Depresja poporodowa i jej wpływ na rozwój dzieci

Małgorzata Rymaszewska, psycholog, Gabinet „Rodzice i dzieci”

Pracując od wielu lat z dziećmi lękowymi zastanawiałam się nad możliwymi przyczynami tego zjawiska. Nowej perspektywy dostarczył mi artykuł Katji Gaschler z 1. numeru Scientific American Mind z 2008r. p.t. „Misery in Motherhood”, mówiący o wpływie depresji poporodowej na rozwój dzieci. Wiedzę tę potraktowałam jako narzędzie profilaktyki zaburzeń lękowych u dzieci i dlatego serdecznie namawiam mamy doświadczające depresji poporodowej do jak najszybszego szukania specjalistycznej pomocy w celu nie tylko ulżenia własnemu cierpieniu, ale również w celu zapobieżenia rozwinięciu się problemów emocjonalnych i społecznych u dzieci.

Depresja poporodowa i jej występowanie

Depresja poporodowa (DP) jest zjawiskiem występującym na całym świecie (z różnym nasileniem rozpowszechnienia). Jej najczęstsze objawy to zwiększona płaczliwość, irytacja, poczucie bezsensu i nudy, poczucie bycia złą matką, nadmierny lęk o życie i zdrowie dziecka.  Czasem symptomy są też bardziej przerażające i niepokojące: lęk, że zrobi się dziecku krzywdę, myśli samobójcze, zaburzenia koncentracji i snu, bardzo nagłe i głębokie zmiany nastroju, problemy z oddychaniem, palpitacje, ciągłe bóle głowy, myśli obsesyjne, a nawet halucynacje (zawsze jednak diagnozę depresji musi postawić lekarz psychiatra).

Skąd się bierze depresja poporodowa?

Przyczyny DP nie są do końca znane, jednak uważa się, że ogromne zmiany hormonalne, jakie mają miejsce tuż po porodzie mogą ją wywoływać u podatnych na nią kobiet. Na wzrost podatności na DP z kolei, wg. ostatnich badań, ogromny wpływ mają wcześniejsze epizody depresji (przed lub w czasie ciąży).

Niezależnie jednak od przyczyn depresji poporodowej, badania wskazują na jej wpływ na osłabienie tworzącej się więzi między matką i noworodkiem, a potem niemowlęciem.  Oznacza to, że konsekwencje depresji dotyczą nie tylko kobiety, ale również jej dziecka. Dziecko kobiety doświadczającej DP, z upływem czasu i nieleczenia DP, staje się bardziej pasywne, niepewne siebie, lękowe, negatywistyczne i zahamowane społecznie niż jego rówieśnik (w wieku 1-3 lat), którego matka była zdrowa. Badania wskazują również, że DP NIE ma długotrwałego wpływu na rozwój intelektualny dzieci.

Mimo że doświadczenie depresji stanowi ogromne cierpienie dla matek wiele z nich nie decyduje się na leczenie – często ze wstydu z powodu emocji, które wg. nich są nieuzasadnione. Być może zatem świadomość wpływu, jaki DP ma na rozwój więzi z dzieckiem i na jego rozwój emocjonalny, będzie stanowiła dodatkowy bodziec, by skonsultować się ze specjalistą i jak najszybciej podjąć leczenie.   

Badania pokazują jednak, że leczenie samej matki, mimo że skuteczne i często szybko przynoszące ulgę, nie jest wystarczające. Wyleczone matki nadal obserwowały bardziej lękowe przywiązanie i większy poziom negatywizmu u swoich dzieci. Dlatego, oprócz terapii indywidualnej (psychologicznej czy farmakologicznej), zaleca sie również terapię dla pary matka-dziecko. Celem takiej terapii jest wzmocnienie wzajemnej więzi dziecka i matki. Odbywa się to poprzez analizę interakcji matka-dziecko i zmianę niekorzystnych wzorców zachowań, które rozwinęły się w czasie trwania depresji.  Pozwala to na nie utrwalenie się lękowych zachowań u dzieci i zmniejszenie ryzyka wystąpienia problemów emocjonalnych i społecznych w przyszłości.  Terapia taka może odbywać się równoległe z leczeniem indywidualnym matki. Zwraca się również uwagę na ogromną rolę ojca (lub innej osoby), który poprzez rozwinięcie bliskiej, bezpiecznej więzi z niemowlęciem może osłabić efekt depresji matki na dziecko.

Podsumowując, z uwagi na subiektywne cierpienie jakie wywołuje depresja poporodowa, na jej wpływ na dziecko oraz na długotrwałość jej efektów, pragnę jeszcze raz zachęcić wszystkie doświadczające depresji mamy o nie zwlekanie z podjęciem natychmiastowego i kompleksowego leczenia, a osoby w ich otoczeniu do wsparcia ich w tym działaniu.

Źródło:

Katja Gaschler „Misery in Motherhood” w: Scientific American Mind, tom 19, nr 1, str. 67-73.

Powrót

"Święta to nie tylko Mikołaj" M. Rymaszewska

Monika Leśniewicz, Życie Warszawy, 23-12-2008, ostatnia aktualizacja 23-12-2008 19:26

Jeśli dla nas święta to przede wszystkim prezenty, to nasze dzieci też będą tak myślały o Bożym Narodzeniu. Co zrobić, by to zmienić – radzi psycholog i psychoterapeuta z Małgorzatą Rymaszewską.
 
Co zrobić, by „nauczyć” dzieci, że święta to jednak głównie czas spędzony razem?

Małgorzata Rymaszewska:Dzieci podchodzą do większości zjawisk w życiu podobnie jak ich rodzice. I trudno mówić tu o jakimkolwiek świadomym uczeniu. Jeśli my sami w okresie przedświątecznym będziemy przede wszystkim biegali za prezentami, ozdobami, jedzeniem i niewiele czasu będziemy spędzać z rodziną, to naszym dzieciom właśnie z tym będą kojarzyły się święta. Jeżeli dzieci w tym czasie czekają zwłaszcza na prezenty, to dlatego, że na to kładliśmy nacisk podczas wcześniejszych świąt. Jeśli chcemy, by święta były przede wszystkim czasem, w którym rodzina jest razem, zadbajmy o to i o miłą atmosferę rodzinnych spotkań. Jeżeli zaś zależy nam na wartościach religijnych – na ich podkreśleniu – skupmy nasz wysiłek i nie zapomnijmy o rytuałach kościelnych. Myślę też, że podtrzymywanie samej tradycji dla tradycji – opłatka, 12 dań, choinki – bez podkreślenia tego jakimś pierwiastkiem duchowym (religijnym czy wspólnotowym), nie jest dla dzieci atrakcyjne i na koniec rzeczywiście liczą się tylko prezenty.

A jak rozbudzać w dzieciach potrzebę troszczenia się o innych?

MR: Tak samo – przez dawanie przykładu. Bez tego wszelkie sugestie, by dzieci pobawiły się w Świętego Mikołaja, będą bezowocne lub będą tym właśnie – zabawą w Mikołaja. Do przekazania dziecku troski o innych jako wartości nie wystarczy dodatkowy talerz postawiony na wigilijnym stole, ale autentyczny czas, który poświęcimy innym.

W święta nie chodzimy do pracy, szkoły, przedszkola. Jak najlepiej wykorzystać wspólne chwile?

MR: Święta „przelatują”, gdy skupiamy się na działaniu, a nie na „byciu” razem. Jeśli w tym czasie będziemy biegać od jednej organizacji charytatywnej do drugiej, od przygotowania jednego dania do drugiego – przelecą. Jednak nie obwiniajmy się nadmiernie i pamiętajmy, że bycie razem wcale nie jest takie łatwe. I jeśli brakuje tego w naszej codzienności, to nie stanie się tak po prostu w święta. Te jednak mogą być dobrą okazją, by zacząć uczyć się być razem: bez telewizora, komputera, gazety, alkoholu. By zacząć siebie słuchać, mówić o sprawach dla nas ważnych, by zacząć się wspólnie śmiać, przytulać, planować. To, według mnie, jest tym, co pozostaje i co pamiętamy w ten szczególny sposób.

Czy tego chcemy, czy nie, największa atrakcja to Święty Mikołaj. Dlaczego warto podtrzymywać tradycję?

MR: Myślę, że dlatego, że nadaje świętom znamion magiczności, a więc wpisuje się w dziecięcy sposób rozumienia świata. I sprawia frajdę dorosłym – pozwala przypomnieć sobie lub przeżyć magię świąt na nowo lub poczuć się fajnymi rodzicami. W czym oczywiście nie ma niczego złego!

Czy dzieci warto angażować w świąteczne przygotowania?

MR: Tak, ale tylko pod warunkiem, że mamy na to czas i cierpliwość i nie potraktujemy ich jak intruzów w kuchni, zawalidróg w supermarkecie i służących do sprzątania. Jeśli potrafimy dzielnie poradzić sobie z rozsypaną mąką i z przez cały dzień niesprzątniętym pokojem, bo nasz „pomagacz“ się w nim bawi zamiast sprzątać – może to być okazja do pokazania dziecku, że w tworzeniu atmosfery świąt wszyscy domownicy mają swój ważny udział.

Powrót

Zajęcia adaptacyjne w przedszkolu

Pierwszy krok w dorosłość

Monika Leśniewicz 03-06-2008, Życie Warszawy, ostatnia aktualizacja

Jeśli jesteś mamą lub tatą przyszłego przedszkolaka i masz możliwość udziału w zajęciach adaptacyjnych – koniecznie z tego skorzystaj. Być może dzięki temu wrześniowe rozstanie będzie mniej stresujące dla twojego dziecka i dla ciebie.

W czerwcu wiele przedszkoli – zarówno publicznych jak i niepublicznych – organizuje dla kandydatów na przedszkolaków specjalne dni adaptacyjne.
W zależności od placówki rodzice z maluchami mogą uczestniczyć w zajęciach w godzinach popołudniowych lub w weekendy, kiedy w przedszkolu nie ma dzieci ze starszych grup. Wielu rodziców zastanawia się nad tym, czy udział w takich zajęciach ma sens, czy maluch za kilka miesięcy po prostu ich nie zapomni.

