relacji społecznych (słabo rozwinięte sumienie, brak wiary w ludzi), łatwo wdają sie konflikty i bójki z równieśnikami, zwykle też borykają się z zaburzeniami psychiatrycznymi – depresją, zaburzeniami osobowości.

Najczęściej też, bez długotrwałej psychoterapii, nigdy nie będą świadome przyczyn swoich trudności życiowych i krzywdy, jaka została im wyrządzona.

Musimy pamiętać, że jeśli nic nie zostanie zrobione, dziecko pozostanie w ścisłym kontakcie i bliskiej lękowej więzi z często bardzo zaburzonym rodzicem.  Gdy my psychologowie przyglądamy się matkom i ojcom, którzy dopuszczają się tych bardziej ekstremalnych form alienacji widzimy osoby, które zatrzymały sie na bardzo wczesnym etapie w rozwoju emocjonalnym – na etapie uczenia się umiejętności przetrwania. Nie potrafią jeszcze dawać, a jeśli dają - to zawsze w zamian za coś. Pełna kontrola nad dzieckiem to dla nich sprawa życia lub śmierci. Nie przestrzegają żadnych zasad, więc najczęściej wyroki sądowe nie mają dla nich żadnej wartości. Taki rodzic zwykle nie ma zdolności widzenia dziecka, jako odrębnej istoty, z własnymi pragnieniami, potrzebami (tzw. brak zdolności do indywiduacji), jest „nadmiernie zaangażowany”, jeśli nie zupełnie „zlany” z dzieckiem. Czasem może być narcystyczny, tzn. zakładać w każdym swoim działaniu, że prawa obowiązują innych, a on lub ona jest ponad prawem. Niewielki procent to osoby socjopatyczne – bez sumienia, niezdolne do empatii i widzenia punktu widzenia innej osoby, bez zdolności rozróżnienia prawdy od kłamstwa.  Prognozy leczenia takich osób są bardzo niezadowalające, dlatego w krajach zachodnich, gdzie istnieje większa niż u nas świadomośc PAS w przypadkach zagrożenia lub zaobserwowania u dziecka objawów PAS stosuje się separację dziecka od takiego rodzica i ściśle kontroluje jego interakcje z dzieckiem.

Nie będę się tu zajmowała omawianiem interwencji terapeutycznych w przypadku PAS, chciałabym natomiast spróbować wskazać pedagogom w przedszkolach i innych placówkach oświatowych i medycznych, w jaki sposób mogą pomóc dzieciom w takiej sytuacji.

Jak można pomóc?

Przede wszystkim ważna jest świadomość, że taki problem istnieje. Często, ponieważ dziecko bardzo wyraźnie werbalizuje i okazuje niechęć, nienawiść lub lęk wobec do jednego z rodziców, nawet specjaliści mają problem z podjęciem decyzji, co tak naprawdę się dzieje z dzieckiem. Tym niemniej ważne, by w takich sytuacjach zachować przynajmniej bezstronność wobec rodziców.  Jeżeli żadnemu z rodziców nie zostały odebrane prawa rodzicielskie oboje maja prawo do bycia informowanym o postępach dziecka w przedszkolu, o jego trudnościach (w taki sposób, by nie oskarżać któregokolwiek z rodziców), do bycia informowanym o wydarzeniach z udziałem rodziców, odbywających sie w przedszkolu itp. 

W sytuacjach, kiedy którykolwiek rodzic dopuszcza się przemocy fizycznej lub werbalnej na terenie placówki w ochronie dziecka rozwodzących się i innych dzieci przedstawiciel placówki powinien stanowczo nakazać natychmiastowe jej zaprzestanie, a w przypadku, gdy to nie przyniesie skutku – nakazać opuszczenie placówki, a nawet zgłosić takie zachowanie policji. Jeśli będziemy bierni i bezradni w sytuacji przemocy psychicznej – dziecko będzie w niej tkwiło latami. Często stanowcze działanie osoby z zewnątrz przynosi choćby chwilowe opamiętanie, a nawet pozwala na zobaczenie własnego zachowania z innej perspektywy.

Postępowanie wobec dziecka doświadczającego takiej przemocy psychicznej powinno byc podobne do postępowania wobec innych ofiar przemocy i udzielana mu pomoc powinna polegać na:, a więc:

  1. Zadbajmy o czas i miejsce rozmowy.
  2. Słuchajmy uważnie;
  3. Postarajmy się zrozumieć dziecko – bądźmy empatyczni i wyobraźmy sobie jego sytuację;
  4. Nie gańmy wprost i nie negujmy zachowań i zabaw pozwalających dziecku poradzić sobie z sytuacją przemocy, ale reagujmy na brak empatii, sumienia ze strony dziecka, odwołujmy się do obowiązujących spełecznie norm. Być może przedszkole to jedyne miejsce, gdzie one obowiązują wobec wszystkich.
  5. Jasno precyzujmy nasze przekonania dotyczące przemocy i prawo dziecka do serdecznej, bezpiecznej więzi z obojgiem rodziców;
  6. Pozwólmy dziecku uwierzyć, że nie jest odpowiedzialne za przemoc;
  7. Włączmy się aktywnie w opracowanie planu zapewniającego dziecku maksymalne bezpieczeństwo, łącznie z koniecznością zgłoszenia sprawy policji lub prokuraturze;
  8. Znajdźmy mocne strony dziecka i wzmacniajmy je;
  9. Odwołujmy się do nadziei, marzeń, planów na przyszłość;
  10. Nawiążmy współpracę z innymi służbami, które mogą pomóc dziecku i aktywnie z nimi współpracujmy.

Musimy też być świadomi, że alienacja rodzica spełnia wszystkie kryteria tzw. chłodnej przemocy psychicznej i jest jedną z najcięższych form przemocy psychicznej wobec dzieci.  Niestety, podobnie jak w przypadku innych rodzajów przemocy psychicznej czesto pozostaje niezgłoszona, a więc niezauważona i nieodzwierciedlona w statystykach sądowych. Od nas – pedagogów, członków społeczeństwa, lekarzy zależy więc czy taka pozostanie, czy będziemy o niej mówić i zapobiegać - jak to się stało w przypadku przemocy fizycznej w ostatnich latach.

Żródła:
Gardner, R.A. (1998) The Parental Alienation Syndrome, Second Editon, Cresskill, NJ
Major, J. A. Parents Who Have Successfully Fought Parental Alienation Syndrom, breaktroughparenting.com
Lowenstein, L.F. (2010) The Effects on Children in the Future Who Have  Been Successfully Alienated Againt a Parent. parental-alienation.info/publications
Jaszczak-Kuźmińska, D. Przemoc psychiczna- tajemnica czterch ścian PARPAMEDIA
Michalska, K. i Jaszczak-Kuźmińska (2007). Przemoc w rodzinie. PARPAMEDIA. 

Powrót

"Nie niewinny klaps..." Wywiad z Małgorzatą Rymaszewską dla MamaZone

Czy klapsy to skuteczna metoda wychowawcza? O szkodliwości nawet lekkich klapsów i o tym, co się dzieje z psychiką bitego dziecka, opowiada psycholog, Małgorzata Rymaszewska.

W jakiej sytuacji można dziecko uderzyć?

Małgorzata Rymaszewska: W żadnej.

Nie można dać nawet lekkiego klapsa?

Nie. Bo zupełnie nie ma sensu jako metoda wychowawcza. I przynosi wiele szkody. Zresztą trudno określić granicę między lekkim klapsem a mocnym uderzeniem. Zwłaszcza w sytuacji, gdy człowiek jest bardzo zdenerwowany i bezsilny. Potem dochodzi do tego, że ktoś, kto zakładał sobie, że będzie dawał tylko lekkie klapsy, pewnego dnia bierze szczotkę i okłada nią dziecko. Dlatego należy przyjąć zasadę, że dzieci się nie bije. Nawet lekko.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że klaps działa.

Jedyny pozytywny efekt to zwykle natychmiastowe przerwanie niepożądanej czynności. Ale taki klaps niczego dziecka nie uczy. Ono wprawdzie przestanie w tym momencie np. wyjmować płyty dvd z półki, pociągnięte za rękę zawróci z ulicy, na którą wybiegło, ale pewnie nadal nie będzie wiedzieć, co ma zrobić następnym razem i dlaczego. Wie tylko, czego mam nie robić, a z powodu klapsa czuje się odrzucone. Klaps nie sprawi, że następnym razem ono nie będzie pyskować czy bałaganić. Lepiej więc w inny sposób przerwać tę niepożądaną sytuację, np. mówiąc: "idź do swojego pokoju i wróć, kiedy będziesz mieć ochotę na normalną rozmowę/będziesz gotów posprzątać po sobie". W ten sposób eliminujemy niepożądane zachowania u dzieci, pozwalając im ponosić konsekwencje swoich działań. Osiągniemy ten sam natychmiastowy efekt i dodatkowo unikniemy negatywnych skutków, jakie wynikają z bicia dziecka.

Jakie to skutki?

Wiadomo, że dzieci bite są bardziej agresywne. Uczą się, że kiedy ktoś się zdenerwuje, to może uderzyć. Dowiadują się, że właśnie w taki sposób rozwiązuje się problemy. Agresja rodziców w pewien sposób legitymizuje ich agresję. Przyzwyczajają się do niej. Przestaje na nich robić większe wrażenie. Staje się naturalną, integralną częścią ich świata.

Co się dzieje z psychiką bitego dziecka?

Dzieci bite częściej zapadają na depresję, mają niskie poczucie własnej wartości, ich relacja z rodzicem jest często zaburzona. Więź, która się między nimi tworzy, nie jest bezpieczna i budowana na zaufaniu, tylko oparta na lęku.

A w późniejszym życiu?

U dorosłych, którzy byli bici w dzieciństwie, częstsze są zaburzenia psychiczne. Te osoby są zwykle bardziej agresywne i częściej stosują przemoc wobec swoich partnerów i dzieci. Czasem można usłyszeć od nich: "rodzice mnie bili i wyrosłem na ludzi, to ja też będę bił, żeby moje dziecko też wyrosło na ludzi." W rzeczywistości jednak trudno samemu obiektywnie ocenić, jaki naprawdę wpływ miał na nas fakt, że byliśmy bici jako dzieci. Ja uważam, że to na pewno nie klapsy pomagają "wyrastać na ludzi."

Powiedzmy, że zdarzyło nam się uderzyć swoje dziecko i teraz tego żałujemy…

… to przede wszystkim powinniśmy przeprosić za nasze zachowanie. Przyznać się do błędu, nawet przed małym dzieckiem, obiecać, że więcej tego nie zrobimy, bo agresja nie jest sposobem na rozwiązywanie problemów. Wiele zależy od tego, jak często zdarzało nam się uderzyć dziecko. Jeśli to był rzeczywiście sporadyczny klaps, to można mieć nadzieję, że nasza relacja z dzieckiem nie została poważnie nadszarpnięta. W innych przypadkach trzeba się liczyć z poważniejszymi konsekwencjami, chociaż oczywiście każdą więź da się w jakiś sposób naprawić i zawsze warto próbować to robić.

Wciąż słyszymy, że bicie dzieci jest złe. Dlaczego więc tak wielu rodziców uważa je za dobre?

A ja myślę, że tak naprawdę niewielu rodziców uznaje klapsy za dobre. Stosują taką karę, bo nie wiedzą, co innego mogliby zrobić. Sądzę, że gdyby ktoś im przedstawił jakąś alternatywę, pokazał, jaką inną metodę mogą zastosować, to chętnie by z niej skorzystali.

 

Powrót

Depresja poporodowa i jej wpływ na rozwój dzieci

Małgorzata Rymaszewska, psycholog, Gabinet „Rodzice i dzieci”

Pracując od wielu lat z dziećmi lękowymi zastanawiałam się nad możliwymi przyczynami tego zjawiska. Nowej perspektywy dostarczył mi artykuł Katji Gaschler z 1. numeru Scientific American Mind z 2008r. p.t. „Misery in Motherhood”, mówiący o wpływie depresji poporodowej na rozwój dzieci. Wiedzę tę potraktowałam jako narzędzie profilaktyki zaburzeń lękowych u dzieci i dlatego serdecznie namawiam mamy doświadczające depresji poporodowej do jak najszybszego szukania specjalistycznej pomocy w celu nie tylko ulżenia własnemu cierpieniu, ale również w celu zapobieżenia rozwinięciu się problemów emocjonalnych i społecznych u dzieci.

Depresja poporodowa (DP) jest zjawiskiem występującym na całym świecie (z różnym nasileniem rozpowszechnienia). Jej najczęstsze objawy to zwiększona płaczliwość, irytacja, poczucie bezsensu i nudy, poczucie bycia złą matką, nadmierny lęk o życie i zdrowie dziecka.  Czasem symptomy są też bardziej przerażające i niepokojące: lęk, że zrobi się dziecku krzywdę, myśli samobójcze, zaburzenia koncentracji i snu, bardzo nagłe i głębokie zmiany nastroju, problemy z oddychaniem, palpitacje, ciągłe bóle głowy, myśli obsesyjne, a nawet halucynacje (zawsze jednak diagnozę depresji musi postawić lekarz psychiatra).

Przyczyny DP nie są do końca znane, jednak uważa się, że ogromne zmiany hormonalne, jakie mają miejsce tuż po porodzie mogą ją wywoływać u podatnych na nią kobiet. Na wzrost podatności na DP z kolei, wg. ostatnich badań, ogromny wpływ mają wcześniejsze epizody depresji (przed lub w czasie ciąży).

Niezależnie jednak od przyczyn depresji poporodowej, badania wskazują na jej wpływ na osłabienie tworzącej się więzi między matką i noworodkiem, a potem niemowlęciem.  Oznacza to, że konsekwencje depresji dotyczą nie tylko kobiety, ale również jej dziecka. Dziecko kobiety doświadczającej DP, z upływem czasu i nieleczenia DP, staje się bardziej pasywne, niepewne siebie, lękowe, negatywistyczne i zahamowane społecznie niż jego rówieśnik (w wieku 1-3 lat), którego matka była zdrowa. Badania wskazują również, że DP NIE ma długotrwałego wpływu na rozwój intelektualny dzieci.

Mimo że doświadczenie depresji stanowi ogromne cierpienie dla matek wiele z nich nie decyduje się na leczenie – często ze wstydu z powodu emocji, które wg. nich są nieuzasadnione. Być może zatem świadomość wpływu, jaki DP ma na rozwój więzi z dzieckiem i na jego rozwój emocjonalny, będzie stanowiła dodatkowy bodziec, by skonsultować się ze specjalistą i jak najszybciej podjąć leczenie.   

Badania pokazują jednak, że leczenie samej matki, mimo że skuteczne i często szybko przynoszące ulgę, nie jest wystarczające. Wyleczone matki nadal obserwowały bardziej lękowe przywiązanie i większy poziom negatywizmu u swoich dzieci. Dlatego, oprócz terapii indywidualnej (psychologicznej czy farmakologicznej), zaleca sie również terapię dla pary matka-dziecko. Celem takiej terapii jest wzmocnienie wzajemnej więzi dziecka i matki. Odbywa się to poprzez analizę interakcji matka-dziecko i zmianę niekorzystnych wzorców zachowań, które rozwinęły się w czasie trwania depresji.  Pozwala to na nie utrwalenie się lękowych zachowań u dzieci i zmniejszenie ryzyka wystąpienia problemów emocjonalnych i społecznych w przyszłości.  Terapia taka może odbywać się równoległe z leczeniem indywidualnym matki. Zwraca się również uwagę na ogromną rolę ojca (lub innej osoby), który poprzez rozwinięcie bliskiej, bezpiecznej więzi z niemowlęciem może osłabić efekt depresji matki na dziecko.

Podsumowując, z uwagi na subiektywne cierpienie jakie wywołuje depresja poporodowa, na jej wpływ na dziecko oraz na długotrwałość jej efektów, pragnę jeszcze raz zachęcić wszystkie doświadczające depresji mamy o nie zwlekanie z podjęciem natychmiastowego i kompleksowego leczenia, a osoby w ich otoczeniu do wsparcia ich w tym działaniu.

Źródło:

Katja Gaschler „Misery in Motherhood” w: Scientific American Mind, tom 19, nr 1, str. 67-73.

 

Powrót

"Jak się bawić z dzieckiem" M. Rymaszewska

Dość często uważa się, że czas spędzony z dzieckiem lub przez dziecko na zabawie to czas mało produktywny, nieistotny lub wręcz starta czasu.  Przekonanie to objawia się wyraźnie w języku, gdy mówimy: „Nic nie robimy; tylko się bawimy” lub „Tylko siedzą i bawią się!” Również tendencja rodziców do kupowania dzieciom zabawek „edukacyjnych”, kształtujących określone funkcje czy umiejętności, wskazuje, że opinia ta nie jest wcale tak odległa naszym przekonaniom, jak może byśmy chcieli.  Jednak nawet gdy rodzice zdają sobie sprawę  z wagi samej zabawy, często nie widzą potrzeby, by sami się w nią angażowali; zakładają, że zabawa jest aktywnością instynktowną i czymś, co dzieci robią bez pomocy dorosłych. I to prawda - zabawa i eksploracja są instynktownymi zachowaniami dzieci, ale prawdą jest również to, że instynkt ten zanika, gdy nie jest stymulowany do rozwoju.  Już wiele lat temu psycholog Donald Winnicott zauważył, że zabawa rozwija się i nabiera znaczenia dopiero w relacji z drugą, dorosłą osobą.

Powodów, dla których warto bawić się z dzieckiem jest wiele. Te najbardziej oczywiste i ważne są to to, że zabawa buduje i wzmacnia więź miedzy dzieckiem i jego opiekunami. Buduje również „konto” wspólnych pozytywnych doświadczeń, do których można się odwołać w chwilach konfliktu czy kryzysu.  W zabawie możemy pokazać dziecku jak rozwiązywać problemy, testować pomysły, podążać za wyobraźnią. Zabawa z dorosłym pomaga dziecku rozwijać słownictwo, tak, by mogło komunikować swoje myśli, uczucia i potrzeby.  Zabawa pomaga też w nauce umiejętności społecznych, takich jak dzielenie się, czekanie na swoją kolejkę, bycie wrażliwym na uczucia innych. Przede wszystkim jednak, wspólna zabawa to najlepszy czas, w którym możemy przekazać dziecku, że jest kompetentne i wartościowe, co, jak wskazują liczne badania, chroni je przed pojawieniem się problemów emocjonalnych i zaburzeń zachowania w późniejszym wieku.

Mimo tych wszystkich obopólnych korzyści płynących z zabawy bardzo wiele rodziców nie robi tego, najczęściej tłumacząc się brakiem czasu lub brakiem umiejętności.  Jeśli chodzi o czas spędzany z dzieckiem na zabawie, to jestem przekonana, że lepsze 10-15 minut dziennie niż nic (lub –co gorsze - pięć godzin, w czasie których frustrujemy się nieudolnością, brakiem współpracy lub wdzięczności ze strony dziecka). Dla rodziców tłumaczących się: „nie umiem się bawić, zapomniałem, jak to się robi” - poniżej przedstawiam najważniejsze zasady zabawy z dzieckiem. Gdy ćwiczę je z rodzicami w gabinecie psychologicznym, okazują się dość łatwe i zdejmują z rodziców ciężar bycia motorem w zabawie oraz uwalniają ich od poczucie konieczności ciągłego zabawiania dziecka.

1. Podążaj w zabawie za dzieckiem i - nie proszony - powstrzymaj się przed dzieleniem się swoimi pomysłami i umiejętnościami.  Gdy pokażesz dziecku jeden, najlepszy sposób układania wieży z klocków, puzzli czy gospodarstwa, może ono być nawet wdzięczne za tę instrukcję, ale nigdy nie dowiesz się, że ludzik chciałby mieszkać w oborze, a wieża - gdy tak ją dziecku nazwiesz - już raczej nigdy nie stanie się rakietą. I nie dowie się o tym również twoje dziecko, ponieważ ono potrzebuje więcej czasu niż ty, na przetworzenie na słowa tego, co widzi, a planuje nie zawczasu, ale w działaniu (co w tym wieku nie jest wadą). Traktuj zabawę jak zabawę, a nie zadanie, którego celem jest nauczenie dziecka czegoś konkretnego. Nie musisz nic robić: po prostu obserwuj, naśladuj je w tonie głosu i postawie ciała. Głośno opisuj to, co dziecko robi (np. „postawiłaś świnkę koło zielonych klocków” – ale nie chlewika, jeśli nie został tak nazwany przez dziecko, bo zielone klocki mogą stać się za chwilę przedszkolem a nie chlewikiem) – to pokazuje dziecku, że uważnie i z zainteresowaniem obserwujesz to, co ono robi, a zatem, że ono jest ciekawą osobą.  I rób tylko to, o co cię dziecko prosi, nie rezygnując jednak z zachęcania dziecka do spróbowania zrobienia większości tego co potrafi samodzielnie (np. poprzez pytanie go, gdzie wg niego ten klocek pasowałby najlepiej). Zapewne po paru sesjach takiej zabawy zauważysz, że dziecko jest bardziej zaangażowane w zabawę, bardziej nią zainteresowane i kreatywne. Taka postawa rodzica wzmacnia zdolność dziecka do samodzielnej zabawy i samodzielnego myślenia.