Buduj bezpieczeństwo

– Jeśli tylko takie zajęcia są organizowane, warto z nich korzystać tak intensywnie, jak się da. Im lepiej dziecko zapozna się z nowym otoczeniem, tym bezpieczniej się w nim poczuje, nawet jeśli w czasie wakacji zapomni imiona kolegów, gdzie leżą kredki itp. – mówi Małgorzata Rymaszewska, psycholog dzieci i młodzieży z Gabinetu Psychologiczno-Pedagogicznego Rodzice i Dzieci. – Z relacji przedszkolanek wynika, że im więcej czasu dziecko spędzi w przedszkolu w czasie zajęć adaptacyjnych, tym łatwiej mu później pójść do placówki po wakacjach, bo jest lepiej przygotowane do zmian, które we wrześniu w jego życiu nastąpią. Ma też więcej „materiału” do myślenia i omawiania z rodzicami w czasie wakacji! – dodaje.
Psycholog przyznaje jednocześnie, że w praktyce często wygląda to tak, że rodzice przyprowadzają dziecko na zajęcia adaptacyjne parę razy, a następnie rezygnują. Tymczasem niespełna trzyletni maluch na poznanie otoczenia potrzebuje dużo więcej czasu niż rodzice.
– To, że rodzice po paru wizytach już wszystko wiedzą o przedszkolu, to nie znaczy, że dziecko też. Często poczucie, iż zajęcia takie nie mają sensu, bierze się stąd, że maluch zbyt mało czasu spędził, adaptując się w ten sposób – podkreśla Małgorzata Rymaszewska.
Kolejnym problemem, bardziej rodziców niż ich dzieci, jest to, w jaki sposób uczestniczyć w zajęciach adaptacyjnych. Być cały czas blisko czy powoli odsuwać się, pozostawiając dziecko pod opieką wychowawczyń? Zdaniem psychologa, podczas dni adaptacyjnych warto dostosować się do oczekiwań dziecka i bacznie je obserwować, by w tym okresie i w czasie wakacji dać mu wsparcie w obszarach, w których jest mu nadal trudno.

Małymi krokami
Psycholog radzi, by rodzice także na własną rękę podejmowali działania, które pomogą dziecku przezwyciężyć trudności. Powinni budować zaufanie dziecka do innych osób dorosłych opiekujących się nim, stopniowo zmniejszając stopień ich bliskości do pociechy i zwiększając czas, jaki dziecko z nimi spędza. – To znaczy, że najpierw zostawiamy malucha z tatą czy babcią, dopiero na koniec z mamą innego dziecka i najpierw wychodzimy z pokoju, w którym dziecko zostaje z inną osobą dorosłą, a dopiero po jakimś czasie zostawiamy je na pół dnia z ciocią i idziemy na zakupy oraz spotkanie z przyjaciółką. Inne działania, które warto podejmować, to zwiększanie poczucia bezpieczeństwa dziecka w otoczeniu rówieśników poprzez chodzenie z nim na place zabaw, umawianie się na spotkania z mamami innych maluchów. Dzieci są mniej przewidywalne w swoich reakcjach od dorosłych i jeśli maluch nie miał z nimi wcześniej do czynienia, nagły płacz innego dziecka lub wyrwanie zabawki mogą budzić przerażenie – mówi Małgorzata Rymaszewska.

Zajęcia bez mamy...
Przełomowym momentem dni adaptacyjnych jest pierwsza próba rozstania z mamą i pozostania pod opieką wychowawczyni na kilkadziesiąt minut. Opinie wśród rodziców są podzielone: zostawić malucha mimo łez i rozpaczy, czy też zaoszczędzić mu nerwów i w razie czego wrócić do dziecka?– To ważna próba dla dziecka i ważna informacja dla rodziców. Jeśli dziecko stanowczo odmawia rozstania z mamą, to dni adaptacyjne nie są czasem, by go tego uczyć. Ten okres ma się dziecku dobrze kojarzyć. Warto je jednak delikatnie zachęcać do oddalania się, wskazując na możliwość podejścia do mamy w każdej chwili i niezabawiania malucha w czasie, gdy nie uczestniczy w zabawach z innymi pociechami – wyjaśnia Małgorzata Rymaszewska.
– Jeśli będziemy bardziej atrakcyjni niż ciocia w przedszkolu i proponowane zajęcia choćby poprzez poświęcanie dziecku całkowitej uwagi, nie dziwmy się, że ono będzie wolało siedzieć z nami, niż podejść do swoich grupy. Zwykle, po paru zachętach i nudzie w towarzystwie dorosłych, dziecko oddala się od mamy coraz bardziej i na coraz dłużej. Dajmy mu jednak czas – podkreśla psycholog.
Życie Warszawy

Powrót

Gdy nasze dzieci kłócą się z innymi

Gdy nasze dzieci kłócą się z innymi

Z Małgorzatą Rymaszewską, psycholożką i psychoterapeutką z gabinetu Rodzice i Dzieci, rozmawia Ewa Pągowska (www.edziecko.pl)
2008-12-22, ostatnia aktualizacja 2008-12-16 11:26

Kiedy spotykamy się z zaprzyjaźnionymi rodzinami, nieraz dochodzi do kłótni między maluchami. To jedna z bardziej niezręcznych sytuacji dla nas, rodziców.

Czy kiedy przyjmujemy znajomych z dziećmi u siebie, albo jesteśmy u nich z wizytą, powinniśmy przez cały czas być obecni przy zabawie naszych malców?

Skąd ten pomysł? Dzieci mogą zająć się sobą, a dorośli sobą. Maluchom swobodna zabawa zwykle dostarcza więcej radości, niż nadzorowana przez rodziców. Oczywiście zakładam, że miejsce, w którym mają przebywać dzieci, zostało tak urządzone, że nie grozi im niebezpieczeństwo - nie spadnie na nie żadna szafa, ani półka.

Ale przecież dzieci kłócą się, popychają, wyrywają sobie zabawki...

To nie powód, by cały czas kontrolować dzieci. Nieustannie pilnując maluchów i drżąc o ich bezpieczeństwo, w pewnym sensie wyrządzamy im krzywdę. W ten sposób przekazujemy bowiem informację, że świat jest niebezpieczny i pełen wrogów lub że one same nie zasługują na nasze zaufanie. Zaszczepiamy w nich lęk. Lepiej, dopóki nasze dziecko chce się bawić z dzieckiem znajomych, uznać, że wszystko jest w porządku i nie ingerować w zabawę.

Co więc robić, gdy z dziecięcego pokoju zaczynają dochodzić odgłosy kłótni?

Nic. Już prędzej zajrzałabym tam, gdyby zaległa cisza, bo to może oznaczać, że dzieci wpadły na jakiś niezbyt bezpieczny pomysł i np. obcinają sobie włosy nożyczkami do papieru. Jeśli słychać jedynie sprzeczkę, ale nikt nie płacze ani nie biegnie do nas na skargę, nie interweniujmy. Pozwólmy samym dzieciom znaleźć wyjście z sytuacji. Jeśli będziemy rozwiązywać każdy konflikt, to zawsze będą zabiegały o nasze wstawiennictwo. Kilkulatek przyzwyczajony do tego, że jak się tylko skrzywi, to rodzice wezmą go w obronę, może się nawet posunąć do tego, że sam się uszczypnie i zawoła: "mamo, on mnie uszczypnął" - żeby tylko postawić na swoim.

A jak postąpić, jeśli dzieci przyjdą do nas na skargę?

Zacznijmy od założenia, że całej prawdy i tak nie poznamy. Nawet jeśli wydaje nam się oczywiste, że wina leży po stronie dziecka przyjaciółki, a dowodem ma być guz na czole naszego malca, powstrzymajmy się od ferowania wyroków. Ten, kto uderzył, mógł zostać sprowokowany. Oczywiście agresja nie jest sposobem na rozwiązywanie konfliktów i dzieci muszą tę informację od nas usłyszeć. Chodzi mi jednak o to, by nie mówić "ty jesteś winny, a ty niewinny". Lepiej obojgu powiedzieć: "jeśli będziecie się bić, to nie będziecie się razem bawić". Można nawet na kilka minut rozdzielić dzieci. Trzeba także dopuścić, że czasem jedno może drugiemu sprawić ból niechcący. Bywa, że ma nawet bardzo dobre intencje, bo na przykład chce to drugie przytulić, ale zrobi to za mocno i tamto zacznie płakać. Wtedy po powrocie do domu warto razem z malcem wszystko przeanalizować. Zapytać np.: "po co przytulamy?" Jeśli dziecko odpowie: "żeby było przyjemnie", zadajemy kolejne pytanie: "a czy jak się tak mocno kogoś ściśnie, to jest mu przyjemnie?"... I tak drążymy temat do momentu, kiedy dziecko samo dojdzie do wniosku, jak przytulać, żeby to było miłe. Takie naprowadzanie dzieci na rozwiązanie problemu metodą zadawania pytań, jest dużo lepsze, niż dawanie gotowych wskazówek.

Co robić, gdy dzieci bardzo różnią się temperamentem? Nasze jest powolne, a to drugie pełne energii?

Jeśli synek znajomych nie jest agresywny, tylko przyzwyczajony do zabaw, w których siła i sprawność gra decydującą rolę, wtedy warto z nim porozmawiać. Można mu zaproponować, by zaopiekował się naszym malcem i np. pouczył go ciosów karate. Wcześniej trzeba z nim jednak omówić, jak ma to robić, by nie wyrządzić krzywdy. Przewagę silniejszego można więc potraktować jako atut i pomóc mu ją dobrze wykorzystać.

A jeśli chłopiec jest agresywny i celowo robi krzywdę?

Jeśli nie wyrabiamy sobie opinii o nim na podstawie jednego incydentu, tylko kilku spotkań, w czasie których naumyślnie spycha nasze dziecko z krzesła, bije, albo grozi (na własne uszy słyszałam, jak pewien chłopiec powiedział do drugiego: "wepcham ci do buzi szkło, żebyś wymiotował krwią, a potem cię zabiję"), radziłabym unikać spotkań z nim. Nie zapraszać do siebie i nie chodzić do niego.

Bywa, że to nasze jest uznawane za agresora. Co wtedy?

Jeśli rzeczywiście nasze dziecko zachowuje się niegrzecznie, trzeba z nim porozmawiać i postawić sprawę jasno: "jeśli będziesz bić inne dzieci albo niszczyć im zabawki, to nie pozwolę ci się z nimi bawić". Warto też razem z nim się zastanowić, z czego bierze się jego niewłaściwe zachowanie i co można zrobić, by je zmienić.

A jeśli uważamy, że zarzuty np. naszej sąsiadki są bezpodstawne?