2. Dostosuj tempo zabawy do tempa narzuconego przez dziecko. Pamiętaj, że dziecko to nie mały dorosły i jeśli ten nudzi się powtarzając coś parę razy, dziecko traktuje powtarzanie zabawy jako rodzaj ćwiczenia. Często rodzice chcą nieco przyspieszyć rozwój dziecka, gdy nie jest ono na to jeszcze gotowe. Kończy się to zwykle frustracją dla obu stron i poczuciem dziecka, że nie jest w stanie spełnić oczekiwań rodzica. Stale pamiętaj, że dzieci potrzebują więcej czasu niż dorośli, wolne tempo zabawy pomaga im w utrzymywaniu koncentracji uwagi na jednej aktywności przez dłuższy czas (czego większość z nas oczekuje po nich w wieku szkolnym). Bądźmy zatem wrażliwi na sygnały wysyłane przez dziecko w czasie zabawy. Jeśli nie jest zainteresowane lub znudzone - być może zbyt dużo oczekujesz. Zasugeruj możliwość przejścia do czegoś innego i czekaj na odpowiedź. Zawsze daj dziecku czas na zastanowienie się, odkrywanie i doświadczanie.

3. Nie wdawaj się z dzieckiem w rywalizację. Nawet jeśli lepiej od dziecka grasz w warcaby w czasie gry zauważaj jego dobre ruchy, proces myślenia, strategie. Pozwól mu wygrać, bo i tak jest na przegranej pozycji z racji swojego wieku; z czasem, w miarę jak dziecko doskonali swoje umiejętności,  możesz grać coraz bardziej poważnie. Jednak nawet wtedy wygrywanie z dzieckiem nie spełnia najważniejszego celu wspólnej zabawy - nie wzmacnia w nim poczucia kompetencji.  Jeśli koniecznie chcesz, by nauczył się doświadczać i radzić sobie z porażką posadź naprzeciw niego kuzyna w jego wieku, a po zabawie - pochwal lub pociesz w zależności od jej wyniku.  Jeśli chodzi o reguły gry, to zabawa jest jedną z niewielu dziedzin, gdzie bez większej szkody możemy pozwolić dziecku na ustanawianie własnych, nawet jeśli tylko dzięki nim może  wygrać – niech eksperymentuje. Dzieci chętnej akceptują reguły w ważnych sprawach, jeśli w błahych pozwala im się ustanawiać własne.

4.Chwal i wzmacniaj pomysły i twórcze działania dziecka. Kiedy w zabawie dziecko ciągle słyszy „To nie tu idzie”, „Tak to powinnaś zrobić” – jak łatwo się domyślić, może je to zniechęcić do eksperymentowania i uczenia się nowych rzeczy.  Uwagi takie wzmacniają poczucie bezradności wobec nowych sytuacji i mówią dziecku, że celem zabawy jest perfekcja. Nie oceniaj, nie poprawiaj, nie koryguj ani nie zaprzeczaj dziecku w zabawie. Zabawa to czas eksperymentowania; końcowy produkt jest mniej istotny. Wymyśl więc sposoby, by pokazać mu, że doceniasz jego pomysły, myślenie i zachowanie, np. nazywając i zwracając uwagę na takie umiejętności jak koncentracja, wytrwałość, próby rozwiązania problemu, pomysłowość, wyrażanie uczuć, współpraca, motywacja do działania, pewność siebie.

5.Pomóż dziecku dojrzewać emocjonalnie przez zachęcanie go do fantazjowania i zabawy w udawanie oraz nazywanie własnych i jego uczuć w zabawie.  Zabawa w udawanie to okazja do ćwiczenia wielu umiejętności poznawczych, społecznych i emocjonalnych.  To nie jakaś tam dziecinada, ale – w umyśle dziecka – szansa na bycie kimś innym: wyjątkowym (wróżką), radzącym sobie (Supermanem), dziwacznym (stołkiem), czy nieszczęśliwym (biednym dzieckiem z wioski zalanej powodzią). Jest też nieocenioną okazją do poradzenia sobie z trudnymi tematami: śmiercią, chorobą, alkoholizmem bliskich, pójściem do szkoły czy dentysty, byciem słabszym, wyśmiewanym i in.  Zatem nie deprecjonujmy jej znaczenia. Uczestnicząc wspólnie z dzieckiem w takiej (ale też każdej innej) zabawie mamy możliwość w bezpiecznych warunkach nazwać mu uczucia, które obserwujemy, pokazać i nazwać własne i pokazać, jak sobie z nimi radzić i wyrażać je w akceptowany i adaptacyjny sposób.

Serdecznie zachęcam do takiej zabawy z dzieckiem. Z moich doświadczeń wynika, że służy ona nie tylko dziecku i rodzicowi, ale przede wszystkim ich wzajemnej relacji.

Autor: Małgorzata Rymaszewska
Psycholog dzieci i młodzieży

Literatura:

Webster-Stratton, C. (2006). The Incredible Years. Incredible Years: Seattle

Powrót

"Jak wychować twórcze dziecko" M. Rymaszewska

Twórcze dzieci to plaster na smutki rodziców: zawsze potrafią zaskoczyć, rozśmieszyć i przepełniają nas dumą.  Zwykle też wymagają mniej zachodu i uwagi, bo same potrafią w dużej mierze znaleźć sobie zajęcie i nie snują się za nami wołając: „Co mam robić? Nudzę się!” Z drugiej jednak strony – co wiedzą wszyscy rodzice twórczych dzieci – ta właściwość jest zaletą tylko wtedy, gdy dzieci potrafią trzymać się pewnych ram i zasad.  Farba z tubki na ścianach „wystrzelona” pistoletem na wodę czy pocięte w piękne frędzle nowe zasłony budzą podziw i radość tylko tych najbardziej tolerancyjnych spośród nas.

Twórczość jako cecha jest silnie związana z ciekawością świata. W wieku od 2 do 6 lat dzieci są z natury bardzo ciekawskie, dużo i chętnie manipulują i sprawdzają otoczenie, a rozwój ich mózgu zależy w znacznej mierze od tego, co dostarcza im środowisko.  Dlatego wrażliwi i rozsądni rodzice okazują radość z dociekliwości dziecka i nie hamują jego naturalnej potrzeby do eksplorowania otoczenia w takim zakresie, w jakim nie narusza to dobra innych osób.  Więcej, rodzice ci „nakręcają” jeszcze ciekawość dziecka zadając mu pytania typu: „Ciekawe, skąd się bierze deszcz?” czy „Ciekawe dlaczego mleko jest białe?”.  Czasem nawet wolno i ostrożnie zbliżają rękę własną (stanowiąc model w postępowaniu z nowymi zjawiskami), a następnie rękę dziecka do żelazka (ale oczywiście nie dotykając go) i pokazują, dlaczego nie warto go dotykać. Rodzice twórczych dzieci często i głośno wykazują entuzjazm i ciekawość wobec otaczającego ich świata („O! Zobacz na to! Ciekawe skąd się tu wzięło?!”).  Działanie takie musi być jednak połączone z wychowaniem w poczuciu granic i w posłuszeństwie. Dziecko, które samo „zaciekawione” odchodzi daleko na plaży i nie wraca, gdy je zawołamy, nie będzie szczęśliwe w wyniku swojej ciekawości, gdy się zgubi, a jego rodzice pewnie jeszcze mniej.  Podobnie obserwowanie zmiany koloru herbaty po włożeniu do niej cytryny nie będzie tak miłym doświadczeniem, jeśli dziecko nie posłucha, że nie wolno zciągać na siebie kubka. 

Wielu psychologów zgadza się, że najlepszym sposobem na rozbudzenie twórczości w dzieciach w wieku przedszkolnym i szkoły podstawowej jest… zlikwidowanie w domu telewizora.   Ponieważ jednak zdają sobie sprawę, że najczęściej jest to niewykonalne dla  lubiących się relaksować przed telewizorem rodziców, proponują zwrócić uwagę na to, żeby dzieci spędzały więcej czasu w domu robiąc coś niż oglądając coś. 

Niektóre inne sposoby na rozbudzenie twórczego potencjału w kilkulatkach to:

  • Daj dziecku szafę lub dużą skrzynię, w której może trzymać „skarby”, na które składają się wymyślne stroje, materiały i zabawki kupowane nawet w sklepach z używaną odzieżą, stare zegarki, pocztówki, korale, karteczki, znaczki itp.
  • Przeznacz specjalne miejsce w domu na scenę; będzie to o wiele bardziej korzystne dla całej rodziny niż przeznaczenie miejsca na sprzęt do kina domowego.
  • Oprócz czytania dziecku, opowiadajcie sobie wzajemnie lub na przemian baśnie, historie, zmyślanki, budujcie światy fantazji.
  • Wprowadzajcie do każdego działania element zabaw (co wymaga od rodziców pewnej dozy twórczości).

Warto też pamiętać, że eksplorowanie, robienie nowych rzeczy z kimś kogo się kocha stanowi łatwy sposób, by zarazić się ciekawością kochanej osoby. Dlatego tak ważny jest nasz stosunek do tego, co robimy na co dzień.  Jeśli rodzice sami fascynują się i doświadczają radości w tym, co robią – nieważne, czy dotyczy to jedzenia, które próbują, pracy którą wykonują, artykułu, który czytają, czy nowych miejsc, które odwiedzają - dzieci – jak to dzieci – chętnie po nas „spapugują” ten stosunek do świata.  Mając taki przykład w domu, same zechcą próbować nowych rzeczy i działań; a to już kolejny, wyraźny znak, że wychowaliśmy ciekawe, twórcze i zmotywowane do działania dziecko.

 

Autor:  Małgorzata Rymaszewska
Psycholog dzieci i młodzieży,
Gabinet „Rodzice i Dzieci”

Literatura:
Cline, F.  i Fay, J. (2006). Parenting with Love and Logic. Pinon Press: Colorado Springs.

Powrót

"Jak to jest być rodzicem dziecka zażywającego narkotyki" M. Osipczuk

Małgorzata Osipczuk, psycholog, psychoterapeuta
Psychotekst, 28/06/2006

Moje dziecko ćpa narkotyki - jak to się mogło stać?!

Ujawnienia faktu używania przez dziecko narkotyków to moment szczególny. Co może przeżywać rodzic?

Przede wszystkim załamaniu ulega dotychczasowy obraz swojego dziecka. Towarzyszy temu rozczarowanie, frustracja, strach, poczucie winy i wstyd.

Rodzice są zazwyczaj głęboko dotknięci faktem odurzania się dziecka. Zadają sobie pytania: "dlaczego tak się stało?". Przerzucają się z postawy oskarżania dziecka do postawy oskarżania samego siebie lub małżonka. Koncentrują się na znalezieniu winnych - a to w środowisku szkolnym a to w "złym towarzystwie" syna/córki. Przeżywają przy tym sami głębokie poczucie winy, które zazwyczaj zamyka ich w pułapce bezradności, uniemożliwiając konstruktywne działanie w kierunku rozwiązania. Ukrywają też zaistniałe fakty przed dalszą rodziną, przyjaciółmi, sąsiadami, wstydząc się. W ten sposób pozbawiają się też możliwego wsparcia i otuchy, tak potrzebnych w kryzysie.

Rodzice, którzy odkryli narkotyki w życiu swojej latorośli, wchodzą często w ostrą bezwzględną walkę ze swoim dzieckiem, które stara się ukrywać, minimalizować lub zaprzeczać odurzaniu się substancjami psychoaktywnymi. Dorośli wtedy sięgają nierzadko po przemoc psychiczną a nawet fizyczną. Krzyczą, wyzywają, oskarżają, zamykają w mieszkaniu, zaczynają śledzić, przeszukiwać ubrania, pokój, zawartość komputera, komórki, natarczywie wypytują. Czują się często skrzywdzeni postawą obronną swoich dzieci, które reagują na powyższe agresją i dystansowaniem się. To jeszcze bardziej nasila niekonstruktywne zachowania ze strony rodziców. Przepaść między wszystkimi członkami rodziny pogłębia się, każdy z rodziców oddala się od drugiego, odczuwając coraz większą samotność i bezradność. Poziom napięcia i konfliktów w rodzinie wzrasta, powodując niechęć i zmęczenie u jej członków.

Niektórzy rodzice wybierają zaprzeczanie faktom lub bagatelizowanie poszlak tak, aby nie musieć stanąć naprzeciw problemu. Uznanie, że ich dziecko bierze narkotyki wydaje im się zbyt zagrażające, nieświadomie uruchamiają psychologiczne obrony. Zdarza się więc, że jeden ze współmałżonków widzi narkotyki w życiu dziecka a drugi nie dostrzega. Szanse na pomoc młodemu człowiekowi przy takim układzie maleją, a rodzic świadomy jest skazany na dźwiganie ciężaru odpowiedzialności i wszystkich trudnych uczuć z tym związanych samotnie, często nawet narażając się na ataki małżonka.

Nawet jeśli oboje rodzice uznają fakt zażywania narkotyków przez ich dziecko - najczęściej trudno im ustalić jeden wspólny front postępowania wobec syna czy córki. Dlaczego tak się dzieje? Bowiem informacja o narkotykach wywołuje potężny kryzys w całej rodzinie, w parze małżonków pobudza to mniej lub bardziej zapomniane wzajemne żale i pretensje męża do żony i odwrotnie.

Na przykład, ona wcześniej miewała zastrzeżenia, że on za dużo pracuje i za mało czasu poświęca dzieciom, albo że jest zbyt nerwowy i niewłaściwie, jej zdaniem, strofuje syna. On wielokrotnie zwracał jej uwagę, że nie powinna być taka uległa wobec nalegań dzieci, musi przestać tak je rozpieszczać. Bywało, że kłócili się o decyzje rodzicielskie, o szereg nawyków, zasad i przekonań, które każde wyniosło ze swojego domu rodzinnego. Bywa też, że para ma za sobą wcale niemałe dramaty, wydawałoby się już zażegnane, jak np. zdrada, romans pozamałżeński, zawiedzenie zaufania, kłopoty z nadużywaniem alkoholu, bliska perspektywa rozwodu, emocjonalne opuszczenie partnera.

A teraz: narkotyki dziecka, to jakby ktoś podłożył granat. Dawne urazy, niewybaczone do końca krzywdy, silne nieprzyjemne uczucia zepchnięte w podświadomość wygrzebują się z ukrycia. Mechanizmy obronne, które dotąd je chroniły puszczają jak tama pod naporem powodzi. Małżonek - zamiast być partnerem w problemie - może zacząć być postrzegany jako przeciwnik. Nierzadko, zamiast starań o współpracę - co podpowiadałby zdrowy rozsądek - rozpoczyna się walka na racje. Walka, w której przegrać może każdy - najbardziej ich dziecko. Bo kto tu ma rację? Każdy i nikt. Na pewno, narastający wzajemny konflikt rodziców przyczyni się tylko do tego, że ich dziecko jeszcze bardziej będzie chciało uciec od rzeczywistości - w wiadomy sposób: sięgając po kolejną i kolejną dawkę ulubionego narkotyku. A zrozpaczeni rodzice pozostaną każdy w poczuciu krzywdy i winy jednocześnie, bezradnie miotając się w panicznych, coraz mniej rozsądnych, działaniach.

Po co terapia?

Na tym pierwszym etapie - ujawnienia problemu - rodzice dostaną od terapeuty kilka podstawowych ogólnych informacji i wskazówek co do zasad postępowania. Będą mogli się upewnić co do wielu rozterek, które nimi targają, dowiedzieć się jak diagnozować narkotyzowanie się dziecka, jakie znamy narkotyki, na czym polega leczenie.

Inni rodzice z grupy wsparcia będą w tym czasie pomocni do przełamania bariery wstydu, poczucia po raz pierwszy prawdziwej ulgi ("innych też to spotkało", "można coś z tym wszystkim zrobić", "więc to nie koniec świata"). Najważniejsze, co w tym czasie terapeuta i grupa mają do zaoferowania to życzliwe zrozumienie, przyjęcie wszystkich łez i natłoku przykrych uczuć, z którymi do tej pory przerażony rodzic starał się uporać samotnie. Od tej pory nie musi już czuć się "najgorszą matką na świecie", "najbardziej naiwnym i oszukanym ojcem", ani też nie musi już myśleć o swoim dziecku, że jest "najgłupsze i najbardziej niewdzięczne".

Przyznać należy, że pierwsze spotkanie z terapią nie musi być wcale łatwe. Oto przychodzi mówić o wstydliwym problemie, rodzi się obawa przed oceną, targają ledwo powstrzymywane emocje, mimo starań niekiedy lecą łzy lub padają ciężkie słowa. Innym razem głos więźnie w gardle. Możliwe jest, że usłyszy się kilka rzeczy i sformułowań, które nie będą łatwe do przyjęcia. Bo to właśnie inni rodzice widzą problem szerzej, nie zakrywają bezwiednie oczu na niektóre sprawy jak sam zainteresowany, tkwiący w środku chaosu rodzic. To oni zadadzą pytanie, które jemu nawet nie przyszło do głowy, podzielą się tym, jak sami na początku nie ogarniali wszystkiego i ile w związku z tym robili fałszywych posunięć. To nieraz niełatwe, ale konieczne jest obejrzenie sytuacji swojej rodziny w szerszym spektrum, życie problemem na co dzień zawęża pole widzenia. A jeśli nie widać całości - jak znaleźć właściwe rozwiązanie?

Poza tym, większość rodziców, którzy zwracają się po pomoc, ma jasno sprecyzowane oczekiwania, że dostanie od terapeuty garść "złotych", sprawdzonych wskazówek na temat: "co mam teraz zrobić, żeby on/ona przestał/a ćpać?" I tu nadchodzi moment pierwszego rozczarowania. Tyle, że jest ono konieczne i jest wręcz częścią rozwiązania.

Wizyta w Poradni, terapeuta, psycholog, grupa wsparcia nie dadzą takich gotowych recept. Nigdzie na świecie nie istnieje gotowe rozwiązanie. Nigdzie, poza samym rodzicem i jego rodziną. Terapia ma - tylko i aż - ułatwić dotarcie do rozwiązań, które są w samym rodzicu lub dają się znaleźć przez współpracę dwojga rodziców. Często przypominam moim pacjentom, że gdybym nawet uznała, że mam prawo mówić im, co powinni zrobić i zaczęłabym częstować ich takimi "zdecydowanymi zaleceniami" - to mogło by się okazać, że na próżno. Nawet w najbardziej rozpaczliwych sytuacjach, nie potrafimy się często przełamać do zastosowania rozwiązań, na które sami nie wpadliśmy. I słusznie. Bowiem największa mądrość pochodzi z nas samych, trzeba sobie tylko pomóc utorować do niej drogę. I w tym, m.in., ma pomóc terapia. W znalezieniu najbardziej adekwatnych do sytuacji rodziny rozwiązań.

Tak, jak nie ma gotowych rozwiązań, tylko takie, które trzeba wypracować, tak i należy sobie zdawać sprawę z tego, że nie ma też szybkich rozwiązań. Praca nad wyprowadzeniem dziecka ze ścieżki pogrążania się w nałogu i praca nad staniem się dla niego jak najlepszym, mądrym wsparciem - to praca rozpisana często na długie miesiące. Czasem lata. Trudno się pogodzić na starcie z taką perspektywą, ułatwić może to świadomość, że od tej pory nie jest się już samemu z problemem, i że pod wpływem terapii poczucie bezradności będzie ustępować.