Przede wszystkim kiedy ktoś zaczyna krytykować nasze dziecko - a nie jedynie zwracać mu uwagę - można mu przerwać i spokojnie powiedzieć "wiesz, wolałabym sama to załatwić". Na osobności natomiast można mu zaproponować, by spotykać się bez dzieci, bo zabawa wyraźnie się nie klei. Jeśli oskarżenia były rzeczywiście przesadzone, to sąsiadka kierowała je zapewne też pod adresem innych dzieci i w gruncie rzeczy uważa, że nie ma dla jej malca odpowiedniego towarzystwa. Być może po pewnym czasie uświadomi sobie, że swymi uwagami może skazać dziecko na samotność i będzie chciała załagodzić sytuację. Warto wtedy dać im kolejną szansę.

Czy w ogóle mamy prawo zwracać uwagę cudzemu dziecku?

Moim zdaniem tylko wtedy, gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo. W innych sytuacjach lepiej się od uwag powstrzymać. A już na pewno od oceniania dziecka, mówienia: jesteś zły, niedobry, niegrzeczny itd. Zresztą takich słów żadne dziecko od nikogo nie powinno słyszeć. Można natomiast zwrócić uwagę małemu gościowi, który łamie zasady panujące w naszym domu. Trzeba mu wyjaśnić, że np. u nas nie wchodzi się z butami na kanapę, czy nie maluje po ścianach. Dobrze, by dziecko miało okazje się nauczyć, że w różnych miejscach panują różne zasady i trzeba się do nich dostosować. Nie zasady lepsze czy gorsze, tylko inne.

A jeśli dziecko znajomych zachowuje się, naszym zdaniem, karygodnie: przeklina albo kopie rodziców? Możemy zwrócić mu uwagę?

Raczej nie. Możemy jedynie porozmawiać z naszym, żeby nie naśladowało kolegi. Nie radziłabym też robić uwag rodzicom. Wyjątkiem jest sytuacja, kiedy zagrożone jest bezpieczeństwo dziecka, np. widzimy, że koleżanka nie pilnuje swojego malca, kiedy ten bawi się nad stawem. Wtedy możemy podzielić się z nią naszym niepokojem. Trzeba jednak zrobić to taktownie. Niedopuszczalne jest krytykowanie rodziców przy ich dzieciach.

To się jednak zdarza, nawet często. Można np. usłyszeć: "nie pozwalasz mu pić coca-coli? To chyba przesada" albo: "już dawno powinnaś ją nauczyć jeździć na rowerze". Jak na to reagować?

Jeśli uwagi są sporadyczne, ucinać je i nie wracać do sprawy. Jeśli pojawiają się często, poprosić koleżankę, by ich nie robiła. Co do jedzenia, warto pamiętać, że to rodzice ustalają, co dziecko może jeść i ich decyzja jest niepodważalna. Zanim więc poczęstujemy kilkulatka jakimś smakołykiem, dobrze jest zapytać jego mamę o zgodę. A jeśli chodzi o porównywanie dzieci, ich umiejętności i stopnia rozwoju, to nie musi ono być szkodliwe, ale wnioski lepiej zachować dla siebie.

Przecież mówi się żeby dzieci nie porównywać.

Wszystko zależy od tego, czemu te porównania mają służyć. Jeśli nasz dwulatek nic nie mówi, to obserwacja jego rówieśników zmobilizuje nas do wizyty u specjalisty. Ale na pewno nie ma sensu stawać do wyścigu o to, które dziecko zna więcej literek albo jest bardziej przebojowe. Wiem, że szczególnie to ostatnie spędza rodzicom sen z powiek. Martwią się, kiedy ich malec poddaje się woli innych dzieci i nie chce walczyć o swoje.

Bo boją się, że nie poradzi sobie w życiu...

Wcześniej powinni się upewnić, czy dziecku to rzeczywiście przeszkadza. Jeśli tak, to muszą się zastanowić, skąd wzięła się jego bierna postawa. Może sami ją wykształcili nieustannie sterując dzieckiem? Jeśli nie pozwalamy kilkulatkowi o niczym decydować, ani buntować się przeciwko nam, to nie możemy oczekiwać, że potem on będzie umiał zadbać o swoje interesy. Może jednak okazać się, że maluch jest bardzo zadowolony z tego, że nie gra roli lidera i choćby nam samym to przeszkadzało, powinniśmy się z tym pogodzić. Najlepsze, co możemy zrobić, to zaakceptować dziecko takim, jakim jest, razem z jego mniejszą przebojowością, niechęcią do gier planszowych czy wspinania się po drabinkach.

Powrót

Zajęcia dodatkowe dla przedszkolaków

Na naukę czasem jest za wcześnie

Z Małgorzatą Rymaszewską, psychologiem, psychoterapeutką i dyrektorem Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej "Rodzice i Dzieci"  rozmawia Ewa Pągowska (www.edziecko.pl)
2008-03-26, ostatnia aktualizacja 2008-03-25 16:17

Zanim zapiszemy dziecko na kolejne zajęcia, odpowiedzmy sobie szczerze na pytanie, czyje potrzeby realizujemy - jego, czy swoje własne?

 
Co pani sądzi o uczeniu rocznych dzieci czytania?

Można to robić, tylko po co? Jak pokazują badania, większość dzieci, bez względu na to kiedy rozpoczęły tę naukę, w wieku około 10 lat czyta mniej więcej tak samo. Oczywiście niektóre są szczególnie uzdolnione w tym kierunku. One zwykle uczą się czytać wcześniej niż rówieśnicy i nie są im do tego potrzebne ani specjalne metody, ani zachęty. Pamiętajmy, że edukacja zawsze musi być dostosowana do indywidualnych potrzeb i możliwości dziecka. Ostatnio obserwuję niebezpieczną tendencję poganiania maluchów w rozwoju. Przykładem może być posyłanie dwulatków do przedszkola i oczekiwanie od nich, że będą umiały się ze sobą bawić. A przecież nawet trzylatki często jeszcze tego nie potrafią i bawią się nie tyle ze sobą, co obok siebie.

Na drugim krańcu są rodzice, którzy całkowicie rezygnują z posyłania dziecka do przedszkola. Czy słusznie?

Nie. Zwłaszcza w dużym mieście, gdzie większość dzieci chodzi do przedszkola. Te, które zostaną w domu, później w zerówce mogą mieć kłopot z odnalezieniem się w grupie... Spotkałam kiedyś chłopca, który nie rozumiał, co znaczy, jak mu kolega pokaże język. Nigdy wcześniej się z tym nie spotkał. Zawsze chodził na spacery z dziadkiem za rękę i prowadzili uprzejme rozmowy. 
Na ile istotny jest wybór przedszkola? Wielu rodziców obawia się, że posyłając dziecko do placówki, w której nie ma bogatej oferty zajęć dodatkowych niemalże przekreślają jego przyszłość.

Najważniejsze przy wyborze przedszkola jest to, by pracujące w nim panie potrafiły zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa, zaspokoić jego potrzeby emocjonalne i społeczne. Ważne jest ich przygotowanie pedagogiczne i doświadczenie. Czasami w przedszkolu jest mnóstwo wspaniałych zajęć, ale personel nie potrafi właściwie zareagować na dziecięcą kłótnię czy bójkę. Angielski, karate, lepienie z gliny mogą być więc atutem przedszkola, ale nie głównym kryterium wyboru.

A angielski? Panuje przekonanie, że żeby dziecko w przyszłości dobrze posługiwało się tym językiem, to musi rozpocząć naukę najpóźniej w przedszkolu.

Na pewno dzięki temu będzie mu trochę łatwiej opanować ten język w szkole. Jednak jego przewaga nad rówieśnikami, które nie miały kontaktu z angielskim kontaktu nie będzie nie będzie taka duża. Przecież żadne dziecko, które uczyło się obcego języka wyłącznie w przedszkolu albo na zajęciach dodatkowych (nawet prowadzonych metodą Helen Doron) nie potrafi się nim posługiwać. Ja w każdym razie jeszcze takiego nie spotkałam. Do tego potrzebny jest wielogodzinny, codzienny kontakt z językiem.

Ile zajęć dodatkowych może mieć trzyletni przedszkolak?

Jeśli spędza w przedszkolu 8-9 godzin, to nie powinien mieć już żadnych zajęć dodatkowych. Oczywiście są wyjątki. Niektóre dzieci same szukają nowych wrażeń. Wciąż im mało. Z takim dzieckiem po przedszkolu można się ewentualnie wybrać na basen. Jednak nie po to, by uczyło się pływać, tylko, żeby sobie mogło pobaraszkować w wodzie. Dodatkowe zajęcia można na pewno zaproponować dzieciom, które spędzają w przedszkolu tylko trzy godziny dziennie. Zanim jednak to zrobimy, odpowiedzmy sobie szczerze na pytanie: czyje potrzeby realizuję - dziecka, czy swoje? Najpierw zapytajmy malucha, czy rzeczywiście ma na nie ochotę.

A jeśli nie ma, ale jest ruchowo mniej sprawny niż rówieśnicy i rodzice uważają za swój obowiązek pomóc mu dogonić grupę?

Ale czy to oznacza, że od razu muszą go zapisywać na judo czy tenisa? Czasem wystarczy zabrać go kilka razy na plac zabaw. Poza tym to zupełnie normalne, że dzieci nie rozwijają się we wszystkich dziedzinach równomiernie. Zresztą z czasem zwykle wszystko się wyrównuje. O wiele gorsze od mniejszej sprawności ruchowej jest dla dziecka bezustanne porównywanie z go z rówieśnikami. Przecież ono wyczuwa, że jesteśmy z niego niezadowoleni i samo zacznie źle myśleć o sobie.

A jeśli rodzice posyłają dziecko na dodatkowe zajęcia bo uważają, że ono ma jakieś szczególne zdolności i chcą je rozwijać?

To ważne, by odnaleźć i pielęgnować w dziecku jego talenty. Nie tyle po to, by wkrótce stało się najlepsze w jakiejś dziedzinie, ale by wzmocnić jego poczucie własnej wartości. Jeśli lubi muzykę, ma słuch i poczucie rytmu, możemy je zapisać na naukę gry na pianinie. Czas pokaże, czy rzeczywiście je to interesuje i czy ma w tym kierunku predyspozycje. Jednak nawet jeśli dziecko jest wszechstronnie utalentowane, oprzyjmy się pokusie zapisywania go na szereg rożnych zajęć. Nawet jeśli będzie o to prosić. Wybierzmy wspólnie najwyżej dwa ich rodzaje, tłumacząc mu, że musi mieć jeszcze czas na odpoczynek i zabawę.