Idealnym rozwiązaniem jest, gdy na terapię zgłasza się para dorosłych opiekunów, nawet wtedy, gdy jeden z nich nie jest biologicznym rodzicem, ale czuje się matką czy ojcem. Wspólne rozmowy z terapeutą i bycie ramię w ramię na grupie często jest niesamowitym doświadczeniem dla obojga. Stopniowo pomaga im się to do siebie zbliżyć, poczuć szacunek, empatię, chęć wsparcia dla partnera, lepiej zrozumieć jego uczucia i dotychczasowe decyzje. Pozwala też uzgodnić postępowanie, bo rodzice odkrywają, że w przypadku dziecka wpadającego w nałóg nie stać ich na luksus "różnicy zdań" - w tych zasadniczych kwestiach. Niekiedy rodzice przeżywają wzajemne "odkrycia" - dowiadują się więcej o sobie nawzajem, o swojej niekiedy trudnej przeszłości, zaczynają wyrażać uczucia, o których wcześniej nie mieli śmiałości mówić. W tym sensie terapia dla rodziców może też być życiową przygodą dla małżonków, którym zależy na ich związku, to taki niespodziewany bonus :-)

Samotni rodzice w grupie innych rodziców znajdują siłę, tak potrzebną by samemu dźwigać ciężar wychowywania dziecka. Wreszcie mogą z kimś uzgadniać swoje pomysły, rozwiewać swoje wątpliwości a jednocześnie mają komu zwierzyć się w tych momentach, gdy wydaje im się, że już nie dadzą rady. Poznają inne samotne matki i ojców, znajdują zrozumienie, współczucie a często i podziw u tych "sparowanych". Podobnie, rodzice, których partnerzy nie podjęli terapii, z racji własnego uzależnienia, nieobecności w domu rodzinnym czy niezgody na uznanie problemu.

Na zakończenie, chcę przekonać, że wsparcie terapeutyczne przydaje się rodzicom, niezależnie od tego, jak zaawansowane jest dziecko w swojej miłości do narkotyków. Członkowie rodziny są jak naczynia połączone, tak więc zmiana w sferze emocji i zachowań u rodzica wpływa na zmianę w postępowaniu dziecka.

Wielu rodziców, tzw. "trudnych nastolatków" marzy, że odda swoje dziecko do psychologa, tak jak oddaje się zepsuty samochód do warsztatu na naprawę. I są przekonani, że to wystarczy. Jednak życie wewnętrzne człowieka jest o wiele bardziej skomplikowane niż układ części pod maską auta. Oczekiwanie, że wystarczy zaprowadzić opornego potomka do psychologa na rozmowę by ten "przemówił mu do rozumu" jest równie częste, co i nieuzasadnione. Żaden specjalista nie ma takiej magicznej mocy, czarodziejskiej różdżki, która załatwiłaby problem bez prawdziwego zaangażowania się rodziców i podjęcia przez nich decyzji o zmienianiu siebie i swojej rodziny.

Małgorzata Osipczuk,
psycholog, psychoterapeuta
Psychotekst, 28/06/2006
www.psychotekst.com

Powrót

"Molestowanie seksualne dzieci. Jak sprawca manipuluje psychiką dziecka" J.Wyżyńska

Niniejszy artykuł jest oparty na jednym z rozdziałów książki Janiny Wyżyńskiej "Jak chronić dzieci przed molestowaniem seksualnym? Poradnik nie tylko dla rodziców", wydanej w 2007 roku przez wydawnictwo Media Rodzina, i jest przedrukiem z witryny edukacyjnej Grupa Synapsis Online, poświęconej psychiatrii i pomocy psychologicznej (http://online.synapsis.pl/Molestowanie-seksualne-Jak-sprawca-manipuluje-psychika-dziecka/).

Informacje o książce Janiny Wyżyńskiej są dostępne na stronach wydawnictwa Media Rodzina (http://www.mediarodzina.com.pl/ksiazka/377/jak_chroni%C4%87_dzieci_przed_molestowaniem_seksualnym.html).

Molestowanie seksualne przez osoby znane dziecku, czyli około 90% przypadków molestowania (amerykańskie statystyki przestępczości mówią nawet o ok. 93%), najczęściej rozpoczyna się od długotrwałego okresu „przygotowania” dziecka, by dorosły mógł bezpiecznie nawiązać z nim kontakty erotyczne. W tym okresie, mogącym trwać kilka miesięcy lub nawet kilka lat, sprawca testuje reakcje dziecka: chce się przekonać, jak daleko może się posunąć i czy dziecko zachowa molestowanie w tajemnicy. Jednocześnie stara się jak najsilniej związać dziecko ze sobą pod względem emocjonalnym, stać się dla niego osobą bliską i ważną. Próbuje podważyć autorytet rodziców i przyzwyczaić dziecko do kontaktu fizycznego ze sobą, przekonać je, że kontakt ten jest czymś naturalnym. Działania te, oparte na podstępnym manipulowaniu psychiką dziecka, nazywane są przez specjalistów „urabianiem” (ang. grooming). Z punktu widzenia sprawcy „urobienie” dziecka jest konieczne, bo bez takiego przygotowania dziecko prawdopodobnie opowiedziałoby komuś o molestowaniu. Często sprawca w dość podobny sposób „urabia” także rodziców dziecka, starając się zdobyć ich zaufanie. Podstawowym celem dorosłego jest zawsze utrzymanie sprawy w tajemnicy, bo inaczej trafiłby do więzienia.

Można przypuszczać, że manipulowanie psychiką dziecka i stopniowe zdobywanie coraz większej władzy nad ofiarą dostarcza wielu pedofilom szczególnej przyjemności; według niektórych autorów część przyjemności płynącej z molestowania seksualnego polega właśnie na zdobyciu władzy i panowania nad dzieckiem. Z czasem proces „urabiania” przekształca się w rodzaj sekretnego związku między sprawcą a ofiarą. Dorosły przez sugestię, coraz bliższy kontakt fizyczny i coraz wyraźniejsze okazywanie dziecku czułości stopniowo przekształca ten związek w związek nasycony erotyzmem. Często wykorzystuje przy tym naturalną ciekawość dziecka w sprawach związanych z ludzkim ciałem i seksem; niekiedy posługuje się przy tym pornografią, alkoholem lub narkotykami. Wreszcie, gdy ma już pewność, że dziecko jest „gotowe”, zaczyna je molestować seksualnie: rozbiera je, dotyka okolic genitaliów, uprawia z dzieckiem seks oralny itp. Jednocześnie coraz natarczywiej żąda, by dziecko zachowało wszystko w tajemnicy. Może szantażować dziecko, mówiąc, że jeśli ktoś się dowie, dziecko zostanie ukarane lub zabrane od rodziców (np. do domu dziecka), że rodzice będą się gniewać, że rodziców spotka coś złego, że rodzina się rozpadnie; niekiedy sprawca grozi dziecku, że przestanie je kochać. Czasem grozi, że zabije dziecko albo jego rodziców. Ojciec molestujący własne dzieci może mówić, że gdyby poszedł do więzienia, rodzina nie będzie miała z czego żyć. Groźbom tym mogą towarzyszyć zapewnienia, że nawet gdyby dziecko o wszystkim opowiedziało, i tak nikt mu nie uwierzy. Niektórzy sprawcy szantażują dzieci wykonanymi przez siebie fotografiami pornograficznymi z ich udziałem. Wszyscy pedofile zdają sobie sprawę, że opowiedzenie o molestowaniu to najpotężniejsza broń dziecka, która może ich w jednej chwili zdemaskować.

Jak reaguje dziecko, które padło ofiarą molestowania?Dziecko, przez wiele miesięcy podstępnie uwodzone przez zaufaną osobą dorosłą, którą darzy szacunkiem i sympatią, samo nie wie, jak zaczęło uprawiać seks z tą osobą. Często czuje się w jakiś sposób winne, że doszło do molestowania, i odczuwa z tego powodu głęboki wstyd, który sprawca stara się podsycać. Sprawcy celowo próbują wmawiać dzieciom, że to one są winne – chcą, by dzieci nie czuły się ofiarami, lecz współuczestnikami aktów seksualnych, „partnerami seksualnymi” lub inicjatorami molestowania. Ofiara, uwikłana w sekretny związek, z którego nie może się uwolnić, przeżywa głęboki konflikt wewnętrzny: konflikt lojalności między miłością i szacunkiem dla sprawcy a poczuciem, że uprawianie z nim seksu jest czymś bardzo złym. Konflikt ten przejawia się często w zaburzeniach emocjonalnych, zaburzeniach zachowania, problemach wychowawczych, pogorszeniu wyników w nauce, wagarowaniu i różnego typu zaburzeniach psychosomatycznych nie mających widocznych powodów (np. bólach głowy, bólach brzucha, nudnościach).

Niepokojące zachowania dorosłych. Na co zwracać uwagę?Jednym z podstawowych celów rodziców chcących chronić swoje dziecko przed molestowaniem seksualnym powinna być próba identyfikacji zagrożeń ze strony znajomych dorosłych w trakcie procesu „urabiania” dziecka, gdy do molestowania seksualnego jeszcze nie doszło. Na tym etapie przerwanie kontaktów dorosłego z dzieckiem może być stosunkowo proste, a dziecko nie odniesie większych szkód. Aby to osiągnąć, rodzice powinni zwracać szczególną uwagę na niepokojące zachowania dorosłych wobec dzieci i nastolatków, które mogą świadczyć, że dorosły, np. krewny, znajomy lub sąsiad, stara się „urabiać” dziecko. Zachowania te mogą być na przykład następujące:

 

  • dorosły traktuje dziecko inaczej niż pozostałe dzieci, szczególnie się z nim zaprzyjaźnia, faworyzuje dziecko, stara się zdobyć jego sympatię i wdzięczność, daje mu prezenty lub pieniądze
  • dorosły chętnie i często opiekuje się dzieckiem za darmo, dąży do tego, by zostawać z dzieckiem sam na sam, bawi się z dzieckiem, chodzi z nim na spacery, zabiera na wycieczki, uprawia sporty, proponuje, że popilnuje dziecka pod nieobecność rodziców, pomaga w odrabianiu lekcji, sugeruje innym, by nie przeszkadzali i zostawiali go samego z dzieckiem (szczególny niepokój powinny budzić osoby, które zaprzyjaźniły się z dzieckiem do tego stopnia, że w efekcie spędzają z nim więcej czasu niż rodzice)
  • dorosły prosi, aby dziecko nie mówiło matce, ojcu lub innym osobom o tym, o czym rozmawiali i co robili, namawia dziecko, by miało z nim wspólne tajemnice
  • dorosły w jakikolwiek sposób podważa autorytet rodziców dziecka
  • dorosły na różne sposoby stara się nawiązywać kontakt fizyczny z dzieckiem, przyzwyczaja je do tego, że jest dotykane, np. uporczywie przytula, dotyka, całuje, łaskocze lub obejmuje dziecko, przyjacielsko kładzie rękę na ramieniu dziecka, bierze dziecko za rękę, prosi, by dziecko masowało mu plecy, prosi o pomoc w myciu pleców lub sam proponuje dziecku, że w tym pomoże, proponuje dziecku zabawy lub sporty wiążące się z bliskim kontaktem fizycznym (np. zapasy)
  • dorosły niby przypadkiem pokazuje się dziecku w niekompletnym stroju (np. w luźnym szlafroku, spod którego widać nagie ciało), chodzi przy dziecku w negliżu lub bez ubrania
  • dorosły sugeruje dziecku, że nagość jest rzeczą pozytywną, pokazuje dziecku obrazy przedstawiające nagie osoby (np. reprodukcje dzieł sztuki), proponuje dziecku wspólne pływanie nago, namawia dziecko lub jego rodzinę do uprawiania naturyzmu
  • dorosły smaruje dziecko maściami lub kremami, gdy w pobliżu nie ma matki, ojca lub innych osób i gdy nie ma takiej potrzeby
  • dorosły niby-przypadkowo wchodzi do pokoju dziecka, gdy dziecko się rozbiera, albo wchodzi do łazienki, gdy dziecko się myje
  • dorosły nie respektuje intymności dziecka, np. nie pozwala zamykać drzwi do łazienki lub toalety lub wchodzi nocą bez potrzeby do sypialni dziecka; dorosły mężczyzna namawia nieletniego chłopca do wspólnego siusiania podczas wycieczek
  • dorosły wypytuje dziecko o prawdziwe lub rzekome stosunki intymne z kolegami lub koleżankami albo wysuwa oskarżenia na ten temat, jest nadmiernie zainteresowany życiem intymnym nastolatka i próbuje w nie ingerować, np. zabrania chodzenia na randki z rówieśnikami
  • dorosły robi seksualne komentarze na temat ciała lub ubioru dziecka, żartuje z intymnych części ciała dziecka, wypytuje dziecko o czynności fizjologiczne i wygłasza komentarze na ten temat, przejawia niezwykle zainteresowanie rozwojem fizycznym dziecka
  • dorosły opowiada dziecku o swoich doświadczeniach seksualnych, relacjonuje intymne szczegóły ze swojego życia lub zwierza się na temat swojego partnera (żony, męża, narzeczonej itp.)
  • dorosły skarży się dziecku, że jest samotny, że nikt go nie rozumie itp.; zwierza się dziecku ze swoich problemów intymnych, traktując je jak dorosłą osobę

Co robić?

W przypadku zauważenia powyższych niepokojących zachowań dorosłego rodzice często stają wobec bardzo trudnego problemu. Wymienione zachowania nie są molestowaniem seksualnym i stanowią jedynie niepokojący sygnał. Obserwując takie zachowania, rodzice nigdy nie mogą mieć pewności, że dany dorosły rzeczywiście stara się „urabiać” dziecko w celu nawiązania z nim kontaktów erotycznych. Niektóre z tych zachowań mogą się pojawić w jakiejś formie u normalnych ludzi i na ich podstawie nie można nikogo oskarżyć o molestowanie lub skłonności pedofilne. Co zatem robić? Reagować czy nie reagować? Porozmawiać z dorosłym lub z dzieckiem czy nie wspominać o sprawie? Może po prostu czekać, co będzie dalej, zachowując szczególną czujność? Decyzje te są zawsze bardzo trudne i trzeba się nimi uporać w konkretnej sytuacji, biorąc pod uwagę różne czynniki. Podejmując takie decyzje, rodzice powinni pamiętać, że bezpieczeństwo dziecka jest zawsze najważniejsze. Ryzyko molestowania seksualnego jest zbyt wielkie, by można było lekceważyć niepokojące sygnały. Dorosły, którego zachowania mogą budzić niepokój, zawsze powinien się liczyć z konsekwencjami tych zachowań, gdyż w pełni odpowiada za siebie i wie, co robi. Dlatego w przypadku zauważenia niepokojących zachowań dorosłego wobec dziecka rodzice powinni starać się ograniczyć kontakty dziecka z tą osobą (może to być np. lubiany członek rodziny lub osoba ciesząca się powszechnym szacunkiem w miejscowej społeczności). Szczególnie ważne jest zadbanie, aby dziecko nigdy nie zostawało z taką osobą sam na sam. Warto także szczerze porozmawiać z dzieckiem na temat konkretnych zachowań dorosłego i powiedzieć dziecku wyraźnie, że takie zachowania mogą niekiedy stanowić wstęp do molestowania.

 

Autorka powyższego tekstu, Janina Wyżyńska, jest psychoterapeutką należącą do zespołu Grupy Synapsis w Warszawie (http://www.synapsis.pl/) i specjalizuje się w terapii osób dorosłych.

Powrót

"Przewodnik rozwodowy rodzica" M. Rymaszewska

Małgorzata Rymaszewska, psycholog, Gabinet "Rodzice i Dzieci"

Okres rozwodu to zazwyczaj bardzo trudny okres, pełen silnych emocji. W takiej sytuacji bywa, że rodzice nie zawsze w odpowiedni sposób postępują wobec swoich dzieci. Zawarte w tym przewodniku informacje pomogą Ci uchronić dziecko przed krzywdą, jaka może je spotkać w trakcie rodzicielskiego konfliktu.

1. Nie stawiaj swojego dziecka w środku konfliktu. Komunikuj się ze swoim eksmałżonkiem bezpośrednio; nie proś dzieci, aby przekazywały mu Twoje wiadomości. Nie zmuszaj dzieci do mszczenia się i manipulowania eks. Nie wyciągaj informacji od dzieci o eksmałżonku.

2. Nie proś dziecka, by wybrało rodzica. To może odbywać się dość dosłownie, kiedy rodzic pyta dziecko: „Powiedz, bardziej kochasz swojego tatusia niż mamusię, prawda?”. Może też następować bardziej okrężną drogą, kiedy jedno z rodziców zniechęca dziecko do interesowania się religią eksmałżonka. Dziecko powinno czuć, że może kochać oboje rodziców.

3. Nie obwiniaj ani siebie ani twojego eks za rozwód. Czy nam się to podoba, czy nie - małżeństwo składa się z dwojga ludzi, którzy przyczyniają się do powstania problemu. Jeśli potrzebujesz dać upust swoim emocjom spotkaj się z przyjacielem, księdzem czy profesjonalnym doradcą, ale pamiętaj, że Twoje dziecko nie powinno wiedzieć, że uważasz swojego eksmałżonka za drania. Nade wszystko nie mów dziecku rzeczy, o których nie powinno wiedzieć, które mogłyby je zranić lub zakłócić relację z drugim rodzicem tzn. dzielenie się z dzieckiem rewelacjami dot. romansu eksmałżonka lub tym, że nie chce płacić alimentów, lub nie chce się z dzieckiem spotykać.

4. Nie mów negatywnie o byłym małżonku. Nie ze względu na siebie czy eks – małżonka, ale szczególnie dla dobra dziecka nie mów przy nim negatywnie o byłym małżonku. Dzieci wiedzą, że są częścią was obojga, dlatego, gdy słyszą złe rzeczy o jednym z was wydaje im się, że także odnosi się to do nich.  Nawet stosunkowo drobne komentarze typu: „Rozwiedliśmy się ponieważ tata się zmienił.. kiedyś był inny.” Obarczają winą za to Twojego byłego małżonka. To oznacza, iż musisz ostrożnie poruszać się po cienkiej linii granicy między mówieniem prawdy a brakiem okazywania szacunku. Negatywne mówienie o eks – małżonku jest bardzo kuszące, szczególnie w początkowej fazie rozwodu. Jeśli jednak nie potrafisz się powstrzymać, zwróć się o pomoc do specjalisty.

5. Utrzymaj odpowiednie granice ze swoimi dziećmi. Nie pozwól, aby Twoje dziecko przejęło rolę rodzica bądź stało się powiernikiem Twoich uczuć dotyczących rozwodu lub jakichkolwiek trudności z nim związanych. Twoje dziecko w związku z rozwodem jest w bardzo wrażliwym stanie i potrzebuje być dzieckiem - nie powinno musieć dojrzewać za wcześnie. Niewykluczone, że dziecku podoba się ta dodatkowa siła, ale nie wszystko, co dziecko lubi jest dla niego odpowiednie. Nie dopuść, aby dziecko widziało podstawy to spania z Tobą. Dziecko musi wiedzieć, że troszczysz się o nie i jesteś w stanie zapewnić mu bezpieczeństwo, ale potrzebują także pogłębiać swoją niezależność, ponieważ stają się coraz starsze. Bywa, że rodzice śpią ze swoim dzieckiem, gdy ono jest chore, tylko po to, aby opóźnić odsyłanie dziecka do jego łóżka po powrocie do zdrowia. I kuszące jest myślenie, że to jest dobre dla dziecka, szczególnie, gdy czujesz się samotny lub samotna.

6. Ogranicz zmiany do minimum. Przeprowadzka, pójście do nowej szkoły czy  ponowne szybkie małżeństwo nie pomaga dziecku (co nie oznacza, że po . Dziecko potrzebuje stałych i znanych rzeczy w obu domach.  Małym dzieciom możesz dać coś, co będzie tzw. „obiektem przejściowym” (może to być np. pluszowy miś), który dziecko może przenosić z jednego domu do drugiego; w oczach dziecka jest jednak obiektem jest stałym i przynosi ukojenie w chwilach smutku czy tęsknoty.

7. Pozostań w życiu swojego dziecka. Niektórzy ludzie z powodu bolesnego rozwodu mogą stracić więź nie tylko ze swoim byłym małżonkiem, ale także z dziećmi.  Krótkotrwale może to przynieść ulgę, jednak na dłuższą metę takie działanie może spowodować problemy w rozwoju dziecka i w twojej relacji z dzieckiem. Dziecko nie ma wpływu na rozwód i twoim obowiązkiem jest zminimalizować ból dziecka z powodu tej sytuacji. Dziecko może czuć się porzucone – spróbuj tego nie pogorszyć.

8. Nie angażuj się w konflikt ze swoim byłym małżonkiem w obecności dzieci. Jeśli nie potrafisz mówić w sposób uprzejmy do swojego byłego małżonka to lepiej będzie jeśli się powstrzymasz. Spotkanie w miejscu publicznym, aby przekazać opiekę na dzieckiem jest czasami dobrym rozwiązaniem. Kiedy musisz porozmawiać ze swoim byłym małżonkiem, a wiesz, że może wyprowadzić Cię to z równowagi, napisz wówczas do niego list lub e-mail. Spróbuj potraktować dawne małżeństwo jako partnerstwo handlowe. Teraz masz partnera w wychowywaniu dzieci, chociaż nie jesteście już  małżeństwem. Jeśli nie potrafisz zapanować nad swoimi emocjami zwróć się po pomoc do profesjonalisty. Kontynuacja i narastanie konfliktu może być bardzo szkodliwe dla Twoich dzieci.