Czym grozi przemęczenie dziecka?

Zaburzeniami jego rozwoju. Emocjonalnego, fizycznego i intelektualnego. Jeśli zabierzemy przemęczonego malucha do teatru, to on i tak nie odbierze spektaklu, nie przetworzy go i nie zrozumie sensu przedstawienia. Zmęczone dzieci nie potrafią się na niczym skupić i często uciekają w chorobę - u trzylatków są to najczęściej bóle głowy albo brzucha, a także lęki. Maja też często mniejsze poczucie bezpieczeństwa, bo nadmiar zajęć oznacza zazwyczaj ograniczony kontakt z rodzicami. Mnie nie przekonuje argument, że dziecko świetnie się bawi na tych wszystkich zajęciach dodatkowych, a ta godzina, która pozostaje mu na kontakt z rodzicami, jest spędzona bardzo atrakcyjnie. Nie zgadzam się z opinią, że liczy się tylko jakość spędzanego z dzieckiem czasu. Ilość też jest ważna.

A jeśli jesteśmy z dzieckiem np. sześć godzin dziennie, to czy rzeczywiście przez cały ten czas musimy mu proponować nowe zabawy, uczyć je i pobudzać w rozwoju?

Oczywiście, że nie. Nie ma nic złego w tym, że mama leży na kanapie i rozwiązuje krzyżówkę, a synek bawi się obok klockami, potem coś tam sobie razem zbudują, a później pójdą do sklepu. Ciągłe skupianie się na maluchu i organizowanie mu czasu prowadzi często do zaburzeń koncentracji uwagi i braku samodzielności.

To znaczy, że nie powinniśmy interweniować, kiedy dziecko w kółko wybiera tę samą zabawę?

To normalne, że dziecko w pewnych okresach swojego życia chce się wciąż bawić w to samo. Możemy mu pokazać inne możliwości spędzania czasu, ale nie powinniśmy go do niczego zmuszać. Czasem wystarczy pozwolić mu bawić się np. kolejką, a samej usiąść obok i zająć się układaniem puzzli. Jest duża szansa, że dziecko zainteresuje się tym, co robimy i do nas dołączy.

A może jest coś, do czego warto namawiać kilkulatka?

Do słuchania bajek, do zabaw z rówieśnikami... A pięciolatka, do rysowania, bo to mu się później przyda przy nauce pisania. Jeśli dziecko wyraźnie protestuje przeciwko jakiejś czynności, postarajmy się dowiedzieć, dlaczego. Może np. nie lubi książek, bo nasz wybór jest nieodpowiedni? Zdarza się, że rodzice czytają dwulatkowi, powiedzmy, "Dzieci z Bullerbyn", bo "to taka fajna książka dla dzieci". I to rzeczywiście jest fajna książka dla dzieci, tyle, że sześcio- czy siedmioletnich. Kiedyś nie było tylu tytułów dla dzieci i kilkulatkom czytało się to, co było w domu, nawet "Trylogię". Ale dzisiaj bez trudu znajdziemy mądre i ładnie wydane książki na każdy wiek.

Rodzice, którzy spełniają niemal każdą prośbę dziecka w imię rozwijania jego zainteresowań, często też wiele od niego oczekują.

Tak. Najpierw kupują maluchowi aparat cyfrowy, a potem liczą że "w zamian" on zrobi idealne zdjęcia. Kiedy tak nie jest, krzywią się i tłumaczą, że trzeba wybrać odpowiedni obiekt, nie zasłaniać obiektywu ręką i dobrze wymierzyć odległość. W rezultacie nikt nie jest zadowolony. Zapominamy często, że w przeciwieństwie do dorosłych, dla małego dziecka ważniejsze od efektu jest dochodzenie do niego, proces tworzenia i możliwość nauki na własnych błędach. Jeśli będziemy podpowiadać mu rozwiązania, wyręczać je i stale nim kierować, ono nie będzie potem umiało osiągnąć niczego samodzielnie. Nawet mu się nie będzie chciało. Pozwólmy mu więc samemu dojść do wniosku, że trzeba równo postawić klocki, żeby budowla się nie rozpadła, że czasem potrzeba wielu prób, nim to się w końcu się udało.
Dzieci, którym całe dnie wypełniamy atrakcjami, fundujemy drogie sporty, na których uprawianie często nas samych już nie stać, zaczynają oczekiwać, że tak już będzie zawsze.

Trudno im się dziwić. Tak wychowywane dzieci nie będą też często respektowały cudzych potrzeb. Potem podchodzą do mamy i mówią: "wstań, bo chcę usiąść". Pamiętajmy, że nie tylko my musimy szanować potrzeby dziecka, ale i ono musi nauczyć się szanować nasze.

Swobodna zabawa

Niesłusznie uważana za marnotrastwo czasu, w rzeczywistości jest o wiele ważniejsza dla malucha niż nauka angielskiego czy pływania.

Swobodna zabawa polega na tym, że dziecko ma szansę zastanowić się na co ma ochotę i zdecydować, czym chce się zająć nawet jeśli miałoby to być tylko "posnucie się" czy "ponudzenie" . Niestety w niektórych przedszkolach nie ma takiej możliwości - wciąż musi się czegoś uczyć albo bawić tak, jak każe wychowawczyni. Nie może samo wybrać, czy chce się pohuśtać, czy lepić babki z piasku, bo panie już zaplanowały wycieczkę do parku, połączoną z nauką rozpoznawania listków. Jeśli w taki sposób wygląda cały dzień, dziecko ma prawo czuć się bardzo zmęczone. Łatwo też może stracić kontakt ze swymi uczuciami. Później nie potrafi sobie odpowiedzieć na pytanie "czy jest mi smutno, czy się nudzę?". Nie ma okazji zdobyć tak ważnej wiedzy o sobie.

Powrót

"Dlaczego dziecko nie chce jeść"

Dlaczego dziecko nie chce jeść

Z psychoterapeutką Małgorzatą Rymaszewską rozmawia Ewa Pągowska (www.edziecko.pl). Małgorzata Rymaszewska jest psychologiem i psychoterapeutką dziecięcą. Prowadzi warszawski ośrodek psychologiczno-pedagogiczny "Rodzice i Dzieci".

2008-04-21, ostatnia aktualizacja 2008-04-21 16:21

Skarżymy się często, że nasze dzieci nie chcą jeść albo jedzą nie to, co trzeba i nie wtedy, kiedy trzeba. A może sami się do tego przyczyniamy?

Kiedy do pani gabinetu przychodzi kobieta, która mówi, że ma problem, bo jej dziecko jest niejadkiem....

... to zwykle za chwilę dodaje, że jest też alergikiem.

Alergia robi z dziecka niejadka?

Raczej uruchamia pewien mechanizm psychologiczny.

Z rozmów z pediatrami wiem, że wbrew powszechnej opinii, stosunkowo niewielki procent dzieci rzeczywiście ma alergię. Często lekarze rozpoznają ją nieco na wyrost, bez dodatkowych badań, albo radzą wykluczyć wiele produktów z jadłospisu malca na wszelki wypadek. I wtedy zwykle całe życie rodziny zaczyna się obracać wokół jedzenia. Mamy wprowadzają restrykcyjne diety oraz mnóstwo zakazów i nakazów. W rezultacie posiłki zaczynają się dziecku kojarzyć z czymś nieprzyjemnym i może właśnie dlatego ich unika. Nie chcę przez to powiedzieć, że należy lekceważyć alergię tylko - że warto sprawdzić, czy dziecko rzeczywiście na nią cierpi. A nawet jeśli jesteśmy tego pewni, postarajmy się nie robić wokół tej choroby wielkiego szumu. Nieustanne koncentrowanie się na tym, co należy, a czego nie wolno jeść sprawia, że dziecko odbiera przekaz: "jedzenie to problem".
Ale nie tylko w rodzinach małych alergików jedzenie jest problemem.

To prawda. Polskie mamy trapią się głównie tym, że ich dzieci za mało jedzą. Takie zamartwianie się jest charakterystyczne dla biednych krajów. Myślę, że okresy biedy i wojen, które były naszym udziałem, wpłynęły na nasz stosunek do żywienia dzieci.

Karmienie bywa też głównym sposobem okazywania miłości. Niektóre mamy wyniosły z domu przekonanie, że kochająca matka robi wszystko, by dziecko było najedzone. Łatwo więc wyobrazić sobie, co czują, gdy malec nie ma apetytu. Zwłaszcza jeśli tak bardzo się starały przygotować dla niego urozmaicony i wartościowy posiłek. Wtedy czasami próbują nawet zmusić dziecko do jedzenia. A w takiej atmosferze przymusu ono nie ma okazji przekonać się, że obiad może być przyjemnością i miłym rodzinnym rytuałem.

Co ma więc zrobić mama niejadka?

Przede wszystkim zastanowić się, na jakiej podstawie uznała swoje dziecko za niejadka. Może ono je tyle, ile powinien jeść mały człowiek, który waży powiedzmy 20 kilogramów, a mama nakłada mu na talerz prawie tyle samo co sobie? Czasami rzeczywiście dziecko nie chce nic zjeść na śniadanie, obiad i kolację, bo pomiędzy posiłkami dostaje bardzo kaloryczne przekąski. Nie mam tu na myśli tylko słodyczy, ale także "niewinnego" Kubusia. Myślimy: "to tylko soczek", a dla dwulatka to prawie pełny posiłek. A może po prostu dziecko ma mniejsze zapotrzebowanie na jedzenie? To tak jak z dorosłymi - niektórym dla zaspokojenia głodu wystarczy jedna kanapka, innym trzy. Jeśli malec je mniej niż rówieśnicy, ale dobrze się rozwija, nie ma anemii, a jego waga mieści się w granicach normy, to nie ma powodów do niepokoju. Pod tym względem warto dziecku zaufać. Badania pokazują, że jego organizm sam wie, ile mu potrzeba. Dziecko musi też mieć okazję poznać uczucie głodu i sytości. To konieczne do pomyślnego przejścia od bycia karmionym do samodzielnego jedzenia.

Co w takim razie powinna zrobić mama, kiedy dziecko na widok obiadu mówi "nie będę jeść"?

Pozwolić mu na to. Może namawiać, ale nie zmuszać. Trzeba powiedzieć: "Teraz jest pora obiadu. Jeśli nie chcesz jeść, to możesz wstać od stołu, ale do podwieczorku nic już nie dostaniesz". I trzeba słowa dotrzymać.