9. Koniecznie powiedz dzieciom, że rozwód nie jest z ich winy. Dzieci często przypuszczają, że ich rodzice rozchodzą się ponieważ one były niegrzeczne, szczególnie te w młodszym wieku szkolnym. Tym niemniej należy to powtarzać i przypominać dzieciom w każdym wieku, ponieważ dzieci na każdym etapie rozwoju inaczej przetwarzają informacje.

10.  Zadbaj o siebie i - na tyle na ile potrafisz - pozwól, by twoje życie toczyło się dalej.  Adaptacja dzieci do rozwodu pozostaje w bezpośrednim związku ze zdolnością do adaptacji rodziców do tej nowej sytuacji.  Zrób co w twojej mocy, by poradzić sobie ze stresem, konfliktem, depresją, złością, żałobą itd., tak, byś mogła zostawić te wszystkie negatywne emocje za sobą i rozpoczęła nowe życie.  Rozwód bywa często okazją do tego, byś w końcu zaczęła żyć tak, jak chcesz i być tym, kim chcesz być.  Nikt raczej nie planuje rozwodu, ale dla wielu bywa on ucieczką do lepszego życia.

11.  Pozwól dzieciom na wyrażanie uczuć.  Nawet jeśli jest to dla ciebie bolesne, znajdź sposób, by twoje dziecko mogło swobodnie wyrażać swoje uczucia i siebie.  Mówienie, rysowanie lub rozpoznawania (np. w oglądanym filmie)  przeżywanych emocji bez  konieczności przeżywania jednocześnie poczucia winy lub wywoływania w słuchającym rodzicu chęci obwiniania drugie rodzica  jest ogromnie pomocne dla dzieci rozwiedzionych rodziców.  Dziecko powinno mieć możliwość powiedzenia w życzliwej mu atmosferze nawet tego, że tęskni za drugim rodzicem lub, że u ciebie mu się nudzi (co nie oznacza, że słuchanie i przyjęcie tego jest łatwe!).  Postaraj się nie zadawać też pytań, na które odpowiedź brzmi „tak”  lub „nie”. Znaczy to, że zamiast pytać: „Czy dobrze się bawiłeś u mamy/taty w ten weekend?” możesz spytać: „Co robiliście u mamy/taty?”.

12.  Okresy przejściowe.  Okresy przejściowe, tj. tuż przed wyjściem do drugiego rodzica lub tuż po przyjściu od niego, mogą i mają prawo być dla dziecka trudne.  Rodzice często mylnie uznają to za oznakę złych relacji dziecka z drugim rodzicem. Jednak większość dzieci przejawia takie trudności.  Często w takich sytuacjach pomagają rytuały (np. wspólny obiad, rozmowa o meczu w tym tygodniu), które pomagają się dziecku „zakotwiczyć”; które mówią mu: teraz jesteś u mamy/taty. Z drugiej strony, jeśli dziecko jest wściekłe, niegrzecznie się odnosi do brata lub ciebie, klnie – nie wahaj się zastosować normalnych w takiej sytuacji metod wychowawczych.  Równolegle stwórz mu warunki, by mógł porozmawiać o tych uczuciach. Jeśli np. dziecko jest agresywne możesz mu powiedzieć, że nie ma nic złego w tym, że jest wściekłe, że jest to wręcz zrozumiałe, ale nie oznacza, że może niszczyć meble czy bić rodzeństwo. Pomóż mu też znaleźć sposób na fizyczne wyładowanie złości (uderzanie pięścią w sofę powinno być akceptowalne, ale w siostrę już nie…).

13. Zadbaj o to, by dziecko miało jak najszerszy dostęp do obojga rodziców (na tyle, na ile jest to dla niego zdrowe. I pamiętaj, że to, że twoja relacja z eks nie była zdrowa nie oznacza automatycznie, że jego relacja z dzieckiem nie będzie zdrowa. Skonsultuj się z profesjonalistą, jeśli masz wątpliwości w tej sprawie). Rodzice powinni tak zaaranżować opiekę nad dzieckiem, by uwzględniała ona jego potrzeby.  Oznacza to np., że jeżeli możesz zmienić godziny pracy, byś mógł spędzać z dzieckiem więcej czasu – powinieneś to zrobić.  Jeżeli nie możecie się zgodzić w jakiejś sprawie udajcie się do profesjonalnego mediatora (nie może nim być twój lub jego przyjaciel lub rodzic), ale za wszelką cenę unikajcie rozwiązywania konfliktów na drodze sądowej.  NIE ograniczaj  kontaktów dziecka z eksmałżonkiem z powodu nie płacenia przez niego alimentów.  Jest to zupełnie odrębne uzgodnienie pomiędzy tobą i twoim eks, dlatego  czas i uczucia dziecka żadną miarą nie mogą być mieszane z waszymi uzgodnieniami finansowymi.

14. Słuchaj swojego dziecka.  Nie staraj się łagodzić złości i bólu swojego dziecka, ale po prostu wysłuchaj go.  Ponadto, rozwód może przynieść różne dobre rzeczy i twoje dziecko może też chcieć porozmawiać o nich.  Dzieci mają tendencję do widzenia pozytywów w rozwodzie (np. dwie imprezy urodzinowe), które nam, dorosłym mogą nie przyjść nawet do głowy (nie może być to jednak wymuszone).

15. Kiedy dziecko pyta, dlaczego się rozwiedliście, spróbuj odpowiedzieć w sposób dostosowany do jego wieku.  Na przykład, w przypadku małych dzieci możesz spytać, czy dziecko lubi kakao i czy lubi sok jabłkowy.  Oba smakują dobrze, gdy pijemy je osobno. Potem możesz spytać, czy nadal smakowałyby dobrze, gdyby je połączyć razem. Zwykle dziecko wykrzywi się i wtedy możesz powiedzieć, że podobnie jest z mamą i tatą  - osobno oboje są fajni i dobrzy, ale jak są razem – smakują jak kakałko z sokiem jabłkowym. Starszym dzieciom należy się bardziej bezpośrednia, ale nie obwiniająca odpowiedź, np. „Mama i tata oddalili się od siebie”.  Spróbuj wyjaśnić zjawisko oddalania się od siebie dwojga ludzi na przykładzie innym niż wasz. Koniecznie zaznacz, że rodzice mogą wziąć rozwód ze sobą, ale nigdy ze swoimi dziećmi.  Wyjaśnij, że zawsze będziesz ich mama/tatą – niezależnie od tego co się może dziać teraz czy w przyszłości.  Warto też dodać, że po rozwodzie ludzie zwykle nie stają się ponownie małżeństwem. 

16. Kup różne książki na temat adaptacji do rozwodu dostosowane do wieku dziecka. W księgarniach pojawiają się różne opowiadania, które pokazują dzieciom, że rozwód jest sprawą dość powszechną (inaczej: „normalizują” rozwód).  Książki dla starszych dzieci odwołują się często do uczuć dzieci pokazując im, co mogą czuć w sytuacji rozwodu i dlaczego.  Nie zmuszaj dzieci do czytania tych książek, a raczej spraw, by miały do nich dostęp, gdyby miały na to ochotę.

17. Pozwól dzieciom cieszyć się z wizyt u drugiego rodzica.  Spróbuj zachować pozytywną postawę, gdy wychodzą z domu i zainteresuj się (ale bez sprawdzania swojego eks!), co robili w czasie weekendu czy wspólnego wyjścia.  Wykaż pewne pozytywne zainteresowanie życiem eks-małżonka, nawet jeśli go nie lubisz.  Dzieci powinny mieć możliwość rozwijania relacji z obojgiem rodziców, bez obawy o to, że zranią uczucia jednego z nich.  Potraktuj czas, który spędzasz bez dzieci jako okazję do odpoczynku i doładowania swoich baterii.

Opracowanie:  M. Rymaszewska i M. Jakubowska “Rodzice i Dzieci”
na podstawie: C.Ford Sori, L.L. Hecker et al. (2003)
 
The Therapist’s Notebook for Children and Adolescents, The Haworth Clinical Practice Press, NY

Powrót

"Złość i mali złośnicy" J. Stępińska

 

 

 

 

Przez wielu z nas złość jest traktowana, jako uczucie trudne, niewygodne. Nie potrafimy sobie z nią radzić u siebie, ani u innych. Zdarza się również, że traktujemy ją jak intruza, który niszczy i destabilizuje nasz świat. W efekcie tłumimy ją, albo, co gorsza, szukamy osób, okoliczności, zdarzeń, które są odpowiedzialne za to, że ją odczuwamy. Na wskazaną percepcję złości wpływ miało zapewne wiele czynników o charakterze historycznym, społecznym czy kulturowym. Jednakże w kontekście zmian, jakie dokonują się w naszym otoczeniu w zakresie świadomości siebie, jako człowieka, jako rodzica, przyjaciela, partnera, warto bliżej jej się przyjrzeć.

Przedstawiony wywód nie wyczerpuje problematyki złości, ani rozwoju dziecka, zależy mi jednak na tym, by zasygnalizować pewne problemy, które mogą pojawić się w czasie wychowania potomstwa.

Rozwój emocjonalny dziecka rozpoczyna się od momentu jego przyjścia na świat. Mały człowiek chłonie atmosferę domu, w którym wzrasta. Doświadcza emocji nawet wówczas, gdy nie potrafi jeszcze ich nazwać. Rodzice opisują i nazywają jego stan, uczucia, zachowanie, są pierwszymi nauczycielami, którzy pomagają odnaleźć się w świecie.

Uważa się, że w przybliżeniu od 2 roku zaznacza się wyraźny wzrost zdolności mówienia o emocjach i refleksji nad nimi. Dziecko zaczyna dostrzegać i nazywać emocje u siebie i innych. Uświadamia sobie, że pokazywanie określonych uczuć wywiera wpływ na zachowanie rodziców. W domu pojawiają się również pierwsze „poważne” rozmowy o uczuciach, które pogłębiają świadomość dziecka. W efekcie pojawiają się eksperymenty i pytania, np. dlaczego dziewczynka na obrazku jest smutna? dlaczego chłopczyk krzyczy? Dla dziecka bardzo ważne i niesamowicie interesujące są również doświadczenia typu: jak rodzic zareaguje, gdy zacznę wrzeszczeć lub płakać, co się stanie, gdy narysuję smutnego misia? Innymi słowy, dziecko w sposób aktywny zdobywa wiedzę na temat tego, jak powstają emocje, jakie są reakcje różnych osób na zdarzenia, uczy się również przewidywać i wpływać na zachowania i uczucia innych osób.

Pojawia się pytanie, jak mądrze, czyli z korzyścią dla dziecka, jednocześnie zachowując szacunek dla siebie wprowadzić dziecko w świat uczyć powszechnie uznawanych za „trudne”, czyli jak zapoznać je ze złością.

Radzenie sobie ze złością

Jak już wspomniałam, złość jest jedną z podstawowych emocji. W dużym uproszczeniu można przyjąć, że pojawia się w sytuacji, którą ocenimy, jako zagrażającą dla naszego „ja”.  Chodzi o to, że pojawia się, gdy zauważymy, że naruszone są nasze potrzeby zarówno na poziomie obiektywnym jak i subiektywnym, czyli związanym z naszym doświadczeniami, temperamentem i osobowością.  Złość jest emocją gorącą, o dużej sile, nieodpowiednio wyrażana może być destrukcyjna zarówno dla nas samych, jak i otoczenia.

Nauczenie dziecka jak radzić sobie ze złością, nie raniąc innych, a jednocześnie chroniąc siebie jest dla wielu rodziców wyzywaniem. Moim zdaniem, jest to trudne, z tego powodu, że przez chwilę musimy wejść w świat dziecka, który nie zawsze jest dla nas łatwy do zrozumienia. Przykłady nasuwają się same: nie wiemy, np. dlaczego dzieci kłócą się o to, że któreś weszło pierwsze do wanny, bo przecież i tak wszystkie się wykąpią. Nie rozumiemy, dlaczego stara zakurzona zabawka staje się powodem wielogodzinnej wojny, gdy nieopatrznie znalazła się rękach tylko jednego dziecka. Albo, czemu zdaniem dziecka stajemy się najgorszymi rodzicami na świecie, gdy zwrócimy mu uwagę najdelikatniej jak potrafimy? Chyba nie trzeba mówić jest wiele wymaga to cierpliwości, wyrozumiałości dla dziecka, ale i siebie. Podsumowując, w sytuacji, gdy widzimy złość, najważniejsze jest to, żeby zrozumieć, że jest ona sygnałem, że coś ważnego dzieje się z człowiekiem.

Kolejnym, moim zdaniem, ogromnie trudnym krokiem jest wzbudzenie w dziecku motywacji, żeby chciało nauczyć się kontrolować, a ostatecznie radzić sobie z własną złością. Sprostanie temu zadaniu wymaga czasem reorganizacji całego sprawnie funkcjonującego systemu rodzinnego. Trzeba zawsze pamiętać, że mały człowiek jest świetnym obserwatorem i czasem uczy się dużo szybciej niż byśmy tego chcieli. Mam na myśli to, że jeśli wybuch złości wielokrotnie ochronił go przed z jego perspektywy niekorzystną sytuacją (np. nielubianymi zajęciami), albo, że posłużę się wyświechtanym przykładem, pozwolił coś uzyskać, trudno będzie nauczyć go, że są bardziej cywilizowane sposoby rozwiązania wspomnianych problemów. Jednym rozwiązaniem takiej sytuacji jest, tzw. „cofnięcie wskazówek zegara”, czyli musimy postarać się zmienić złe nawyki dziecka, a przy okazji przemycić mu trochę wiedzy o swojej złości.

Powstaje pytanie, jak wprowadzić dziecko w świat uczuć, w tym przypadku ze szczególnym uwzględnieniem złości. Wielu psychologów (nie tylko rozwojowych), radzi, żeby przyjrzeć się emocji na poziomie fizycznym, poznawczym i behawioralnym. Chodzi o to, żeby nauczyć dziecka tego, jak przejawia się jego złość, jakie doznania jej towarzyszą, tj. co się dzieje z ciałem? Jakie myśli się mogą pojawiać? Jakie zachowania? Wszystkie te pytania stawiamy jednak w spokojnej, przyjaznej atmosferze, gdy dziecko jest spokojne i atak złości minął. Bardzo ważne jest by pomóc dziecku odpowiedzieć na postawione pytania, opisując i nazywając różne przejawy złości tj. tupanie, krzyczenie, czy nawet płacz. Ułatwi to dziecku zrozumienie powiązań między jego ciałem, myślami a uczuciami. Celem tego ćwiczenia jest uniknięcie kolejnego wybuchu złości. Trzeba również pamiętać, że nie uda się to za pierwszym razem. To, co jako rodzice możemy zrobić, to chwalić najmniejszy choćby przejaw bardziej dojrzałego zachowania. To wzbudza motywację do zmiany, wywołuje w dziecku poczucie sprawstwa, sukcesu.

Musimy pamiętać, że za wybuchem złości, kryją się ukryte, naruszone potrzeby. Inaczej mówiąc, żeby dobrze zrozumieć to, co wywołało u dziecka reakcję złości nie należy koncentrować się wyłącznie na jej przejawach, ale równie dokładnie przeanalizować sytuację, która ją wywołała. W tym celu bardzo pomocne są rozmaite zabawy z dzieckiem, lalkami, kukiełkami, pacynkami a także prace plastyczne. Można ulepić złość, ba całą historyjkę o złości, w trakcie, której można dowiedzieć się od dziecka, jakie zdarzenie wywołało opisywane uczucie u bohatera. Ważna może być także lektura książki czy bajka, w której bohaterowie doświadczają złości i potrafią sobie z nią poradzić. Można, i dzieci to bardzo lubią, przywołać również „prawdziwe historie”, z cyklu: kiedy byłem mały, to zdarzyła mi się podobna sytuacja, co Tobie i wtedy też wybuchnąłem złością, albo znałem taką dziewczynkę, która miała podobny kłopot. Możemy wtedy wspólnie z dzieckiem, wówczas ekspertem od spraw złości, wymyślić inne rozwiązania dla wspomnianych osób, można też, i to ma szczególną wartość, doszukać się podstaw takich zachowań. Dla przykładu: można omówić historię dziewczynki, która zniszczyła pracę brata, ponieważ mama go pochwaliła. W takiej sytuacji warto unikać oceny zachowania danej osoby, zamiast tego opisując ją nakierować dziecko na poszukiwanie odpowiedzi na pytania:, co wywołało zachowanie dziewczynki, co myślała o sobie i co mogła zrobić innego.

Starałam się pokazać, że warto wsłuchiwać się i obserwować swoje dziecko, żeby zrozumieć i je w sytuacji przeżywania złości. Chciałam podkreślić jak wielką sztuką jest nauczenie dziecka prawidłowgo wyrażania swojego uczucia, tak, by nie przerodziło się w wybuch, ani nie zostało stłumione. Powstaje, więc pytanie, a co dokładnie robić, gdy mamy do czynienia z samym wybuchem złości.

W literaturze wspominane są następujące rozwiązania:

 Przerwij sytuację i zadbać o bezpieczeństwo, tj. oddzielić dziecko od innych. Jeśli dziecko nie jest w stanie powstrzymać wybuchu złości, należy oddzielić je od osoby, którą mogłoby skrzywdzić, a także od innych osób, które jako świadkowie zdarzenia mogliby je skrzywdzić, np. etykietując, obrażając.

Zapewnij, że czuwasz nad bezpieczeństwem i w sytuacji zagrożenia może zwrócić się do Ciebie z prośbą o pomoc, zarówno, gdy widzę złość u kogoś, jak i pierwsze jej symptomy u siebie.

Pokaż konsekwencje wybuchu złości dla niego i drugiej osoby. Naucz również tego, jak przepraszać i wybaczać.

W ten sposób pokazujemy dziecku to, że złe zachowanie nie jest równoznaczne z tym, że ono samo jest złe, oraz to, że zawsze można się poprawić. Tym samym warto podkreślić, że ufa się swojemu dziecku, że będzie potrafiło następnym razem inaczej poradzić sobie z trudną sytuacją. Zazwyczaj po sytuacji złości pada magiczne zdanie: „więcej już tego nie zrobię, obiecuję”, kiedy dziecko widzi, co złego zrobiło, odczuwa lęk i wstyd, wydaje mi się, że dobrze wówczas wesprzeć go, wymyślić dokładnie, co innego zrobi w tej sytuacji i pomóc naprawić szkody.

Ostatnia kwestia, o jakiej należy wspomnieć to, trudne zachowania dziecka, które mimo naszego wysiłku, zrozumienia i pracy nadal się utrzymują i uniemożliwiają mu nawiązywanie bliższych relacji czy naturalny rozwój. Mam tu na myśli takie dzieci, które łatwo wpadają w złość, są drażliwe, niespokojne, gotowe do ataku, przy czym stan ten utrzymuje się dłuższy czas i nie jest związany z jakimiś zmianami w życiu dziecka. Dobrze jest wówczas zwrócić się o pomoc do psychologa, czy lekarza, aby wykluczyć poważniejsze problemy związane zarówno z jego rozwojem, jak i rodziną.

Podsumowując, warto zacytować wyniki badań, które podkreślają, że te dzieci, które konstruktywnie i adekwatnie kierują swoimi emocjami oraz potrafią trafnie interpretować stany emocjonalne innych osób są bardziej lubiane, popularne w gronie rówieśników (Schaffer, 2005).  Nie wolno również zapominać o tym, że dzieci uczą się od nas sposobów wyrażania złości i radzenia sobie ze złością. Przy czym nie traktujmy, jako porażki sytuacji, kiedy nie udało nam się nad nią zapanować, ale jako materiał do nauki i wychowania dziecka

Autorka: Joanna Stępińska, psycholog, Gabinet Rodzice i Dzieci

Artykuł opracowano na podstawie następujących książek i artykułów:

Harwas – Napierała, B., Trempała, J.(2003). Psychologia rozwoju człowieka. Charakterystyka okresów życia człowieka. T.2. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Obuchowska, I. (2003). Kochać i rozumieć. Część 3. Poznań: Media i Rodzina, str.129 – 157.
Schaffer, H. R. (2004). Psychologia dziecka. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Sparrow, J. D. (2005)."I'm So Mad...!" ,  Scholastic Parent & Child, Vol. 12, 6, USA.
Vasta, R., Haith, M. M., Miller, S. A. (1995). Psychologia dziecka. Warszawa: WSiP.

 

 

 

 

 

Powrót

Strony