A jeśli nie dotrzymamy?

To takie sytuacje będą się powtarzały. Dziecko nie będzie chciało jadać obiadu ze wszystkimi, by po godzinie oznajmiać, że jest głodne. Nie zapominajmy, że na żądanie karmi się jedynie piersią niemowlęta. Już dwulatka warto uczyć, że są stałe pory posiłków i cała rodzina je to samo. W tym wieku dziecko może jeść już właściwie wszystko, więc nie ma potrzeby przygotowywania mu osobnych dań ani miksowania potraw. Karmiąc je tym, na co ma ochotę, i wtedy, kiedy ma ochotę, przekazujemy mu komunikat, że jest najważniejsze. Poza tym, kiedy dziecko widzi, że jego mama zrobi wiele, byle tylko zjadło, może zacząć nią manipulować, np. odsuwać od siebie talerz, bo mama nie pozwoliła mu oglądać bajki - posługiwać się jedzeniem, by osiągnąć swój cel. Trochę tak jak my, kiedy nagradzamy je cukierkiem czy czekoladką albo karzemy odmową.

To chyba nie jest właściwa metoda wychowawcza?

Zdecydowanie nie. Groźba: "jak nie sprzątniesz zabawek z salonu, to nie dostaniesz czekolady" nie ma żadnego sensu. W karaniu dziecka chodzi o to, by pozwolić mu odczuć naturalne konsekwencje niewłaściwego zachowania, czyli np. zabronić zabawy w salonie, skoro nie chce potem odnosić zabawek do swojego pokoju. Brak słodyczy trudno uznać za naturalną konsekwencję bałaganu. Poza tym, jeśli będziemy karać lub nagradzać dziecko jedzeniem, to ono może w przyszłości tak samo postępować wobec siebie. A to grozi zaburzeniami odżywiania.

Czy zdarzają się one u małych dzieci?

Stosunkowo rzadko i różnią się od tych, na jakie cierpią nastolatki, chociaż bywa, że na anoreksję chorują już ośmioletnie dziewczynki. Im wcześniej zaczynają się odchudzać, tym bardziej są nią zagrożone. Sygnałem ostrzegawczym powinno być wszystko to, co świadczy o tym, że nasza córka uzależnia poczucie własnej wartości od swojej tuszy. Kiedy szczupły oznacza dla niej fajny, kiedy mówi: "jestem za gruba" (ale także: "mam figurę modelki"), zastanówmy się, czy to nie my sami nieświadomie ją tego nauczyliśmy. Czy na przykład mama wciąż się nie odchudza, czy w domu nie rozmawia się w kółko o cudownych dietach.
A co jeśli cała rodzina jest na diecie np. wegetariańskiej? Albo w domu nie jada się w ogóle słodyczy, albo fast foodów?

Jeśli chodzi o dietę wegetariańską, najważniejsze, by była zrównoważona, czyli dostarczała dziecku wszystkich niezbędnych składników odżywczych. Poza tym, bez względu na to, czy chodzi o zakaz jedzenia mięsa, słodyczy czy pizzy, wiele zależy od tego, jak dziecku go przekażemy i czy ono go zaakceptuje. Ja sądzę, że w większości przypadków lepsze jest np. ograniczanie słodyczy, niż zupełna ich eliminacja. A już na pewno nie powinno dochodzić do takich skrajności, że przedszkolak nie idzie do kolegi na urodziny, bo mama się boi, że dadzą mu tam cukierki. Może lepiej pozwolić na nie od czasu do czasu? Nie możemy bowiem oczekiwać, że dziecko samo będzie w stanie sobie ich odmówić. Zwykle jest odwrotnie - ono szuka okazji, by najeść się zakazanych rzeczy, np. u znajomych otwiera lodówkę i dosłownie rzuca się na szynkę.

A co pani myśli o tym, by nasz trzylatek miał w przedszkolu indywidualną dietę?

Jeśli to nie wynika ze wskazań lekarskich, to jestem temu przeciwna. To rodzi wiele konfliktów. Bywa, że np. rodzice wegetarianie odbierając dziecko z przedszkola wypytują je, co jadło i kiedy słyszą: "kotlecika z talerza Kasi", złoszczą się, że pani do tego dopuściła. A przecież ona nie była w stanie temu zapobiec. Już lepiej, jeśli mamy taką możliwość, zapisać dziecko do przedszkola wegetariańskiego. Układając dla przedszkolaka indywidualną dietę uczymy go też, że nie musi dostosowywać się do grupy. A czasem budzimy w nim poczucie krzywdy, że jako jedyny w grupie nie może czegoś jeść.

Powrót

"Jakiej niani szukać dla dzieci" Małgorzata Rymaszewska

Choć bycie nianią wielu młodym osobom wydaje się bardzo prostym i nie wymagającym żadnych kwalifikacji zajęciem, praktyka pokazuje, że nie każdy, a wręcz niewiele osób, ma do tego predyspozycje.

Wydaje się, że podstawowym warunkiem do podjęcia się tego rodzaju pracy jest przeżywanie radości i przyjemności w kontakcie z dzieckiem. Jeśli niania nie jest w stanie wykrzesać z siebie tych emocji, a zamiast nich najczęściej czuje irytację, nudę czy bezradność – to ważny sygnał, by poszukać sobie innego rodzaju pracy. Tylko głównie pozytywne emocje w kontakcie z dzieckiem skłonią osobę opiekującą się nim do obserwowania bacznie zmian w zachowaniu dziecka, zastanawiania się nad jego potrzebami, szukania rozwiązań w trudnych sytuacjach i odpowiedzi na codziennie pojawiające się pytania w fachowych książkach, czasopismach, u przyjaciół, rodziców własnych i dziecka.  Jeśli zatem niania spełnia ten podstawowy warunek – tzn. lubi dzieci – niech wzmacnia to w sobie poprzez stałe doskonalenie się w tej dziedzinie. Wtedy ona sama, ale też jej podopieczni oraz ich rodzice będą się czuli bezpiecznie.

Dobra niania daje poczucie bezpieczeństwa-dziecku i jego rodzicom. Potrafi wyznaczyć bezpieczne granice dla rozwoju i zabawy oraz dla relacji własnej z dzieckiem i z jego rodzicami. Jeśli ma z tym trudności i nie podejmuje kroków, by je pokonać, dziecko natychmiast to wyczuwa i po prostu zachowuje się tak, by wymusić na niej lub innych dorosłych wyznaczenie tych granic.

Bardzo ważna jest komunikacja niani z rodzicami dziecka. Jeśli jej zabraknie dziecko często żyje w dwóch różnych rzeczywistościach.  Jest to dla niego trudne – co zwykle demonstruje złym zachowaniem.

Niewłaściwe i nasycone negatywnymi uczuciami zachowanie dziecka powinno być zawsze sygnałem dla niani, że coś się z dzieckiem dzieje złego i potrzebuje ono pomocy. Jeśli tak je zinterpretuje, a nie jako atak dziecka na jej osobę – wtedy dużo łatwiej zachować obiektywizm i szukać rozwiązania problemu. Gdy niania postrzega zachowanie dziecka jako skierowane przeciwko niej samej wtedy nie pozostaje nic poza obroną. Ta z kolei wywołuje atak lub obronę ze strony dziecka i rozpoczyna się walka, z której wszyscy wychodzą poszkodowani.

Nie bez znaczenia jest też rodzaj relacji niani z rodzicami dziecka. Relacja oparta na wzajemnym szacunku i zaufaniu wzmacnia relacje obu stron z dzieckiem. Gdy brak jest szacunku lub zaufania dziecko nie czuje się pewnie i bezpiecznie z nianią i – znowu - jak to dziecko, źle się zachowuje.  Gdy zdarza się, że źródło braku zaufania do niani leży po stronie rodziców – bo na przykład są nadmiernie lękowi lub zbyt perfekcjonistyczni lub ogólnie mają tendencję do podważania kompetencji i autorytetów – warto wtedy szczerze porozmawiać z nimi o tej sytuacji i zastanowić nad możliwymi rozwiązaniami.

Podsumowując, dobra niania:
• lubi dzieci;
• uczy się o nich i od nich i stale podnosi swoje umiejętności i wiedzę na ich temat;
• często i szczerze rozmawia o dziecku z rodzicami i innymi osobami mogącymi dać jej wsparcie;
• wyraża szacunek dla dziecka i jego rodziców i swoją postawą budzi ich zaufanie.
Robiąc to wszystko daje poczucie bezpieczeństwa otoczeniu i sobie samej, będącego podstawą dla wszechstronnego rozwoju.

 

Małgorzata Rymaszewska, psycholog, Gabinet Rodzice i Dzieci

Powrót

Rzecz o dodatkowych zajęciach dla dzieci poniżej 6 roku życia

Rzecz o dodatkowych zajęciach dla dzieci poniżej 6 roku życia

Gdy obserwuję dzieci, które przychodzą do mnie do gabinetu, ale również inne – moje własne, ich kolegów, dzieci przyjaciół – nabieram przekonania, że większość z nich zmuszona jest dorastać zbyt wcześnie i zbyt szybko.

Badania z zakresu psychologii rozwojowej nie wskazują jednak wcale, że w związku z tym, że nasze życie nabrało tempa, procesy rozwojowe dzieci dostosowały się do niego.  Współczesne badania potwierdzają wręcz odkrycia psychologii rozwojowej sprzed dwudziestu i więcej lat, a mianowicie, że:
1. Dzieci rodzą się z pewną pulą wrodzonych umiejętności, które sprawiają, że ich rozwój przebiega w określonym kierunku. Są zatem: a) nastawione na poszukiwanie stymulacji; b) mają wyraźne, wrodzone preferencje, jeśli chodzi o rodzaj wrażeń i doświadczeń, których poszukują (wtulanie się, ssanie, dźwięk głosu ludzkiego, ludzkie twarze i in.); c) już od urodzenia są małymi „naukowcami”: stale testują, na podstawie każdego dostępnego im doświadczenia, różne hipotezy dotyczące rzeczywistości; d) procesy poznawcze i emocjonalne przebiegają u nich nierozłącznie; e) poznają świat wielozmysłowo.
2. Na bazie tych wrodzonych umiejętności w ciągu pierwszych dwóch lat życia – zwanej sensomotoryczną fazą rozwoju - dziecko bardzo szybko rozwija się fizycznie, ale - też w relacji z najbliższymi - emocjonalnie i społecznie. To w tym czasie rozwija się przywiązanie i poczucie zaufania lub jego braku do najbliższych. W zależności od jakości tych wczesnych doświadczeń emocjonalnych maluch rozwija się poznawczo (intelekt) i nabiera (lub nie) gotowości do eksplorowania innych relacji. Nie możemy jednak dowolnie manipulować kolejnością rozwoju tych sfer. To znaczy, że dziecko, które nie wytworzyło bezpiecznej i pełnej ufności więzi z rodzicami nie będzie w stanie nawiązać satysfakcjonujących relacji z rówieśnikami, ani rozwijać takie zdolności poznawcze jak stałość obiektu, eksplorowanie otoczenia, zabawa, mowa itd.
3. Przy założeniu, że dziecko w pierwszych latach wytworzyło bezpieczną więź, w następnej fazie rozwoju – tzw. przedoperacyjnej, trwającej do ok. 6-7 roku życia – dziecko jest w stanie przetworzyć na język symboli (mowy, rysunku, zabawy, fantazji) przedmioty i relacje, które poznało wcześniej.  Emocjonalnie, na początku tego okresu, dziecko rozwija poczucie autonomii albo wstydu lub żalu. Jeśli na przykład widzimy, że dziecko jest gotowe do samodzielnego jedzenia i wspieramy tę samodzielność – wzmacniamy jego poczucie sprawstwa i autonomii. Jeśli zaś nie pozwalamy na samodzielność w tym zakresie (bo tak jest szybciej, czyściej itp.) – nie pozwalamy mu cieszyć się tymi emocjami i pojawić się może żal. Z drugiej jednak strony, gdy zaczniemy uczyć dziecko samodzielnego jedzenia lub korzystania z nocnika zbyt wcześnie narażamy je na rozwój poczucia wstydu i niepewności co do własnych możliwości. Nieco później, około 4-5 roku życia, bardzo sprawnie fizycznie dziecko, mające spory zasób słów i kompetencji intelektualnych zaczyna pytać. W zależności od tego, jak i co rodzice mu odpowiadają – wzmacniają charakterystyczne dla tego okresu dążenie do inicjatywy lub rozwijają w dziecku poczucie winy i lęku, które tłumią naturalną ciekawość dziecka.

Umiejętności te mogą wydawać się banalne i proste, jednak dla dziecka, które nie jest po prostu małym dorosłym – są milowymi krokami w rozwoju.  Ich nabycie wymaga czasu, cierpliwości, wsparcia i miłości ze strony najbliższych.  Jeśli tego zabraknie rozwój dziecka jest utrudniony, a w wielu przypadkach zagrożony.  Dzieci bardzo szybko dają nam znać, że wymagamy od nich zbyt wiele, lub nie dajemy im wystarczająco dużo czasu do ćwiczenia umiejętności, które właśnie nabywają, lub że to, co im proponujemy nie jest jeszcze lub już dla nich atrakcyjne. Pojawiają się zatem złość, znudzenie, bądź psychosomatyczne objawy stresu: gorączka, bóle głowy, bóle brzucha, bezsenność, ataki nieuzasadnionego lęku lub utrzymujące się stany lękowe.

Żeby oszczędzić dzieciom tych nieprzyjemnych stanów i oddać im dzieciństwo pozwólmy im zwolnić tempo i dostosować je do ich potrzeb rozwojowych. Pamiętajmy, że jeśli dziecko chodzi do przedszkola i spędza w nim dużo czasu (6-8 godzin dziennie), proponowanie mu zajęć dodatkowych, szczególnie pod opieką dodatkowych nauczycieli, trenerów itp. jest nadużyciem jego możliwości.  Z drugiej jednak strony warto w tym czasie obserwować ujawniające się talenty dziecka i podążać za nimi np. zachęcając dziecko do pływania, tańca, gry w piłkę, gry na instrumencie (w formie zabawy), śpiewu, rysowania – o ile to możliwe w domu, z bliskimi.  Jeśli dziecko nie spędza tak dużo czasu w przedszkolu można zapisać go na zajęcia dodatkowe, ale – znowu – podążając za jego skłonnościami i zainteresowaniami, a nie tym, co aktualnie modne w środowisku naszych przyjaciół.  W przypadku małych dzieci nie warto forsować uczestniczenia w zajęciach, które dla niego nie są formą zabawy – wtedy szybko się zniechęci i niechcący możemy wzbudzić w nim poczucie wstydu i niską samoocenę, o których wspominałam wcześniej.

Inne działania, które warto podejmować z dziećmi od 4 roku życia, uwzględniające ich możliwości rozwojowe:

• Korzystać z dziecięcej ciekawości i pokazywać im świat ludzi, zwierząt, przedmiotów, zjawisk;
• Wprowadzać w świat innych kultur i pokoleń;
• Zachęcać do ogrywania ról, demonstrować takie zachowania;
• Poszukiwać sytuacji, w których dziecko uczy się sekwencji, liczenia, następowania po sobie zjawisk (ale nie na pamięć, tylko poprzez doświadczenie);
• Uczyć codziennych czynności, takich jak obieranie jajek ze skorupek, ugniatanie ciasta, obieranie ogórków, przygotowywanie sobie stołu do malowania itp.
• Rozmawiać o różnicy między prawdziwym a wyimaginowanym światem, niebezpieczeństwem;
• Definiować niewłaściwe zachowania i wprowadzać jasne, egzekwowalne zasady (np. mycie rąk przed jedzeniem, mówienie „dzień dobry” na powitanie);
• Opowiadać historie, posiłkując się ilustracjami, rymami, nawet muzyką.
• Dobierać różne rzeczy w otoczeniu dziecka w pary (słoiki z nakrętkami, skarpetki z prania itp.);
• Zachęcać do rysowania, uczestniczenia w prostych grach;
• Układać z dzieckiem puzzle (od 12 szt. w wieku 4 lat);
• Uczyć cierpliwie samodzielności w zakresie coraz trudniejszych umiejętności, jak zawiązywanie butów, zapinanie guzików, składanie piżamki.
• Uczyć wyrażania potrzeb (nie uprzedzać dzieci, bo się nie nauczą)
• Nadal wzmacniać sprawność ruchową (skakanie na jednej nodze, fikołki, łapanie piłki itp.);
• Pamiętać, że czterolatki są w stanie skupić się w grupie na określonej aktywności przez średnio 15-20 min. i nie wymagać od nich cudów!

Być może wyżej wymienione umiejętności nie uwzględniają nauki gry w tenisa, języków obcych, baletu czy gry na instrumencie. Dla małego, przedszkolnego dziecka są jednak ciągle nowe, fascynujące, nie do końca poznane lub opanowane, a przede wszystkim, stanowią podstawę do rozwoju bardziej złożonych procesów intelektualnych. Większość z nich zakłada również bycie w bliskiej obecności osób dorosłych – kochających dziecko i dających mu poczucie bezpieczeństwa: postawy jakiegokolwiek rozwoju.

Mgr Małgorzata Rymaszewska, psycholog, Gabinet Rodzice i Dzieci

Powrót

Jak przygotować i pomóc dziecku w przedszkolu

Początki w przedszkolu

Można śmiało powiedzieć, że pójście dziecka do przedszkola stanowi pewnego rodzaju obrządek wtajemniczenia na drodze ku dorosłości. Często wtedy, po raz pierwszy, rodzice zdają sobie sprawę, że ich Pępek Świata nie będzie z nimi zawsze i wszędzie, a dziecko – że rodzic nie zawsze będzie dostępny. 

Podstawowe warunki określające gotowość dziecka do pójścia do przedszkola to:

1. Wiek dziecka – 3 lata; wcześniej dziecko może ewentualnie bywać w przedszkolu 2-3 razy w tyg. na max 2-3 godziny.

2. Dojrzałość emocjonalna, a tu przede wszystkim emocjonalna gotowość do rozstania z rodzicem.

Lęk przed rozstaniem z rodzicem jest naturalnym doświadczeniem, pojawiającym się w rozwoju wszystkich zdrowych dzieci. Najbardziej typowymi okresami, w których taki lęk jest obserwowany są: ok. 8-go miesiąca życia, 12 miesięcy, a następnie między 18 a 36 miesiącem. Dlatego też, szczególnie w przypadku dzieci i rodziców stale dotychczas przybywających razem, pewien stopień lęku związanego z separacja jest zrozumiały i nie powinien budzić niepokoju. Od początku 4. roku życia (tzn. gdy dziecko skończy trzy lata) naturalna potrzeba separacji bierze górę nad lękiem. Aby to jednak nastąpiło warto już nawet od 6 miesiąca życia dostarczać dziecku doświadczeń, w wyniku których nauczy się tolerować krótkie chwile z dala od rodzica oraz przekona się, że inni dorośli (tata, babcia, opiekunka itp.) też mogą zapewnić mu opiekę i poczucie bezpieczeństwa.

3. Dojrzałość społeczna

• Samodzielność. Naprawdę warto nauczyć dziecko zgłaszania potrzeb, proszenia o pomoc czy dokładkę, ale nie stanie się to, gdy będziemy stale wypytywać dziecko, czy nie jest głodne, czy nie chce przypadkiem siusiu czy też bez jego zgody dokładać mu jedzenie.  Dziecko samodzielne w tym zakresie, jak również potrafiące się samo ubrać, jeść i regulować większość stanów emocjonalnych będzie pewniejsze siebie w przedszkolu, będzie przeżywało mniej lęków, bo nie będzie tak zależne od wychowawczyni zajmującej się jednocześnie 15-giem dzieci.

• Kontakty z innymi dziećmi. Jeśli to tylko możliwe warto zapewniać dziecku stopniowo kontakty z rówieśnikami (i „odchorowanie” ich) już od 12 m.ż. Pozwolą one dziecku na obserwowanie i uczenie się podstawowych umiejętności społecznych, takich jak włączanie się do zabawy, dzielenie zabawkami, używanie „magicznych słów”, uśmiechanie się do innych, powściągliwość i nie reagowanie agresją na przeciwności.

4. Sprawność fizyczna.  Jeśli uważanie Państwo, że wasze dziecko jest mało sprawne ruchowo  koniecznie barwcie się z nim w zabawy rozwijające świadomość ciała, usprawniające tzw. motorykę dużą (całe ciało) jak i małą (precyzja ruchów dłoni i innych części ciała). Jeśli nie jesteście pewni, jak sprawne fizycznie jest wasze dziecko warto udać się na diagnozę integracji sensorycznej dziecka.

Jeśli obserwujecie Państwo u dziecka wyraźny lęk przed rozstaniem możecie mu pomóc w następujący sposób:

1. Zapewnijcie dziecku  pozytywne doświadczenia pod opieką innych dorosłych (na początku na krótko);
2. Zapoznajcie córeczkę lub synka z nowym otoczeniem, zanim ich tam zostawicie. W przedszkolu dzieci często przeżywają stres, gdy nie wiedzą gdzie jest toaleta, kto im pomoże zjeść, kto je odbierze. Warto, by wszystko to wiedziały zawczasu, bo to znacznie zmniejsza ich lęk.
3. Nauczcie dziecko wykonywania jak najwięcej rzeczy samodzielnie tzn. na przykład samodzielnego jedzenia, zakładania bucików, spodni, kurteczki, informowania innych o swoich potrzebach. Bardziej samodzielne dzieci zwykle przeżywają mniej lęków, bo nie są tak zależne od innych oraz widzą, że sobie radzą w sytuacjach, gdy inne dzieci muszą prosić o pomoc.
4. Na parę tygodni przed pójściem do przedszkola dostosujcie rutynę dnia do potrzeb przyszłego przedszkolaka tak, by po rozpoczęciu roku szkolnego liczba zmian nie przerosła dziecko.  Gdy maluch jest już w przedszkolu zadbajcie o utrzymanie rutyny, szczególnie wieczorem i rano. Nagłe i częste zmiany oraz pośpiech zwiększają poziom lęku u dzieci.
5. Przekażcie dziecku w zrozumiały dlań sposób, że wiecie, jak trudne jest rozstawanie się z bliskimi. Zróbcie to jednak w taki sposób, by wyrazić zrozumienie i akceptację dla jego uczuć, ale nie przesadne współczucie!
6. Jeżeli jest taka możliwość, zaaranżujcie spotkania w parku lub zaproście do domu inne dziecko, które będzie chodziło do tego samego przedszkola lub takie, które już chodzi do tego przedszkola. W ten sposób wasz maluch może poczuć się mniej samotny, gdy pozostanie bez was.
7. Czytajcie z nim książeczki dla dzieci o pójściu do przedszkola, bawcie się w udawane wycieczki przedszkolne, spożywanie posiłku w przedszkolu, zwracajcie się do niego jako do przedszkolaka (to nie znaczy dużego chłopca czy dziewczynki, bo trzyletni przedszkolak raczej nie jest duży...). 
8. Pomocne bywa też udanie się też dzieckiem na zakupy, gdy kupujecie nowe rzeczy do przedszkola (strój do gimnastyki, nowe spodenki czy sukienkę) i zróbcie z tego święto. To wszystko buduje jego tożsamość przedszkolaka i może mu pomóc później w trudnych chwilach (a takie na pewno się pojawią)
9. Przygotujcie się na to, że dziecko będzie bardziej zmęczone i rozdrażnione przez parę pierwszych tygodniu po pójściu do przedszkola. Nie oznacza to, że jest mu tam źle, tylko że nie przyzwyczaiło się jeszcze do nowej rutyny.
10. Pozwólcie dziecku na zabranie ulubionej zabawki (jeżeli przedszkolanki nie mają nic przeciwko temu) lub innego przedmiotu, który będzie mu o was przypominał;
11. Nie uginajcie się pod presją płaczu i krzyku dziecka. Raczej zapewniajcie je stale, że jesteś przekonani, że niedługo wszystko będzie dobrze.
12. Skupcie się na pozytywach, które mogą je spotkać w przedszkolu (np. mówiąc „Słyszałam, że w tym tygodniu będziecie pomagać dekorować swoją salę/ idziecie na wycieczkę do parku szukać jesieni!), a nie negatywach („Nikt cię tam nie będzie bił!” czy „Może wcale nie będziesz tak tęsknił”). Nie pozwólcie, by zbyt długo zamartwiało się możliwymi nieszczęściami, które mogą je tam spotkać.
13. Zaprowadzając widocznie zaniepokojone dziecko do przedszkola nie pytajcie: „Czy wszystko w porządku? Czy nic ci nie jest?”. Zamiast tego, krótko i radośnie zapewnijcie je, że wiecie, że w szkole będzie mu dobrze, że są tam osoby, które w razie potrzeby pomogą mu, a to, że teraz się trochę martwi to zupełnie normalne i lada dzień zapomni, że tak się bał.
14. Przypomnijcie dziecku sytuacje, w których okazało się dzielne. Możecie też spytać, co w takiej sytuacji zrobiłaby odważna postać ze znanych mu bajek.
15. Kiedy wychodzicie z przedszkola pocałujcie swoje słoneczko szybko, przytulcie na moment i radośnie powiedzcie: do zobaczenia!
16. Nie przedłużajcie rozstania i nie wracaj parę razy - to bardzo utrudnia dziecku rozstanie.
17. Nie znikajcie bez pożegnania – to ułatwia sprawę tylko wam, nie dziecku.
18. Nawet jeśli myślicie, że surowa nauczycielka lub agresywne dziecko są przyczyną lęków dziecka związanych z chodzeniem do przedszkola nie zabierajcie go stamtąd na czas wyjaśniania sprawy z nauczycielami.
19. Jeśli mimo wszystko zdecydujecie się zabrać dziecko do domu lub nie posłać go do przedszkola z powodu przeżywanych przez nie obaw, niech to nie będzie dla niego najprzyjemniejszy dzień w życiu, w którym pójdziecie do wesołego miasteczka, na lody, a potem będzie mógł przez dwie godziny oglądać ulubione kreskówki.
20. Nigdy nie wyśmiewajcie się z lęków dziecka przed rozstaniem; nie gańcie też ani nie karajcie dziecka za nie.

Często rodzice, nie mając zaufania, co do jakości nauczania w przedszkolu czy przygotowania personelu przekazują dziecku swoje obawy, co znacznie utrudnia mu adaptację.  Sprawdzanie nauczycieli przez okno, dopytywanie o każdą kromkę niezjedzoną przez dziecko, czy też ciągłe instruowanie opiekunów w przedszkolu zaburza relację rodzic – wychowawca, która następnie, zwykle zupełnie niechcący, przenoszona jest na dziecko.  Jeśli uważacie, że przedszkole jest nieodpowiednie – nie zapisujcie tam waszej pociechy lub zmieńcie je. Jeśli natomiast zależy wam, żeby wasze dziecko chodziło do określonego przedszkola, zaufajcie nauczycielom tam pracującym i:
• Pamiętajcie, że na początku najważniejsze jest budowanie dobrej relacji pomiędzy dzieckiem i wychowawczynią, dlatego nie psujcie jej przez wymaganie od nauczyciela, by cały czas zwracał uwagę na to, czy dziecko nie trzyma palca w buzi, czy poprawnie siedzi lub czy ma kapciuszki na nogach.  Trudno mu będzie polubić panią, która ciągle je beszta!
• Przywyknijcie do tego, że przedszkole to nie dom i pani naprawdę ma minimum piątkę dzieci do zaopiekowania i nie może zwracać na waszą pociechę uwagi cały czas (nawet w prywatnej placówce). Zresztą jest to dla dziecka bardzo niewskazane, bo w takich warunkach nigdy nie nauczy się sobie radzić.
• Przyjmijcie, że jak wasze dziecko się zsiusiało w majtki to pewnie dlatego, że nie umie sygnalizować obcym swoich potrzeb, a nie dlatego, że przedszkolanka nie odczytała w porę jego niewerbalnych sygnałów, oczywistych dla wszystkich członków rodziny.

Inne sugestie dotyczące budowania ciepłej i przyjaznej relacji z wychowawcami to:
• Traktujcie wychowawcę jak przyjaciela. Kiedy dziecko zobaczy, że macie serdeczną relację, będzie się czuło bezpiecznie. Spytajcie na przykład jak wychowawczyni minął weekend. Zróbcie zdjęcie naszej trójki-czwórki i powieście je w domu.
• Ubierajcie dzieci w ubrania do zabawy. Nie ubierajcie ich w najlepszą koszulkę jeśli ma swobodnie się bawić, a jeśli to zrobicie - nie bądźcie później sfrustrowani, że jest pobrudzona.
• Zaufajcie wychowawczyni. Ona naprawdę zwykle wie, co robi i chce, aby Wasze dziecko było z nią szczęśliwe.  Jej jest wtedy też przyjemniej i weselej. 
• Uśmiechnijcie się, kiedy żegnacie się z dzieckiem. Jeśli będziecie wyglądali tak, jakbyście mieli zaraz się rozpłakać, kiedy wyjdziecie, wychowawczyni będzie nam trudniej przekonać dziecko, że przed nimi fajny i pełen zabawy dzień, a ono będzie bardziej smutne..
• Baczcie uważnie na zegar. Jeśli wychowawczyni mówi, że kończymy o 5:30 - to nie przyjeżdżajcie o 5:25 (pod koniec dnia i bez waszej obecności jest i tak duże zamieszanie) ani nie spóźniajcie się 10 minut. Ona też chce jechać do domu do swojej rodziny.
• Bądźcie konsekwentni ustalając zasady panujące w domu i poza nim. Na przykład jeśli oczekujecie od dziecka, że nie będzie niszczyło i rozrzucało zabawek w przedszkolu, w domu też na to nie pozwalajcie. W przeciwnym razie wysyłacie dziecku trudne do zrozumienia podwójne komunikaty.
• Po okresie adaptacji zostawcie w domu domowe zabawki. Dzieci nie lubią się dzielić swoimi kocykami i przytulankami i zwykle wywołują one konflikty.
• Dajcie sobie nieco więcej czasu na przyprowadzenie dziecka rano do przedszkola. Jeśli jesteście spóźnieni do pracy i śpieszycie się z dzieckiem do przedszkola każdego ranka – wasze dziecko będzie zestresowane. Miejcie zawsze parę minut  na to, by pomóc dziecku się uspokoić i pożegnać zanim je zostawicie.
• Mówcie wychowawczyni o zmianach w życiu waszego dziecka. Jeśli rozstajecie się z partnerem, w rodzinie ktoś jest chory, albo jedno z rodziców jest w podróży – poinformujcie ją o tym. Dzięki temu będzie mogła zrozumieć niecodzienne zachowanie waszego dziecka. Jeśli coś ważnego dzieje się w domu, nie mówcie dziecku, by trzymało to w tajemnicy – to dla niego zbyt obciążające. Ono spędza w przedszkolu dużo czasu i potrzebuje wiedzieć, że może być tu sobą i być szczere.
• Czytajcie notatki, które wychowawczyni wysyła. Jeśli jest coś w nich do podpisania -nie czekajcie z tym do ostatniej  chwili.
• Wasze dziecko nie zawsze będzie szczęśliwe. Miewa dni, kiedy ma gorszy nastrój w domu, więc w przedszkolu też będzie je miewać. Jeśli Wasze dziecko wydaje się zrzędliwe cały ranek, nie zostawiajcie go z zwykłym pożegnaniem;  powiedzcie: „Wiem że masz ciężki dzień dziś, ale ja muszę iść do pracy, i wiem, że Pani [Ania] zaopiekuje się tobą bardzo dobrze”. To pomoże wam wszystkim!
• Jesteście najważniejszymi nauczycielami waszego dziecka. Nie bądźcie więc źli na wychowawcę że, dziecko nie korzysta z nocnika lub nadal nie umie zawiązać sobie butów. Powinniście nad tymi rzeczami pracować przede wszystkim w domu.
• Nie proście wychowawcy, aby naginał reguły z powodu waszych zaniechań - to stawia go w bardzo niezręcznej sytuacji.
• Regulujcie płatności czas. Jeśli macie problemy finansowe i potrzebujecie specjalnego planu, poinformujcie o tym dyrekcję; na pewno wspólnie uda się ustalić plan działania, który będzie najbardziej korzystny dla dziecka.
• Jeśli coś się Wam nie podoba, poinformujcie przede wszystkim wychowawcę o tym , zamiast skarżyć się innym rodzicom.  Tylko wtedy będziecie mieli szansę wspólnie o tym porozmawiać i ewentualnie poprawić co trzeba.
• Nie przyprowadzajcie chorych dzieci do przedszkola. To nie fair  wobec nich (wtedy was bardziej potrzebują), zdrowych dzieci i ich rodziców i wychowawczyń, które - ze względu na obowiązki wobec zdrowych dzieci - nie mogą zająć się nimi tak dobrze jak wymaga tego ich stan.  Zanim przyprowadzicie swoje dziecko do przedszkola po przebytej chorobie, musi nie mieć gorączki przez co najmniej 24 godziny bez leków.
• Powiedzcie czasem „Dziękuję”. Wychowawcy – jak wszyscy ludzie – lubią czuć się doceniani za to, co robią dla Waszego dziecka.

Nauczyciele z kolei, by pomóc dzieciom, nadmiernie przestraszonym rodzicom i sobie przetrwać momenty rozstania powinni:
• Przedstawić się rodzicom i dziecku, a następnie zaprosić dziecko do zabawy (np. pokazując zabawki, zaprosić do trwającej zabawy lub wskazać jakieś bezpieczne i ciekawe miejsce w przedszkolu);
• Pozwolić rodzicowi zostać przez chwilę, jeśli i dziecko i rodzic tego chcą, zostawić ich na chwilę samych, a następnie wrócić, zachęcając ponownie dziecko do wejścia do sali.
• Można zasugerować rodzicom, by ćwiczyli w domu rozstania, przyjmując na zmianę rolę rodzica i dziecka, by pokazać dziecku, jak to może spokojnie wyglądać.
• Warto, by nauczyciele mieli ustaloną procedurę, w jaki sposób dziecko ma się żegnać z rodzicami, tak by mogli ją zawczasu przekazać rodzicom (w bardzo przyjazny i uspokajający ich sposób);
• Pozwolić dziecku przez jakiś czas przynosić do przedszkola wybraną zabawkę, która daje mu ukojenie w chwilach smutku i tęsknoty. Jest to niektórym dzieciom niezbędne do prawidłowego przejścia przez okres separacji z mamą.  Jeżeli macie wątpliwości, że w ten sposób zachęcicie dzieci do przynoszenia z domu ciągle nowych zabawek, pamiętajcie, że taki „obiekt przejściowy” to nie jest zwykle najnowszy model samochodziku czy najnowsza Polly Pocket, a raczej stary, wyświechtany miś czy lekko szara pieluszka, które nie zmieniają wyglądu z dnia na dzień, zależnie od obowiązującej mody. Przedmioty te zwykle nie wzbudzają zazdrości w innych dzieciach, a trzymane w szafce malucha mogą przynieść wiele pożytku jemu i wam.
• Jeśli dziecko jest absolutnie przerażone, poprosić rodzica, by został, by uspokoić dziecko w stanowczy, ale pełen miłości sposób.
• Nigdy nie krytykować dziecka za to, że czuje się smutne lub się boi.  Warto raczej, z pozycji znawcy przedszkola, powiedzieć, że te uczucia są normalne, wszystkie dzieci tak się czują na początku, ale po niedługim czasie to mija.

Kiedy można zacząć się niepokoić lękiem dziecka?

  • Gdy dziecko nie daje się ukoić przez okres dłuższy niż 2 tygodnie
  • Gdy skarży się codziennie rano na różne dolegliwości fizyczne
  • Gdy lęk przed rozstaniem przeciąga się na okres szkoły podstawowej;
  • Gdy starsze dziecko lub adolescent odmawiają pójścia do szkoły
  • Gdy nigdy nie obserwujemy lęku separacyjnego.

Źródła:
1. Murray, Bridget. (1997, September). School phobias hold many children back. APA Monitor, pp. 38-39.
2. Watkins,C.,  Brynes, G., Preller, R.  (2004) Separation Anxiety, Northern County Psychiatric Associates

Małgorzata Rymaszewska
Psycholog
„Rodzice i Dzieci” Gabinet Psychologiczno-Pedagogiczny

Powrót

Konsultacje i psychoedukacja dla rodziców

Duża grupa zgłaszających się do nas rodziców to osoby, które patrząc na swoje dziecko odczuwają niepokój, bo nie wiedzą, czy zachowanie, które obserwują u swoich dzieci jest jeszcze w granicach tzw. normy czy nie.  Nie jest to wcale zaskakujące, biorąc pod uwagę ilość informacji, które rodzice mają w swoim zasięgu.  Bardzo powszechny u współczesnych rodziców jest "syndrom” studenta medycyny czy psychologii, który poznając objawy różnych schorzeń potrafi niemal wszystkie z nich znaleźć u siebie. Podobnie jest z rodzicami wyposażonymi w internetową (i inną szeroko dostępną) wiedzę nt. autyzmu, ADHD, zaburzeń lękowych itd. – w najlepszej wierze, choć pełni niepokoju stawiają swoim dzieciom „internetowe diagnozy”. I choć nie uważamy, że jest to zupełnie niewłaściwe, wierzymy, że dla dobra dziecka i relacji w rodzinie, niezbędne jest, by taka diagnoza została jak najszybciej zweryfikowana przez doświadczonego i odpowiednio przygotowanego specjalistę. I po to między innymi jesteśmy.

Konsultacja psychologiczna to zwykle 1-2 spotkania, w czasie których rodzice mogą zadawać pytania na temat niepokojących zachowań ich konkretnego dziecka, jego tempa i poziomu rozwoju i in.  W czasie spotkania konsultacyjnego stawiana jest też czasem wstępna diagnoza dziecka lub rodziny i ustalane są możliwości udzielenia dalszej pomocy rodzinie.  W ramach konsultacji kierujemy również do innych, specjalistycznych  ośrodków, w których dziecko lub rodzice mogą uzyskać najbardziej odpowiednią dla nich pomoc (np. bezpłatną lub medyczną).

Konsultacja psychologiczna dla rodziców

Konsultacja psychologiczna dla rodziców zwykle połączona jest z psychoedukacją.  Psychoedukacja ma na celu przede wszytkim udzielenie informacji na temat prawidłowości rozwoju dzieci oraz sposobów radzenia sobie z trudnościami wychowawczymi z uwzględnieniem możliwości rozwojowych i potrzeb dziecka i rodziców.  W zasadzie tematem konsultacji i psychoedukacji w naszym gabinecie może być każde zachowanie, uczucie czy problem pojawiający sie w relacji dziecko-rodzic, dziecko-środowisko zewnętrzne, dziecko-jego świat wewnętrzny. Tematy poruszane przez rodziców w czasie spotkań konsultacyjnych i psychoedukacyjnych to np.:

  • Dlaczego moje dziecko wymyśla sobie przyjaciela?
  • Co robić, kiedy dziecko budzi się w nocy z krzykiem?
  • Dlaczego moje dziecko kłamie/kradnie?
  • Nasze dziecko jest bardzo negatywnie nastawione do wszystkiego. Czy możemy coś zrobić? Czy to normalne? 
  • Co zrobić żeby moje 2-latnie dziecko chodziło spać przed 22?
  • Czy moje dziecko jest już gotowe do pójścia do przedszkola? Co mogę zrobić, żeby mu to ułatwić?
  • Jak pomóc nieśmiałemu dziecku, które zmienia szkołę?
  • Moju dziecku zdiagnozowano bezdech afektywny? Co robić?
  • Jak poradzić sobie z niechęcią do własnego dziecka?
  • Czy to, że moje dziecko nie mówi i nie ma kolegów oznacza, że jest autystyczne? 
  • Moje dziecko wszystkiego się boi!
  • Dlaczego nasze dziecko nigdy nas nie słucha?
  • Moja 5-letnia córka nadal moczy się w nocy. Czy należy coś z tym robić?

i wiele, wiele innych.

Bardzo często, szczególnie jeśli zapytanie lub problem dotyczą małego dziecka (do 6 lat) , nasza pomoc kończy się na jednym lub paru spotkaniach z rodzicami.  W czasie tych spotkań zachęcamy rodziców do przyjrzenia się dziecku i swoim możliwościom radzenia sobie z nieco innej perspektywy.  Zwykle taka pomoc na daną chwilę wystarcza. Oczywiście nie oznacza to, że za parę miesięcy lub lat nie pojawi się nowy problem, który znowu będzie wymagał od rodziców konsultacji z psychologiem (co nie oznacza, że napewno tak będzie).  Taka jednak jest specyfika pracy psychologa dziecięcego - mamy w końcu do czynienia ze stale rosnącymi i zmieniającymi się dziećmi. Tylko wtedy, gdy wspólnie z rodzicami uznamy, że konieczna jest bardziej wnikliwa diagnoza lub terapia - proponujemy te sposoby interwencji.

Koszt: 130-150 zł za 50-60 min.

Powrót

Strony